Ta wiadomość zaskoczyła na pewno samą Joannę Muchę, która prognozowała, że Stadion Narodowy zacznie zarabiać dopiero za dwa lata. Okazuje się, jednak że, arena nie tylko nie przynosi strat a nawet zysk, co prawda tylko 0,5 mln zł, ale zawsze coś.

W pierwszych dziesięciu miesiącach tego roku koszty funkcjonowania Stadionu Narodowego wyniosły 19 mln zł, a dochody to 19,5 mln zł - poinformowała rzeczniczka Ministerstwa Sportu Katarzyna Kochaniak.

Niestety, gorzej wygląda sytuacja innych stadionów wybudowanych na Euro 2012. Wszystkie imprezy zorganizowane na wrocławskim stadionie przyniosły straty. Samorząd musiał dopłacić do nich 21 mln zł, dlatego zdecydowano o ich ograniczeniu. Poznań dołożył 3 mln do koncertu Stinga, a poprzedni zarządca stadionu w Gdańsku zostawił 6 mln długu. Sytuację na gdańskiej arenie trochę podratowała Jennifer Lopez swoim niedawnym koncertem.

Według wyliczeń Ministerstwa Sportu na Narodowym od lipca 2011 roku do października bieżącego odbyły się 22 masowe imprezy, w których uczestniczyło 1,4 mln widzów. Dochodowe okazały się koncerty Madonny i Coldplay. Jak na razie zakontraktowano już 47 imprez na przyszły rok.

Paradoksalnie jednak Stadion Narodowy zarabia najlepiej na drobnych, a regularnych wydarzeniach, jak targi czy kongresy. Organizowanie tych imprez nieco zadziwia ze względu na to, że warszawska arena nie ma operatora. Jego zarządcą jest Narodowe Centrum Sportu, a ono nie ma uprawnień do zawierania umów z organizatorami.  

Oczekiwanych wpływów nie dostarczają natomiast loże VIP, zyski z nich wyniosły 1,2 mln zł. Potencjalnie stadion może zarobić jeszcze na wynajęciu biur po trybunami i na sprzedaży komercyjnej nazwy, która może przynieść nawet 10 mln rocznie.