Dziennik Gazeta Prawana logo

Interesy i wartości

5 listopada 2007, 12:13
Ten tekst przeczytasz w 14 minut

Czy rządy PiS to okres, gdy społeczne protesty były gwałtowniejsze niż wcześniej? Śledząc dyskusje w mediach, można odnieść wrażenie, że nastąpiła pod tym względem prawdziwa katastrofa. Tymczasem, jak wskazuje Lena Kolarska-Bobińska w tekście, który dziś publikujemy, ostatnie dwa lata nie były pod względem liczby protestów szczególnie wyjątkowe. Zmieniła się jednak jakość protestacyjnych działań. O ile wcześniej najbardziej widowiskowe protesty dotyczyły przede wszystkim sytuacji materialnej poszczególnych grup, o tyle ostatnio na plan pierwszy wysunęły się kwestie etosu i wartości. To rezultat niezwykłej aktywizacji inteligencji. Po raz pierwszy od 1989 roku poczuła ona, że posunięcia władzy są dla niej groźne. Nie tylko dlatego, że władza ta narusza istotne pryncypia, posługuje się agresywną retoryką i stosuje wyraźnie konfrontacyjną strategię w relacjach z elitami. Także dlatego, że jej działania grożą zniszczeniem wywalczonego przez inteligencję społecznego statusu.

p

Protesty społeczne są nieodłączną częścią demokracji. Towarzyszyły one wszystkim kolejnym rządom od 1989 roku, zmieniało się natomiast ich natężenie i charakter. W IV RP, czyli w okresie rządów PiS, protestowały po raz pierwszy w takim zakresie stara i nowa inteligencja, tworząca się klasa średnia. Grupy te częściej niż inne interesują się polityką, uczestniczą w wyborach i tworzą sektor pozarządowy. Protestowały one w obronie interesów grupowych i zawodowych, ale też cenionych przez siebie zasad i wartości. Również przeciw obrażaniu godności własnej oraz innych osób. Stosowały własną, charakterystyczną dla swojej grupy metodę "protestu pisanego". Nasuwa się pytanie, czy nasilenie się protestów klasy średniej przełoży się na większą aktywność społeczną i polityczną tej grupy, czy też ma jedynie charakter incydentalny i obronny? Rewolucja, którą ogłosiło PiS, miała polegać na odrzuceniu "starego porządku", czyli III RP, oraz budowie nowego - IV RP. Stary, krytykowany porządek tworzyły instytucje oraz elity. Pojęcie elit w wypowiedziach polityków PiS było szerokie i dotyczyło tych osób bądź grup, które przyczyniły się do położenia podwalin pod nowy ustrój po 1989 roku. Z czasem jednak to pojęcie elity zostało zastąpione szerszym - oznaczającym klasę panującą w III RP. Jarosław Kaczyński jeszcze w lipcu 2007 roku powiedział, że "Polska potrzebuje odrzucenia społecznego paradygmatu III Rzeczypospolitej. To szansa dla kraju i jednocześnie straszna klęska i zagrożenie dla wciąż potężnej klasy panującej III Rzeczypospolitej, która broni się z furią".

Pojęcie klasy panującej w III RP politycy PiS stosowali zamiennie z określeniem "wygrani transformacji". Zaliczano do tej grupy osoby z wyższym wykształceniem i o nieco wyższych niż przeciętne dochodach - kadrę kierowniczą, profesjonalistów, przedstawicieli biznesu. Politycy PiS krytykując lub atakując te grupy, używali pojęć dyskredytujących, takich jak np. "wykształciuchy" czy "łże-elita". Grupa wygranych nie tylko korzystała, zdaniem polityków PiS, z owoców transformacji, ale też nie chciała swoimi profitami dzielić się z innymi. "Okopała" się w korporacjach i samorządach zawodowych strzegących przywilejów swoich członków, a przede wszystkim dostępu do konkretnych zawodów. Rząd stworzony przez PiS był pierwszym od 1989 roku, który używał tak wyraźnej retoryki antyelitarnej, a przede wszystkim klasowej. Atakując "wygranych transformacji", odwoływał się do klas niższych, osób sfrustrowanych, z poczuciem klęski i porażki życiowej. Jednocześnie PiS paradoksalnie, przywrócił debacie publicznej pojęcie inteligencji, a grupie tej samoświadomość własnej pozycji, roli i wyznawanych wartości. Pojęcie "inteligenta żoliborskiego" robiło karierę - raz używane z nabożeństwem jako uosobienie cnót intelektualnych, kiedy indziej obraźliwie jako przykład niechęci do klas niższych.

