To rekordowa kara za błąd lekarza, choć sąd i tak uwzględnił apelację szpitala. Bliscy domagali się 320 tys. zł.

Reklama

Chodzi o wydarzenie jeszcze z 2009 roku, kiedy 63-letni mężczyzna trafił do szpitala w Iłży, koło Radomia. Miał przejść mało skomplikowaną operację usunięcia kamieni z woreczka żółciowego.

Po zabiegu jego stan pogorszył się na tyle, że ponownie musiał trafić na stół operacyjny. Okazało się, że wcześniej uszkodzono mu jelito cienkie. Po drugiej operacji jego stan był tak zły, że trafił na oddział intensywnej terapii. Rana pękła, a pacjent po raz trzeci poszedł pod nóż.

Brzuch nadal puchł mu jak balon, był jak u kobiety w dziewiątym miesiącu ciąży. Pielęgniarki ciągle wymieniały pościel, bo całe łóżko było zakrwawione - wspomina rodzina. Ordynator przekonywał wówczas, że teraz to należy się już tylko modlić.

Pacjent - na prośby rodziny - ostatecznie został przewieziony do szpitala wojewódzkiego w Kielcach. Tam uratowano mu życie, ale do pełnej sprawności już nie powrócił. Nie może m.in. jeździć samochodem.