Ze względu na awarię, prezydent stolicy zwołał pilny sztab kryzysowy. W środę doszło do awarii kolektora, który przesyła część ścieków z lewobrzeżnej Warszawy do oczyszczalni ścieków "Czajka". W związku z tym zarząd MPWiK podjął rano decyzję o tym, żeby dokonać kontrolowanego spustu nieczystości do Wisły - przekazał Trzaskowski.

Niestety wróciliśmy do tej sytuacji sprzed roku 2012, kiedy ta część ścieków była bezpośrednio odprowadzana do Wisły - powiedział.

Prezydent zapewnił jednocześnie, że woda w Warszawie jest pitna i bezpieczna. To miejsce, w którym mamy do czynienia z tym upustem ścieków, jest poniżej ujęć wody - wyjaśnił.

Rzecznik Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej Sergiusz Kieruzel przekazał PAP, że na miejscu pracują służby KZGW: sprawdzają, co się dzieje i pobierają próbki wody.

Z naszych obliczeń, które przeprowadził MPWiK, wynika, że Wisła, która będzie odprowadzać te ścieki, dotrze do Płocka za około 50 godzin. Przez cały czas współpracujemy z Sanepidem, z wojewodą mazowieckim i innymi wojewodami po to, by oceniać wpływ tej awarii na kolejne miejscowości - przekazał Trzaskowski.

Zastępca naczelnika wydziału inspekcji Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska Krzysztof Gołębiewski przekazał w rozmowie z TVP Info, że w środę WIOŚ otrzymał informację o rozszczelnieniu kolektora ściekowego pod dnem Wisły i awaryjnym zrzucie ścieków na wysokości ul. Parysa w Warszawie.

Poinformował, że w związku z tym podjęto "niezwłoczne działania, by powiadomić wszystkie służby kompetentne do tego, by podjąć jakiekolwiek kroki, zmierzające do tego, by zabezpieczyć życie i zdrowie ludzi".

Dodał, że inspektorzy WIOŚ udali się na miejsce zdarzenia. - Pobraliśmy próbki z rzeki Wisły do analizy laboratoryjnej - podał.

Przekazał też, że inspektorzy WIOŚ brali udział w posiedzeniu sztabu kryzysowego. - W jego trakcie inspektorzy zwrócili uwagą na konieczność zabezpieczenia tego miejsca i wykonywania stałego monitoringu tego obszaru głównie przez Sanepid - zaznaczył.

Został zapytany o zagrożenie dla mieszkańców Warszawy. - Mamy do czynienia z ilością 50 tys. metrów sześciennych, która została wrzucona do rzeki Wisły. To jest bardzo duża ilość nieoczyszczonych ścieków, jaka została jednostkowo wrzucona do rzeki Wisły. Nie stwierdziliśmy, że są wrzucone substancje niebezpieczne. Są to ścieki bytowe, ale wiemy, że one również mogą i stanowią zagrożenie dla ludzi, stąd nasz wniosek, by to miejsce zostało zabezpieczone - podkreślił Gołębiewski.

Powiedział też, że inspektorzy podejmowali działania od rana. - Wiemy, że działa też Państwowa Straż Pożarna w tym obszarze. Jeżeli chodzi o kwestie zagrożenia, muszą to ocenić organy właściwe - powiedział zastępca naczelnika wydziału inspekcji Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska .

Dopytywany, kiedy będą znane wynik analiz pobranych próbek, stwierdził, że "inspektorzy potrzebują co najmniej kilku dni, by je zweryfikować'.

- Nie mniej nie mamy wątpliwości co trafiło do Wisły. Są to nieoczyszczone ścieki bytowe. Potrzebujemy dodatkowych analiz, aby te analizy mogły być podstawą do wszczęcia odpowiednich postępowań wobec spółki, która dokonała tego zrzutu. Aczkolwiek musimy brać pod uwagę, że to był zrzut awaryjny, związany z rozszczelnieniem instalacji przesyłowej, która znajduje się pod rzeką Wisłą - mówił Gołębiewski.

W jego ocenie awaria kolektora oczyszczalni "Czajka" jest wyjątkowa. - Nie mieliśmy do czynienia z czymś takim wcześniej w ramach naszej działalności - powiedział.

Kaleta ws. awarii w "Czajce": Od rana trwa wielki kryzys ściekowy; prokuratura wszczęła śledztwo z urzędu

Minister środowiska Henryk Kowalczyk wyjaśnił na konferencji prasowej, że o awarii dowiedział się w środę po południu. - Niestety, sytuacja jest już na tyle bardzo poważna, że w tym momencie z informacji, które przekazały służby kontrolujące, okazuje się, że obydwa kolektory dostarczające ścieki do oczyszczalni "Czajka" są niesprawne i praktycznie całe ścieki wypływają do Wisły - powiedział minister.

- Od rana trwa wielki kryzys ściekowy. Prezydent Trzaskowski poinformował po południu, że jest problem, ale po kilku godzinach wiemy, że kryzys jest o wiele bardziej poważny - mówił w związku z sytuacją w "Czajce" warszawski radny "PiS" Sebastian Kaleta.

Radny przypomniał przy tym, że szef resortu MŚ Henryk Kowalczyk przekazał informację, że problemy w oczyszczalni "Czajka" są od wtorku, a mimo to opinia publiczna o tych problemach dowiedziała się dopiero w środę. Kowalczyk informował na wcześniejszej konferencji, że stołeczna spółka wodociągowa przesłała informację o awarii do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska przed południem. Ujawnił, że w piśmie poinformowano, iż awaria rozpoczęła się "właściwie wczoraj (wtorek - PAP) około godz. 5 rano".

- Trzy tysiące lirów ścieków na sekundę z lewobrzeżnej Warszawy wpływa do Wisły, a mieszkańcy Warszawy, którzy mieszkają kilkanaście kilometrów dalej nie mają o tym informacji lub mają bardzo opóźnioną informację w tej sprawie - wskazał Kaleta. W jego ocenie mamy do czynienia z zagrożeniem wielką katastrofą ekologiczną, a warszawiacy którzy rano m.in. spacerowali nad Wisłą nie wiedzieli w jakim zagrożeniu się znajdują.

- Jest to bardzo niepokojące. Rafał Trzaskowski powinien dokonać wszelkich starań, aby ta awaria została jak najszybciej usunięta - podkreślił radny PiS.

Kaleta przekazał także mediom, że uzyskał informacje, że w środę prokuratura po uzyskaniu wszystkich tych informacji (o awarii w oczyszczalni "Czajka"-PAP) wszczęła śledztwo w sprawie - jak powiedział - "tej wielkiej katastrofy ekologicznej zagrażającej zdrowiu wielu osób".

- W tym postępowaniu mają być badane też wątki niedopełnienia wszelkich obowiązków, które miały miejsce w związku z tą gigantyczną awarią - dodał.