Sąd Okręgowy w Warszawie, choć oddalił apelację obrony, obniżył wyrok z czterech do trzech lat bezwzględnego więzienia. Wziął bowiem po uwagę, że skazany opiekuje się chorą żoną, a poza tym . Wyrok jest prawomocny, jednak Jerzy K. zapowiedział już, że złoży kasację do Sądu Najwyższego. Mimo to w każdej chwili może się spodziewać wezwania do odbycia kary.
Sądy obu instancji uznały, że Jerzy K., wówczas oficer Urzędu Bezpieczeństwa, w 1948 roku znęcał się psychicznie i fizycznie nad więźniami, m.in. byłym żołnierzem Armii Krajowej Wacławem Sikorskim. W orzeczeniu sąd potwierdził, że K. fundował przetrzymywanym wielogodzinne przesłuchania, bicie gumą i żelazem owiniętym w ręcznik, przypalanie włosów, skuwanie na noc kajdankami, zamykanie w karcerze, nakazywanie przysiadów, przyciskanie głowy do ściany, kopanie, ubliżanie i grożenie. Wszystko, by wymusić przyznanie się do rzekomego szpiegostwa.
Sam K. chciał uniewinnienia. Przed sądem przekonywał, że sprawa ma charakter polityczny, a on sam . Przyznał, że raz przesłuchiwał Sikorskiego, jednak nie użył wobec niego żadnej przemocy. Sąd nie dał wiary tym wyjaśnieniom, tym bardziej, że psycholog stwierdził, że oskarżony .
K. za swą działalność w UB był sądzony już w 1955 roku, kiedy to oskarżono go m.in. o śmiertelne pobicie więźnia. Początkowo otrzymał karę trzech lat więzienia, później jednak sprawę umorzono.