Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz zadeklarowała w czwartek, że stołecznemu ratuszowi zależy na wyjaśnieniu nieprawidłowości wokół stołecznej reprywatyzacji, jednak - jak powtórzyła - ratusz nie jest stroną w postępowaniu przed komisją weryfikacyjną. Została wezwana w charakterze świadka, jednak się nie stawiła.
- zadeklarowała Gronkiewicz-Waltz na konferencji prasowej. Jak zauważyła, już "chyba trzy segregatory" dokumentów wysłano na potrzeby komisji weryfikacyjnej.
Gronkiewicz-Waltz powtórzyła, że to prezydent Warszawy jest organem, którzy orzeka w sprawach dekretowych.- mówiła prezydent Warszawy.
pytała. Powtórzyła, że komisja weryfikacyjna działa w sprzeczności z konstytucją.
Gronkiewicz-Waltz przypomniała, że w poniedziałek miasto złożyło do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie wniosek o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego. Jak wówczas mówiła, w Polsce są dwa organy powołane do rozstrzygania spraw reprywatyzacyjnych - komisja weryfikacyjna i prezydent m. st. Warszawy.
Bajko: Prezydent wiedziała o wszystkim
W czwartek zeznawał za to przed komisją były szef stołecznego Biura Gospodarki Nieruchomościami Marcin Bajko.
- powiedział Marcin Bajko. - dodał.
Jak mówił, wydaje mu się, że poza tą konkretną sprawą, prezydent Warszawy nie interesowała się szczególnie innymi sprawami reprywatyzacyjnymi, prowadzonymi przez BGN. Dodał, że ws. nieruchomości przy Noakowskiego 16 (która w wyniku decyzji miasta w części przypadła rodzinie Gronkiewicz-Waltz) między nią a Bajką były wielogodzinne rozmowy o wszystkich aspektach. Według niego rozmowy dotyczyły tego, "jak się wydaje takie decyzje od początku do końca - na czym to polega".
Bajko nie zgodził się z treścią wypowiedzi prezydent Gronkiewicz-Waltz z sierpnia 2016 r., w której stwierdziła ona, że "nie wiedziała co się działo, a odpowiedzialność za aferę ponoszą urzędnicy". - mówił b. dyrektor BGN.
Wcześniej mówił m.in. że nic mu nie wiadomo, aby osoby zainteresowane zwrotami nieruchomości kontaktowały się z prezydent poza urzędem miasta. Zaprzeczył, jakoby w ratuszu istniały narzucone liczby spraw zwrotowych do rozpatrzenia. Oświadczył też, że nic nie wie, aby nagrody dla urzędników były powiązane z liczbą wydawanych przez nich decyzji. Natomiast ocenił, że na urzędników był wywierany rodzaj presji. Po pierwsze przez petentów, którzy "bez przerwy" przychodzili do BGN, a "tak być nie powinno". Drugim elementem, według Bajko, były wyniki kontroli, z których wynikało, że należy przestrzegać K.p.a
Miękki nadzór prezydent Warszawy
- powiedział Bajko, odpowiadając na pytanie dotyczące nadzoru nad BGN po odejściu wiceprezydenta stolicy Andrzeja Jakubiaka.
- dodał.
Bajko powiedział też, że Gronkiewicz-Waltz musiała też akceptować wnioski, ale nie wszystkie. Dodał, że wszystkie posiedzenia zespołu koordynacyjnego były protokołowane.
- zeznał świadek, pytany, czy konsultował ją z prezydent.
J - mówił Bajko.
Świadek zeznawał, że w przypadku trudnych i ważnych decyzji, np. obejmujących przedszkole był informowany przez swojego zastępcę. - mówił Bajko.
