To jeden ze skutków dużej nowelizacji ustawy o związkach zawodowych, która weszła w życie od 1 stycznia 2019 r. Nowe przepisy promują tworzenie wspólnych reprezentacji związków, które są zrzeszone w jednej centrali (jeśli w jednej firmie działa kilka takich organizacji). Te mniejsze boją się, że stracą przez to faktyczną odrębność, a ich członkowie uznają, że funkcjonowanie takich organizacji traci sens. Zyskuje na tym NSZZ „Solidarność”, która działa w myśl zasady „jeden związek zrzeszony w naszej centrali w jednej firmie”.

– Przewiduje to nasz statut. W praktyce jednak na poziomie firmy wszystkie zakładowe organizacje dążą do zawarcia wspólnego porozumienia w kwestiach dotyczących warunków pracy i płacy. Bez względu na to, do której centrali należą. Brak zgody byłby negatywnie odbierany przez pracowników, których przecież reprezentujemy – tłumaczy Marek Lewandowski, rzecznik prasowy komisji krajowej NSZZ „Solidarność”.

Mieć czy być?

Nowe zasady reprezentacji wynikają z obowiązującego od 1 stycznia 2019 r. art. 253 ust. 3 i 4 ustawy z 23 maja 1991 r. o związkach zawodowych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 263 ze zm.). Przewiduje on, że jeżeli u pracodawcy działa więcej niż jedna organizacja związkowa reprezentatywna wchodząca w skład tego samego zrzeszenia (federacji) związków zawodowych, to organizacje te wyłaniają wspólną reprezentację w sprawach dotyczących zbiorowych praw i interesów osób wykonujących pracę zarobkową (czyli np. w kwestii negocjowania regulaminów pracy lub wynagradzania). Jeśli się nie porozumieją, reprezentatywną organizacją związkową będzie ta, która zrzesza największą spośród nich liczbę członków zatrudnionych u pracodawcy, lub ta, która spełnia próg reprezentatywności, który jest przewidziany dla organizacji niezrzeszonych w żadnej centrali (czyli zrzesza co najmniej 15 proc. załogi; próg reprezentatywności dla organizacji sfederalizowanych wynosi 8 proc.). Tylko ona w praktyce zachowa większy wpływ na kształtowanie warunków pracy i płacy w firmie.

– Załóżmy więc, że np. w firmie działają dwa związki zrzeszone w OPZZ, które zrzeszają odpowiednio po 20 i 12 proc. zatrudnionych, oraz jeden należący do Solidarności, który skupia 8 proc. załogi. Jeśli te dwa pierwsze się nie porozumieją, to reprezentatywny będzie tylko ten większy – tłumaczy Grzegorz Orłowski, radca prawny z kancelarii Orłowski Patulski Walczak.

Ten drugi straci zatem większy wpływ na warunki zatrudnienia. Z kolei ten zrzeszony w Solidarności, choć jest mniej liczny, zachowa status reprezentatywności, bo on nie musi z nikim tworzyć wspólnej reprezentacji (jak wspominaliśmy, w firmie może funkcjonować tylko jedna organizacja zrzeszona w tej centrali).

– Oczywiście związki z tej samej federacji mogą się porozumieć i wspólnie reprezentować zbiorowe interesy pracowników. Ale te mniejsze obawiają się w takim przypadku utraty podmiotowości w oczach załogi – podkreśla mec. Orłowski.

A w grę wchodzą w takim przypadku istotne uprawnienia, które ma zarezerwowane każdy z zakładowych związków (np. odrębne funkcje związkowe, w tym szefa związku). Niełatwo zatem podjąć decyzję np. o połączeniu organizacji. Zdaniem ekspertów omawiana zmiana prowokuje też pytanie o zamierzenie ustawodawcy.

– W praktyce promuje ona model funkcjonowania, jaki przyjęła Solidarność, czyli centrala, która współpracuje z obecnym rządemzauważa mec. Orłowski.

Duże znaczenie?

– Celem wprowadzenia przepisów o reprezentatywności było m.in. zapobieganie przypadkom, gdy w praktyce pracodawca inicjuje utworzenie związku przez zaufanych pracowników, po to by rozbijał on wspólną reprezentację wszystkich organizacji w firmie – tłumaczy Marek Lewandowski.

Podkreśla, że z drugiej strony regulacje te ograniczają np. tworzenie zbyt dużej liczby niewielkich organizacji w przedsiębiorstwie tylko po to, aby np. jak najwięcej osób otrzymało ochronę przed zwolnieniem (destabilizowałoby to w praktyce zakład).

– W firmach, w których funkcjonują związki, toczy się normalny dialog. Nie można zapominać, że związkowcy, choćby z organizacji zrzeszonych w innych federacjach, znają się i współpracują ze sobą. Bo tego wymaga interes pracowników – dodaje rzecznik komisji krajowej Solidarności.

Przedstawiciele innych centrali potwierdzają, że z punktu widzenia nowych przepisów formuła funkcjonowania federacji związkowych ma znaczenie, ale ograniczone.

– Przypadki, gdy w jednym przedsiębiorstwie działa kilka silnych organizacji zrzeszonych w tej samej centrali, w praktyce dotyczą tylko niektórych branż, np. przemysłu ciężkiego – zauważa Grzegorz Sikora, dyrektor ds. komunikacji Forum Związków Zawodowych.

Dodaje, że najważniejszy w tej kwestii jest interes pracowników i ich postawa.

– Oni wiedzą, jak bardzo istotne znaczenie ma jednolitość reprezentacji. Dla przykładu funkcjonariusze służb mundurowych mogą obecnie tworzyć wiele organizacji, ale nie korzystają z tego, bo wiedzą, jak istotne znaczenie ma jednolita reprezentacja. Nikt nie chce uchodzić za kogoś, kto ją rozbija – podsumowuje Grzegorz Sikora.