Wczoraj przed Sądem Okręgowym w Olsztynie rozpoczął się kolejny proces z powództwa Agnes Trawny. Kobieta w 1977 roku zdecydowała, że ma dość życia w socjalizmie. Porzuciła swój majątek we wsi Narty na Mazurach i pojechała do RFN.
Tam za mienie pozostawione w Polsce Ludowej dostała 10 tysięcy marek. Były to ogromne pieniądze, jak na ówczesne czasy. Jednak w 2000 roku pazerna kobieta zorientowała się, że w Polsce wolnej od komunistów może powalczyć o zwrot porzuconych dóbr - bulwersuje się "Fakt".
W ten sposób wyrokiem Sądu Najwyższego odzyskała 50 hektarów ziemi w Nartach i dom. Polskie rodziny, które od 30 lat mieszkały w mazurskiej wsi, lada dzień trafią na bruk. "Nie rozumiem, jak nasze państwo mogło na to pozwolić" - skarży się "Faktowi" Władysław Głowacki, który wraz z rodziną straci dach nad głową na rzecz pazernej Niemki.
50 hektarów ziemi jednak nie zaspokoiło nienasyconej Trawny. Teraz chce 2,5 miliona złotych za majątek rzekomo utracony przez jej ojca. "Rozszczenia pani Agnes są bezpodstawne, bo
sprawa się przedawniła" - uspokaja mecenas Dorota Szymanek, która przed sądem reprezentuje skarb państwa. "Polacy nie będą musieli składać się na odszkodowanie dla
niej."