Prokurator Konrad P. został w poniedziałek skazany na 8 lat więzienia. Dodatkowo sąd zdecydował o zakazie wykonywania zawodu prokuratora na 10 lat (liczone po odbyciu kary więzienia) oraz zapłacie 10 tys. zł kosztów sądowych. Sprawę opisuje m.in. TVN Warszawa.

Reklama

Sprawa znalazła swój finał w sądzie po niemal dziewięciu latach. W 2010 r. kobieta poinformowała przełożonych Konrada P. i policję o oburzającym zachowaniu prokuratora. Trafiła do prokuratury po tym, gdy próbowała okraść jeden ze sklepów w centrum handlowym.

Podczas przesłuchania, które prowadził P., usłyszała, że musi zdjąć ubranie, gdyż Konrad P. musi "dokonać oględzin ciała". Później powiedział, że złoży w jej sprawie wniosek o umorzenie postępowania, jeśli kobieta będzie uprawiać z nim seks.

"Przełożeni prokuratora poważnie potraktowali zgłoszenie kobiety. Przygotowali zasadzkę: w pokoju, w którym podejrzana o kradzież miała spotkać się z P., zamontowano kamery oraz mikrofony. Gdy tylko kobieta weszła do pokoju, prokurator rozebrał się, w ręce trzymał prezerwatywy. Wtedy do pomieszczenia wpadła policja" - opisuje sprawę portal.

W czasie postępowania wyszło na jaw, że prokurator P. w podobny sposób skrzywdził lub próbował wykorzystać jeszcze 18 kobiet.

Na Konradzie P. ciążyło 20 zarzutów i sąd uznał go winnym wszystkich. Chodziło m.in. przekroczenie uprawnień, żądanie korzyści osobistych oraz doprowadzenie do obcowania płciowego.

Wyrok nie jest prawomocny.