Według świadka, w niektórych przypadkach potrzebna była jednak akceptacja prezydent. J- powiedział Bajko, zaznaczając, że "jednolitej procedury nie było"
Sami informowaliśmy szefa ABW
Jan Mosiński (PiS) pytał świadka, czy w czasie, kiedy był dyrektorem BGN-u spotykał się z szefami służb specjalnych, Prokuratorii Generalnej, wojewodą mazowieckim czy ewentualnie z prezesem Samorządowego Kolegium Odwoławczego. - powiedział Bajko.
Dopytywano, czy po tych spotkaniach "odnotował" jakąś interwencję, kontrolę ze strony tych służb w BGN czy urzędzie miasta. R - powiedział świadek przed komisją.
S- powiedział Bajko.
Przewodniczący komisji Patryk Jaki dopytywał, od kiedy ABW wiedziała od stołecznego ratusza o kwestiach reprywatyzacji. Bajko odpowiedział, że pierwszy sygnał został wysłany ok. 2011 r. Dodał, że osobiście zainicjował spotkanie z "panią dyrektor ówczesną warszawskiego CBA". - podkreślił świadek.
Jaki dopytywał, czy Bajko spotkał się z kimś z ABW, świadek odpowiedział, że na tak postawione pytanie odpowie jedynie, że "tak". Dopytywany o reakcję ABW, wyjaśnił, że "reakcja była pisemna" i stwierdzono w niej, że prezydent miasta nie jest organem upoważnionym w takich kwestiach, a "upoważniony jest premier".
Bajko dodał, że CBA z kolei poprosiło o informację na temat sprawy. - powiedział świadek. Pytany, czy w kolejnych latach już nie było kontaktu z tych instytucji, odpowiedział, że z nim "chyba nie". Zaznaczył, że w BGN-ie pracowało w różnych okresach od 1,3 tys. osób, które mu podlegały do w rezultacie czterystu kilku. - powiedział Bajko.
"Nie powinno być szkół w Śródmieściu"
Komisja kontynuowała głównie badanie sprawy nieruchomości Twarda 8 i 10. W związku z decyzją reprywatyzacyjną stołecznego ratusza na rzecz "handlarza roszczeń" Macieja Marcinkowskiego, musiało się stamtąd przenieść prestiżowe gimnazjum.
Bajko pytany przez członka komisji Jana Mosińskiego, czy prezydent stolicy lub inni wydawali mu polecenia co do nieruchomości przy Twardej czy innych "nieruchomości oświatowych", świadek odparł, że "nie było takiej sytuacji". P - dodał Bajko.
Poinformował, że w 2013 r. w BGN przygotowano pełne zestawienie ok. 116 nieruchomości, które mają "możliwość reprywatyzacji", co przekazano prezydent. Ustalono, że trzeba to przekazać Radzie Miasta i burmistrzom oraz zastanowić się czy w tej sytuacji w te placówki inwestować, a także nad "ewentualnym wygaszeniem pewnych placówek".
Bajko przyznał jednak, że na jednym ze spotkań dowiedział się, że prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz zdecydowała o likwidacji, bo szkół nie powinno być w Śródmieściu. - zaznaczył Bajko.
Dodał, że później usłyszał bezpośrednio od prezydent Warszawy, że nie powinno być szkół w Śródmieściu. - powiedział Bajko.
Jak powiedział, "a priori zostało założone, że ta szkoła zostanie zlikwidowana". - powiedział Bajko.
Dodał, ze szereg takich argumentów rozumie, "niemniej jednak zostało założone, że to gimnazjum zostanie zlikwidowane". Jak mówił, dwa czy trzy miesiące po spotkaniu zespołu koordynującego został zaproszony na sesję rady miasta, na której procedowana była uchwała o przeniesieniu gimnazjum. - zaznaczył.
Podkreślił, że to nie on przygotowywał ta uchwałę i nie ma na niej podpisu osób z jego biura.
- powiedział Bajko.
Zasada była prosta: Kto może, pomaga
Pytany przez członka komisji Pawła Rabieja, czy sprawa Twardej była szybciej prowadzona niż inne, świadek odpowiedział, że nie było tu "niczego nadzwyczajnego". Dodał, że prowadzono w BGN rozmowy z Marcinkowskim ws. jego w sumie pięciu roszczeń, w tym dwóch ważnych dla miasta (szkoła przy Twardej oraz boisko przy szkole na Foksal - PAP). T - zeznał Bajko.
- oświadczył świadek.
Spytany, czy można było rozważać przyznanie Marcinkowskiemu nieruchomości zamiennej zamiast Twardej, Bajko odparł, że "był taki moment", kiedy można było o tym myśleć, ale nie po uchwale z lutego 2013 r.
Na pytanie, czy odczuwał jakąś presję ze strony Marcinkowskiego, Bajko odparł, że zeznawał już, iż pewną presją jest to, że każda osoba może mieć swobodny dostęp do BGN i "samą swoją obecnością pokazywać, że +jej zależy+". W tym znaczeniu presję można było odczuwać - zaznaczył. Podkreślił, że "nerwowość" Marcinkowskiego mogłaby też związana z tym, że wtedy "wstrzymano mu budowę nad Trasą W-Z".
Zapytany, czy Marcinkowski toczył negocjacje z kimś więcej, Bajko odpowiedział: - dodał.
Rabiej pytał też, czy w BGN i Ratuszu rozważano powołanie zespołu koordynującego procedury przy "trudnych reprywatyzacjach", związanych z dużym ryzykiem społecznym zwrotu własności. - odparł świadek, według którego zasadą było raczej: . Dodał, że wiele było rozmów o charakterze ogólnym. - podkreślił.
Świadek podkreślał, że Kpa nie przewiduje negocjacji, a przewiduje to, że jak ktoś np. ma komplet dokumentów danej sprawy, to decyzja administracyjna ma zapaść w ciągu miesiąca.- dodał.
Indagowany, czy zwolnienie go z pracy w 2016 r. przez Gronkiewicz-Waltz było zemstą czy ma może inny podtekst, Bajko odpowiedział, że to on rozwiązał umowę o pracę. - replikował Mosiński. Bajko odparł, że pozwał miasto za to zwolnienie i nie chce się wypowiadać by - jak powiedział - "nie stracić szansy przed sądem". Oświadczył tylko, że "działanie pracodawcy nie miało podstaw prawnych".
Na pytanie, czy Marcinkowski bywał częściej w Ratuszu niż inni, Bajko odpowiedział, że nie miał on roszczeń jedynie co do Twardej. - odparł Bajko. - dodał.
Świadek podkreślał, że nie miał pełnomocnictw prezydenta miasta do wydawania decyzji reprywatyzacyjnych; mieli je zaś jego zastępcy. Wytłumaczył to tym, że zanim zaczął pracę w urzędzie, w starostwie powiatu, prowadził działalność gospodarczą, a przepisy w takich przypadkach uniemożliwiały wydawanie decyzji administracyjnych. Dodał, że miał zaś upoważnienie by w imieniu prezydenta zawierać akty notarialne o "wielomilionowej wartości".
- powiedział Bajko, nawiązując do zeznania pierwszego świadka komisji - Krzysztofa Śledziewskiego, który utrzymywał, że zna przypadek gdy Hanna Gronkiewicz-Waltzingerowała w decyzję. Prezydent Warszawy temu zaprzeczała.
Bajko przyznał w czwartek, że podczas spotkań prezydent z radnymi i burmistrzami poruszane były sprawy reprywatyzacji. - powiedział Bajko.
Potrzebne nowe prawo
Według byłego szefa BGN prezydent Warszawy powinna starać się o zmiany w prawie dotyczące reprywatyzacji.
- stwierdził Bajko.
Powiedział on, że pomimo próśb nie udało się ograniczyć dostępu do BGN osób postronnych, co powodowało dyskomfort pracy.
- stwierdził Bajko.