W ciągu ostatnich dwóch lat stara i nowa inteligencja stanowiące trzon rodzącej się klasy średniej po raz pierwszy od początku transformacji miały poczucie zagrożenia swojego statusu społecznego oraz interesów grupowych. Zagrożenie to wywoływały zarówno wypowiedzi, jak i działania podejmowane przez polityków PiS i koalicji rządowej.

Konflikt toczył się na dwu płaszczyznach: jedna dotyczyła wartości, symboli i sfery werbalnej, druga konkretnych rozwiązań politycznych. W sferze werbalnej wypowiedzi polityków koalicji podważały autorytet i wiarygodność całych grup zawodowych, poszczególnych osób albo wręcz dorobku danej dziedziny. Inteligencja jest grupą, która przywiązuje większą niż inne wagę do sfery wartości oraz ideologii. Grupa ta w swej większości popierała przemiany, które nastąpiły po 1989 roku, nie tylko dlatego, że należała do wygranych i poprawiła swoją pozycję. Wiele osób ze średnim i wyższym wykształceniem nie zaliczało siebie do wygranych. Osoby te stawały po prostu w obronie cenionych przez siebie i atakowanych, ich zdaniem, pryncypiów. W badaniach opinii respondenci z wyższym wykształceniem częściej niż inne osoby doceniają wartości demokratyczne i rynkowe. Cenią też bardziej niż inne grupy zbliżenie z Europą oraz idee samorządności, silnej władzy lokalnej i samoorganizacji obywateli. PiS oraz będące z nim w koalicji Samoobrona i Liga Polskich Rodzin deklarowały szereg wartości będących na drugim końcu tego kontinuum: obyczajowy tradycjonalizm, sceptycyzm wobec Europy, nieufność wobec społeczeństwa obywatelskiego i scentralizowaną wizję państwa. Samorządy, podobnie jak organizacje społeczeństwa obywatelskiego, były postrzegane przez polityków rządzących jako wytwory ideologii lewicowo-liberalnej, instytucje zagrażające hierarchicznemu ładowi i porządkowi.

Konflikt między ugrupowaniami rządzącymi a inteligencją dotyczył nie tylko sfery wartości, lecz także propozycji konkretnych rozwiązań i ustaw. W ciągu ostatnich dwóch lat zmieniano wiele instytucji publicznych będących ważnym elementem porządku demokratycznego. Upolityczniono też silniej niż poprzednio administrację państwową. Konflikt dotyczył zatem również działań systemowych podejmowanych przez PiS.

Część klasy średniej, inteligencji pracuje w sektorze publicznym. Tam wartości wyznawane przez koalicję PiS, Samoobrony i LPR przekładały się na konkretne decyzje wykonawcze. Protesty były również wywołane niezgodą na politykę rządu, która miała bezpośredni wpływ na pracę wykonywaną przez wiele osób, np. nauczycieli. Ponadto koalicja podjęła działania bezpośrednio dotkliwe dla poszczególnych grup zawodowych i środowisk, podważające ich poczucie autonomii. Były to decyzje dotyczące zarówno całych grup zawodowych, jak i decyzje personalne.

Inteligencja zareagowała na to licznymi protestami. Nowością jest pojawienie się w takim zakresie i natężeniu "protestu pisanego". Wiąże się to ze specyfiką grup, które inicjowały i uczestniczyły w protestach. Uczestnicy polskich debat publicznych coraz częściej pisali listy otwarte, wydawali oświadczenia, podpisywali apele i petycje. Powstały też całe serwisy internetowe, których celem było zbieranie podpisów pod petycjami i listami otwartymi wysyłanymi później do adresatów. Internet stanowił więc miejsce spontanicznej, ale zarazem zatomizowanej aktywności "zwykłych obywateli". Tradycyjne formy zbierania podpisów, choć mniej spektakularne od internetowych, miały większy od nich zasięg.

Oprócz wystąpień, które gromadziły jednostki, protestowały też organizacje zawodowe. Najwięcej wystąpień obywatelskich w formie protestów pisanych dotyczyło spraw związanych z etosem środowiskowym i interesami grupowymi. Najczęściej walczyli o swoje interesy i zabierali głos publicznie: pracownicy i związki zawodowe, naukowcy, nauczyciele, studenci, uczniowie i ich rodzice, dziennikarze, prawnicy. Bardzo nikłą aktywność wykazały środowiska przedsiębiorców i pracodawców. Celem wystąpień było najczęściej wywieranie wpływu na różnych decydentów, ale starano się również poruszyć opinię publiczną. Oto niektóre przykłady.

W lutym 2006 roku minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro publicznie zarzucał sędziom wydającym wyrok w sprawie katastrofy hali Międzynarodowych Targów Katowickich, że jest on "niezgodny ze zdrowym rozsądkiem". Dodał, że "równie dobrze sędzia mógłby orzec, że zasada grawitacji nie działa, a dwa razy dwa jest sześć". Krajowa Rada Sądownicza uznała, że była to próba ośmieszenia sędziów i zamach na ich niezawisłość.

Ówczesny szef klubu parlamentarnego PiS Przemysław Gosiewski publicznie mówił, że Naczelna Rada Adwokacka nie powinna wypowiadać się w sprawie walki z korupcją, bowiem "to działania Rady mogłyby być przedmiotem zainteresowania CBA". Wiceprezes Naczelnej Rady Adwokackiej Wojciech Hermeliński powiedział, że taka wypowiedź to "niewyobrażalny skandal". Naczelna Rada Adwokacka oraz Krajowa Rada Sądownictwa ogłosiły swoje listy otwarte, protestując przeciwko podważaniu niezawisłości sędziów i autorytetu organów konstytucyjnych.

Otwarty konflikt między dziennikarzami a rządem wybuchł pod koniec lutego 2006 roku, gdy Jarosław Kaczyński podczas spotkania z dziennikarzami powiedział, że "w Polsce nie ma wolnych mediów". Dodał, że wydawcy i redaktorzy naczelni tłumią niezależność dziennikarską i nie kierują się społecznym interesem. Wezwał dziennikarzy do przejmowania redakcji i ich "repolonizowania". Publicznie protestowała przeciw tym wypowiedziom Izba Wydawców Prasy (zrzeszająca ponad 120 wydawców gazet i czasopism).

W marcu 2006 roku Prawo i Sprawiedliwość ogłosiło projekt powołania komisji śledczej do spraw mediów. Jej celem miało być zbadanie, czy w latach 1990 - 2006 doszło do naruszeń wolności słowa ze strony mediów i dziennikarzy oraz naruszeń prawa społeczeństwa do rzetelnej informacji. Kulminacją konfliktu były zarzuty o koncesjonowanie zawodu dziennikarza, jakie padły pod adresem rządu w wyniku zapisów ustawy lustracyjnej w marcu 2007 roku. Towarzyszyły im ogromne emocje, wezwania do obywatelskiego nieposłuszeństwa, bojkotu lustracji oraz wewnętrzne podziały wśród dziennikarzy.

Konflikty między środowiskiem naukowców a rządem miały kilka wymiarów. Podważano autorytet naukowców, kwestionując prawdę naukową (teoria ewolucji) oraz ich moralne predyspozycje. To ostatnie wywołało liczne sprzeciwy. Środowiska naukowców zabierały też głos w sprawach dziedzictwa przyrodniczego Polski przy okazji sporu o Dolinę Rospudy. Ponadto naukowcy bronili swoich interesów po zapowiedzi likwidacji 50-procentowego odpisu na koszty uzyskania przychodu, a warszawscy doktoranci protestowali przeciw likwidacji ulg na przejazdy komunikacją miejską.

W stosunkach z nauczycielami konflikt miał charakter ideologiczny oraz personalny. Polityka edukacyjna byłego wicepremiera i ministra edukacji Romana Giertycha wywołała reakcję nauczycieli, uczniów i ich rodziców. Sprzeciw dotyczył osoby ministra i jego współpracowników - m.in. Mirosława Orzechowskiego - ale też odwołania dyrektora Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycielskiego (CODN) Mirosława Sielatyckiego.

Strajki lekarzy oraz walka z korupcją stanowiły pole konfliktu między lekarzami a rządem. W styczniu 2006 roku wicepremier Ludwik Dorn zagroził lekarzom rodzinnym, że jeśli nie podpiszą umów z NFZ na warunkach funduszu, zostaną "wzięci w kamasze" i w ten sposób rząd zmusi ich do świadczenia pracy. Krajowy Zjazd Lekarzy podjął uchwałę, w której wezwał szefa MSWiA do dymisji. Walka z korupcją w służbie zdrowia spowodowała głośne zatrzymania osób podejrzanych o korupcję. Wywołało to falę oburzenia i oskarżeń o podważanie zaufania do lekarzy.

Prawo i Sprawiedliwość szło do wyborów z hasłem moralnej odnowy oraz zasadniczej zmiany w polityce zagranicznej. W styczniu 2006 roku Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało oficjalny komunikat, w którym stwierdzono, że jest "głęboko niesłuszne, aby funkcje ambasadorów RP pełniły osoby związane ze służbami i aparatem partyjnym PZPR". Na celowniku PiS znalazły się jednak także osoby, które pracę w dyplomacji podjęły po 1989 roku, a które premier Kaczyński nazwał "korporacją Geremka". Przygotowano ustawę, która ma na celu rozwiązanie MSZ i ponowny nabór młodych kadr. Najgłośniejszym przejawem protestu przeciwko nowemu kursowi w polityce zagranicznej stał się list otwarty wszystkich byłych ministrów spraw zagranicznych.

Ważnym tematem listów otwartych, apeli, pikiet, marszów i manifestacji były kwestie ogólne, dotyczące ideologii i wartości, niezwiązane bezpośrednio z konkretnymi zawodami. Najczęściej walczono o prawa człowieka, tolerancję oraz wyrażano sprzeciw wobec dyskryminacji.

Grupy obywateli występowały też w sprawach szeroko rozumianego dobra wspólnego: ekologii (sprawa obwodnicy Rospudy), funduszy europejskich, polityki zagranicznej, edukacji, kultury i mediów. Celem takich wystąpień było najczęściej zwrócenie uwagi opinii publicznej i władz państwowych na powyższe kwestie. Starano się w ten sposób stworzyć atmosferę społecznego oczekiwania zmiany sytuacji.

Do debaty publicznej wrócił też spór o pamięć historyczną oraz prawo do nadawania wspólnych znaczeń postaciom i wydarzeniom historycznym. Głównymi punktami niezgody były projekty lustracji oraz walka o pamięć o komunizmie. Sprawa lustracji wywołała silne środowiskowe podziały wśród naukowców, dziennikarzy i duchownych. Największe oburzenie wzbudziły jednak prasowe oskarżenia formułowane pod adresem Jacka Kuronia i Zbigniewa Herberta o współpracę z SB. Swoje listy napisali: dawni członkowie KOR i KSS KOR (poparło go ponad 20 tys. internautów), członkowie Stowarzyszenia Wolnego Słowa, działacze dawnej opozycji, Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz przyjaciele Jacka Kuronia. Sprawa oskarżeń wobec Kuronia i Herberta rozpoczęła całą dyskusję nad wiarygodnością badań historycznych i autorytetem badawczym IPN.

Protesty dotyczące grupowych interesów ekonomicznych były obecne przez cały okres po 1989 roku. Cechą szczególną okresu rządów PiS są protesty dotyczące wartości. Ideologia i hasła głoszone przez rządzącą koalicję oraz konfrontacyjny styl prowadzenia polityki spowodowały rosnącą krystalizację interesów grupowych oraz zawodowych inteligencji i rodzącej się klasy średniej. Zatomizowane, zajęte poprawianiem swojej sytuacji materialnej osoby zaczynały myśleć w kategoriach grupowych. Jednak rodząca się świadomość własnej roli i pozycji była w dużej mierze reakcją na polityczne ataki. Miała więc przede wszystkim charakter obronny. Przykładem tego jest wspólne wystąpienie przedstawicieli łódzkich samorządów zawodów zaufania publicznego przeciwko działaniom rządu Jarosława Kaczyńskiego (po kilku oddzielnie wystosowanych przez poszczególne samorządy). Nasuwa się pytanie, czy rosnąca świadomość własnych wartości bądź interesów oraz reakcje obronne doprowadzą do lepszej samoorganizacji różnych grup. I czy rosnące poczucie wpływu, które wywołuje uczestnictwo w protestach, przełoży się na większą aktywność obywatelską i polityczną. Trudno na to pytanie odpowiedzieć. Równie trudno powiedzieć, czy rosnąca świadomość spowoduje też lepszą samokontrolę w tych grupach, w których występowały działania niezgodne z etyką zawodową. Kluczowe jest jednak to, czy tocząca się debata na temat funkcjonowania demokracji i jej instytucji uświadomiła rodzącej się klasie średniej, jak duża jest jej rola w kształtowaniu się oblicza polskiej demokracji.

Poszerzona wersja artykułu ukaże się w październiku br. w raporcie Instytutu Spraw Publicznych pt. "Demokracja w Polsce 2005 - 2007".

p

, profesor socjologii. Od 1997 pełni funkcję dyrektora Instytutu Spraw Publicznych - niezależnego think-tanku zajmującego się badaniami społecznymi. W latach 1991 - 1997 była dyrektorem Centrum Badania Opinii Społecznej. Jest autorką wielu książek, artykułów oraz badań, komentatorem wydarzeń społecznych i politycznych w mediach polskich i zagranicznych. Opublikowała m.in.: "Polityka i gospodarka w świadomości społecznej 1980 - 1990" (1990), "Aspirations, values and interests: Poland 1989 - 1994" (1994), "Druga fala polskich reform" (1999), "Obraz Polski i Polaków w Europie" (2003). Jest również członkiem wielu polskich i międzynarodowych organizacji zawodowych i ciał doradczych. W "Europie" nr 158 z 14 kwietnia br. zamieściliśmy jej tekst "Kłopoty z demokracją".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj