Dziennik Gazeta Prawana logo

Porwanie Olewnika było udawane? "Było za dużo krwi"

25 listopada 2011, 10:30
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Krzysztof Rutkowski
Krzysztof Rutkowski/AKPA
O tym, że Krzysztof Olewnik zorganizował samouprowadzenie, Krzysztof Rutkowski miał mówić już 10 lat temu. W rozmowie z "Expressem Ilustrowanym" prywatny detektyw ujawnia argumenty, które przemawiają za tą hipotezą.

Jak podkreśla Rutkowski, policja już wiele lat temu brała pod uwagę możliwość samouprowadzenia. Włodzimierz Olewnik miał zrezygnował z usług detektywa właśnie ze względu na to, że forsował on tę hipotezę.

Jakie argumenty przemawiają za możliwością zorganizowania własnego porwania przez Krzysztofa Olewnika? "Po porwaniu zażądano mojego udziału w rozwiązaniu sprawy. Krzysztof Olewnik chciał uciec od ewentualnej odpowiedzialności karnej, a sprawę swojego uprowadzenia załatwić między rodziną a tzw. porywaczami. Biznesmen jednak nie zdawał sobie sprawy z tego, że musimy być w kontakcie z policją" - mówi tajemniczo Rutkowski.

Podkreśla także, że ściany w domu 25-letniego rzekomo porwanego mężczyzny celowo wymazano krwią, a potwierdziła to biegła sądowa. Chodziło o symulowanie śladów bójki. Inna sprawa to ogromna ilość krwi znalezionej w domu - aż cztery litry. "Osoba, która straciła tyle krwi nie miała żadnych szans na przeżycie. Nie była to krew Krzysztofa. Kogo, tego do tej pory nie ustalono. Nie wyklucza się, że po libacji z udziałem policjantów, mogło dojść do kolejnej, na którą zaproszono prostytutkę. Prawdopodobnie została zastrzelona. Można podejrzewać, że pochodziła zza wschodniej granicy i w Polsce przebywała nielegalnie. Dlatego nikt nie zgłosił jej zaginięcia. Ta sprawa mogła być również powodem zniknięcia Krzysztofa z domu" - zastanawia się detektyw.

Krzysztof Rutkowski w rozmowie z "Expressem Ilustrowanym" mówi także o stosunkach w rodzinie Olewników przed porwaniem. Zapewnia, że badał ją bardzo wnikliwie. "Prowadząc śledztwo rozmawiałem m.in. z siostrą Krzysztofa. Żaliła się, że wszyscy członkowie rodziny, poza Krzysztofem, musieli ciężko pracować. Krzysztof był pupilkiem ojca, dostawał pieniądze na różne zachcianki. Nie przepadał za pracą" - twierdzi. Dodaje, że gdy upadła prowadzona przez Krzysztofa Olewnika firma, miał on usłyszeć od ojca, że ten nie będzie już "finansował jego fanaberii". "To mogło być powodem do zainscenizowania porwania" - sugeruje Rutkowski.  

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Express Ilustrowany
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj