W przypadku Iła też nie podjęto decyzji o zamknięciu lotniska, mimo że lot był wojskowy, a warunki meteorologiczne były poniżej niezbędnego do lądowania minimum.

W opinii Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK), lot Tupolewa odbywał się według procedur określonych w AIP Federacji Rosyjskiej. AIP Rosji to zbiór informacji aeronawigacyjnych, czyli danych o lotniskach, trasach lotniczych i obowiązujących procedurach. Lotniska Siewiernyj nie ma w tym zbiorze. Wiadomo też, że nie jest ono wyposażone według standardów Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego (ICAO).

W raporcie podano także, iż lot był "międzynarodowy, nieregularny (jednorazowy), z celem przewozu pasażerów". W ocenie MAK, lotnisko w Smoleńsku jest przystosowane do przyjmowania różnych typów samolotów, w tym Tu-154M przy określonym minimum pogodowym. Jak zaznaczono w raporcie końcowym warunki meteorologiczne na lotnisku były poniżej minimum, ale ze względu na charakter lotu - międzynarodowy - decyzja o tym, czy lądować, należała do załogi. Zaznaczono również, że ze względu na to, że nie był to lot wojskowy, nie można było zamknąć lotniska.

Zdaniem Millera, który przewodniczy polskiej komisji, taka argumentacja jest jednak trudna do wytłumaczenia, jeśli weźmie się pod uwagę wcześniejszą próbę lądowania rosyjskiego Iła-76, zakończoną niepowodzeniem i decyzja o odlocie. "Nie obowiązywała go procedura, na którą powołuje się MAK. Był to rosyjski samolot, wojskowy samolot, lądujący na rosyjskim, wojskowym lotnisku. W związku z tym, gdyby zamykanie lotniska było niemożliwe tylko dlatego, że ląduje samolot obcy, niewykonujący lotu wojskowego, to dlaczego nie zamknięto go dla Iljuszyna, gdy parametry pogodowe były poniżej krytycznych?" - pytał minister.

W polskich uwagach do raportu MAK, które dziś zostały opublikowane, znajduje się opis dramatycznych prób wylądowania na lotnisku w Smoleńsku. W pierwotnej wersji raportu rosyjskiego znalazło się jedynie stwierdzenie, że maszyna dwukrotnie podchodziła do lądowania i w końcu, na skutek złych warunków atmosferycznych, odleciała na lotnisko zapasowe. Jednak w polskich uwagach znalazły się relacje świadków, według których pierwsze podejście do lądowania skończyło się zakrętem na wysokości 3-4 metrów. Mowa jest nawet o tym, że po tym manewrze słychać było przerażenie w głosach kontrolerów lotu. Druga próba lądowania także skończyła się przelotem kilka metrów nad obwałowaniem przy płycie postojowej. Z tego wynika, że załoga Iła-76 zachowała się niezgodnie ze standardami, bo podchodziła do lądowania, nie widząc lotniska. A z tego wniosek - czytamy w polskich uwagach - że lotnisko powinno zostać zamknięte.