- dodał. Według niego nie można było tego załatwić w żadnym biurze administracyjno-gospodarczym, czy ochrony, nawet po tym jak prosił o to panią prezydent.
- stwierdził Bajko.
Sprawy "właścicieli - śpiochów"
Pytany przez przewodniczącego wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego dlaczego BGN nie szukał uprawnionych do nieruchomości.
- mówił komisji Bajko.
dodał.
- tłumaczył.
Przypomniał, że ustawa, która weszła w życie w zeszłym roku reguluje sprawę tzw. "właścicieli - śpiochów" - zapisano, że bez ich poszukiwania można umorzyć postępowanie.
Bajko podkreślił, że sprawami spadkowymi w zakresie Skarbu Państwa i miasta zajmowało się Biuro Prawne, a nie jego biuro. - wyjaśniał. - stwierdził. Podkreślił, że nie zna aż tak szczegółowo sprawy nieruchomości przy Twardej.
Zapytany przez szefa komisji Patryka Jakiego, czy uważa, że prawidłową była procedura, iż ratusz samodzielnie nie poszukiwał spadkobierców, odparł: . Jego zdaniem nie było to zadaniem jego biura. Dodał, że "w różnych sytuacjach" były poszukiwania i - jak zaznaczył - sam podpisywał pisma w tej sprawie.
Jaki pytał świadka, dlaczego samo miasto stwierdziło, że decyzja reprywatyzacyjna ws. nieruchomości przy ul. Twardej 8 i 10 było "rażącym naruszeniem prawa". - powiedział Bajko. Zaznaczył, że nie pamięta szczegółów ale - jak ocenił - "to była przesłanka, żeby wznowić tę sprawę".
Dopytywany, czy miasto przed podjęciem decyzji badało dokładnie wszystkie dokumenty, które złożyła strona starająca się o reprywatyzację, odpowiedział: - mówił świadek. Według niego nakładając te dwa przepisy trzeba dojść do wniosku, że "trzeba siedem razy pod światło spojrzeć na każdy dokument".
Przewodniczący komisji zastanawiał się, że skoro interes prawny w tej sprawie miało miasto, to kto powinien w jego imieniu złożyć wniosek, jeśli nie sam ratusz. - podkreślił Bajko.
Jak mówił świadek ważna jest również "bardzo istotna jedna rzecz, żeby ten Skarb Państw mógł wejść jako spadkobierca to musi minąć - bez żadnej czynności w zakresie tych spadkobierców - 30 lat". J- zauważył.
Bajko był też pytany o to czy nie wzbudzała jego wątpliwości różnica pomiędzy wycenioną wartością nieruchomości, a kwotą nabycia roszczeń do nich.
- wyjaśnił.
- tłumaczył.
Dopytywany, czyim obowiązkiem było zebrać wszystkie akta do postępowania dekretowego odpowiedział, że obowiązek ten miał organ administracji i te akta zebrał. - mówił komisji Bajko.
Jaki: Komisja ma sens
Jaki w rozmowie z dziennikarzami w przerwie posiedzenia komisji komentował dotychczasowe przesłuchania, w tym czwartkowe - Marcina Bajko, b. szefa stołecznego Biura Gospodarki Nieruchomości.
- stwierdził Jaki.
Zaznaczył, że Bajko zeznał również "sensacyjną" informację, że prezydent w ogóle nie chciała szkół w Śródmieściu. - zapewnił szef komisji.
Poza tym według Jakiego "bez żadnej wątpliwości pracownicy ratusza nie zachowywali wszelkiej staranności przy prowadzeniu spraw dekretowych". P - mówił.
Jaki przekonywał, że "to wszystko pokazuje, że ta komisja ma sens i dokonuje kolejnych takich odkryć, czyli odkryć tych mechanizmów, jak ta reprywatyzacja działała".
- podkreślił szef komisji.
Ocenił też, że prezydent Warszawy "wszelkimi sztuczkami" prawnymi próbuje zablokować prace komisji. - uznał.