Pani Krystyna ma 64 lata. Jest już na emeryturze, ale, jak przyznaje, wciąż ciekawa świata i ludzi. Po raz kolejny pakuje walizkę i rusza w podróż. Prosi, żebym "sąsiedzkim okiem" pod jej nieobecność zerknęła na mieszkanie. – Dokąd tym razem? – pytam. – Do sanatorium. To co prawda dopiero mój drugi raz, ale już jestem fanką tych wyjazdów – odpowiada z uśmiechem. Rok temu była w górach, teraz jedzie nad morze. Mąż pani Krystyny zmarł cztery lata temu. – Zabrakło nam czasu, żeby nacieszyć się wspólną emeryturą – wyznaje. I mówi żartobliwie, że sanatoryjna eskapada nie tylko pozwoli podkurować jej zdrowie, ale i samotne serce.

Serca leczą także pani Anna i pan Stanisław, stali bywalcy warszawskiej Cafe Mozaika, gdzie w sobotnie wieczory mogą potańczyć ludzie w każdym wieku. Anna i Stanisław poznali się trzy lata temu na jednym z randkowych portali. Chwilę po tym, jak obydwoje przekroczyli próg 60 lat.

Spotkaliśmy się ze Stasiem i po kilku rozmowach od razu wiedzieliśmy, że trafiliśmy w dziesiątkę, że takiej relacji chcemy – mówi Anna. Na wieczorkach tanecznych czasem bywają z jej przyjaciółkami. – Wtedy robię za bezpłatnego fordansera. Dobrze, że kondycja dopisuje, bo zatańczyć z trzema kobietami kilka tańców i do tego jeden po drugim, to wyzwanie nawet dla czterdziestolatka – dowcipkuje pan Stanisław. Łączy ich pasja do gotowania, wykłady na Uniwersytecie Trzeciego Wieku i zajęcia terapeutyczne dla emerytów. – Tworzymy patchworkową rodzinę, tyle że w wieku 60 plus – żartuje pani Anna. Tłumaczy, że są parą jak z piosenki Osieckiej: "kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością”. – Zakończyliśmy swoje długie, ale mniej lub bardziej burzliwe związki – opowiada.