Przepis zaskarżył rzecznik praw obywatelskich, Janusz Kochanowski. Uznał, że karanie za "publiczne pomówienie narodu polskiego" o udział, organizowanie lub odpowiedzialność za zbrodnie komunistyczne lub nazistowskie, ogranicza wolność wyrażania poglądów i badań naukowych. Według RPO, mógł też doprowadzić do ograniczenia debaty o historii Polski.

Ale nie te wątpliwości były powodem uznania przepisu za niekonstytucyjny. Trybunał uznał, że parlament wpisał go do kodeksu karnego w złym trybie. A to wystarczyło, by sędziowie nawet nie musieli zajmować się jego treścią, by go uchylić.

Rzecznik zwracał uwagę, że Senat wykroczył poza swe uprawnienia do zgłaszania poprawek do sejmowej ustawy, m.in. rozszerzając ściganie sprawców na zagranicę.

Przepis krytykowało wielu prawników i historyków, według których może on uniemożliwić na przykład rzetelne opisywanie zjawiska szmalcownictwa - działalności ludzi, którzy w czasie II wojny światowej wymuszali okup od ukrywających się Żydów.

Oponenci alarmowali, że teraz każdy będzie mógł bezkarnie używać nieprawdziwych zwrotów, typu "polski obóz zagłady".