Według ustaleń "Superwizjera", sędzia Janusz K. sądził Marcina P., kiedy ten jeszcze nosił inne nazwisko i był Marcinem S. To był 2006 rok. Sprawa dotyczyła firmy Sampi, której późniejszy założyciel Amber Gold był wiceszefem. Był oskarżony o oszukanie dziesięciu osób na kwotę tysiąca złotych i wyłudzenie stu złotych.

Reklama

Za to przestępstwo grozi osiem lat więzienia, ale sędzia Janusz K. wydał wyrok tylko tysiąca złotych grzywny - ustalili dziennikarze śledczy TVN. W orzeczeniu nie było ani jednego słowa o wyrównaniu strat osobom, które zostały oszukane.

Wyrok był łagodny, co może zaskakiwać tym bardziej, że Marcin S. był już wtedy skazany w Gdańsku na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata za fałszowanie dokumentów.

Dwa lata po wydaniu wyroku na Marcina S., sędzia Janusz K. wpadł w policyjne sidła. Funkcjonariusze zastawili na niego pułapkę i został zatrzymany. Usłyszał zarzuty przyjmowania łapówek od oskarżonych na kwotę 140 tysięcy złotych. Ale to jeszcze nie wszystko, bo zarzucono mu również przyjęcie łososia i węgorza w galarecie oraz korzystania z mercedesa należącego do jednego z oskarżonych.

Śledztwo w tej sprawie prowadziła słupska prokuratura, która twierdzi, że sędzia Janusz K. brał łapówki w latach 1998-2008. Łagodny wyrok w sprawie założyciela Amber Gold sędzia wydał w 2006 roku - podkreśla dziennikarz "Superwizjera" Robert Socha.

Sędzia ani jednego dnia nie spędził w areszcie. Proces Janusza K. toczy się w Koszalinie. Oskarżony odpowiada z wolnej stopy i nie przyznaje się do winy.

Janusz K. powiedział dziennikarzom śledczym TVN, że sprawy Marcina S. nie pamięta i odmówił rozmowy.