Kiedy objeżdżają okolice można odnieść wrażenie, że w tym duecie prym wiedzie pani Maria. Ma 61 lat, mieszka w Lasowicach na peryferiach Tarnowskich Gór. Wdówka, matka, a do tego zbieraczka złomu. Temperamentna i wybuchowa. To, jak sama przyznaje, "wady, które pomagają jej, na co dzień w pracy". Zanim zaczęła zbierać złom pracowała w szkole jako kucharka.
- – mówi pani Ania.
Jest młodsza od Marii o cztery lata. Babcia i zamężna matka dwóch córek. W życiu zajmowała się wieloma rzeczami. W przeszłości była m.in. malarzem ozdób choinkowych, magazynierem na kolei gdzie nabawiła się kontuzji kolana. Ta dokucza jej do dziś. Na co dzień pracuje jako stróż w jednej z firm. Po godzinach razem zbierają złom.
Pieniądze leżą na ziemi
- – uważa pani Ania. Zdarza się, że choć umówią się wcześniej i o wyznaczonej godzinie przyjadą po odbiór obiecanego złomu, ktoś z pracowników nie chce ich wpuścić, a do tego oszukuje, że nie ma kierownika. – – śmieje się pani Maria.
Obydwie przyznają że to, z czym wrócą, zależy od interakcji z ludźmi.
– – śmieje się pani Maria. - – wyjaśnia pani Maria.
Zwłaszcza, jak dodaje, że obydwie nie jeżdżą na "złomowe łowy" codziennie, tylko sporadycznie, kiedy mają czas. – – wyjaśnia pani Maria.
I dodaje, że owszem czasem ktoś pomoże zanieść zdobyty towar do samochodu, jak jest bardzo ciężki, ale jak oddają starsi ludzie, to „targają” wszystko same.
A jak zaczęło się to hobby? Pani Maria tłumaczy, że od sprzątania własnych rupieci. – – opowiada.
"Na wycieczkę cię nie zabrałam"
Opracowały swój własny system łowienia zdobyczy. Marysia siedzi za kierownicą wypożyczonego auta, bo jak przyznają na własne z prawdziwego zdarzenia ich po prostu nie stać. Każda uważnie się rozgląda. "Na wycieczkę cię nie zabrałam, patrz uważnie na swoją stronę" – strofuje siostrę pani Maria. Gdy coś uda im się zauważyć, zatrzymują się, wysiadają, jedna rusza w jedną, druga w drugą stronę. Pytają, rozmawiają, a jak się uda zabierają – lodówkę, krzesła ogrodowe, wiadro gwoździ.
W jednym z odcinków wybierają się po złom do księdza w ich rodzinnej parafii. "Powiemy, że chcemy uczciwie zarobić" – mówi pani Maria. "Ty masz taka odwaga" – dziwi się pani Anna. "Ksiądz to takie same ludzie, jak my. Boje się ino, że nie będzie miał nic ze złomu. Kto pyta, nie błądzi. Nawet w Biblii jest tak napisane" – stwierdza pani Maria. Mimo, że proboszcza nie zastają, jego gospodyni oddaje im puszki, starą siatkę ogrodową. "Niczym nie gardzimy, jak te owieczki nawet suchym chlebem" – śmieje się do gospodyni pani Maria i pakuje zdobycze na pakę samochodu.
Niektórzy dają za darmo, inni za "przysłowiowy grosz". – – śmieje się pani Maria.
Donice z kawiarnianych krzeseł
Najczęściej trafiają im się popsute sprzęty gospodarstwa domowego – lodówki, pralki. – – zauważa pani Maria. Od czasu do czasu coś, co trafi im się podczas "złomowych wypraw" zostawiają dla siebie.
W ten sposób pani Ania stała się posiadaczką oryginalnego kwietnika w ogródku. – – opowiada o swoich zdobyczach pani Ania.
Ostatnim cudem, jaki udało jej się wypatrzeć, była klatka dla papugi również z rzeźbionymi drzwiczkami. – – śmieje się Maria. – – tłumaczy pani Ania.
Często zdobywają łupy nie tylko objeżdżając okolicę, ale podczas wystawek, gdy ludzie wystawiają przed dom niepotrzebne rzeczy. – – mówi pani Ania. Rzadko, kiedy jadą w ciemno. O tym, kiedy organizowane są wystawki, czytają też w internecie. Najczęściej odbywają się wiosną i jesienią.
– – opowiada pani Maria. Po kilku latach w branży potrafi rozróżnić, co zostało wykonane z porcelany, porcelitu, czy kryształu.
Domek z ogródkiem i święty spokój
O czym marzy duet ze Śląska? – – śmieje się. Pytana skąd takie marzenie, odpowiada, że z wiekiem coraz bardziej ma dosyć wspinania się na drugie piętro, do mieszkania na poddaszu. – – wyjaśnia.
Pani Ania chciałaby mieć po prostu "święty spokój". – – mówi. Ostatnio spełniła marzenie wnuczki i wyjechały razem nad morze. – – mówi.
Nie wstydzą się tego, co robią, ale i nie uważają tego za powód do dumy. – – mówi pani Maria.
Na babskie zakupy obydwie z siostrą jeżdżą do ciucholandów. – – wyjaśnia pani Ania. To nad czym ubolewają to fakt, że nie starcza czasem na wycieczki, czy kino, bo przecież od takich przyjemności ważniejsze są codzienne opłaty.
Pani Maria wyznaje, że żadnej roboty się mimo to nie boi. – – mówi. I podkreśla, że w żadnym wypadku nie użala się nad sobą, bo zawsze jest ktoś, kto ma gorzej.
Choć zbieranie złomu to jak przyznają obydwie siostry "brudna robota" ani myślą z niej rezygnować. – – śmieje się pani Ania.
psav linki wyróżnione