W miniony weekend do Zakopanego, w związku z poluzowaniem obostrzeń epidemicznych, przyjechało bardzo wielu turystów. Dodatkowo w weekend nałożyły się walentynki i konkurs skoków narciarskich na Wielkiej Krokwi. Od piątku policja w powiecie tatrzańskim interweniowała 200 razy. Po sobotnich zawodach na Wielkiej Krokwi, na Krupówkach było kilka tysięcy turystów. Wielu z nich przesadziło z alkoholem i wszczynało awantury. Policja odnotowała także minionej doby 65 wykroczeń związanych z nieprzestrzeganiem obowiązku zakładania maseczek; 45 z nich zakończyło się mandatami karnymi, a w dwudziestu przypadkach sprawy zostały skierowane do sądu.

Reklama

Dworczyk, który w poniedziałek był gościem RMF FM, został zapytany, czy po tym, co wydarzyło się w Zakopanem, gdzie odbyło się - jak to określił prowadzący rozmowę - "koronaparty", nie obawia się on, że będzie trzeba wrócić do obostrzeń. "Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, chociaż rzeczywiście ta sytuacja jest wyrazem absolutnego braku odpowiedzialności" - odpowiedział.

Przypomnę, że obostrzenia zostały zniesione na okres dwóch tygodni i jeżeli będzie sytuacja się pogarszać, to one mogą wrócić. Tego rodzaju zdarzenia, o których pan mówi, stwarzają realne zagrożenie, że zachorowań będzie coraz więcej, a w konsekwencji znowu będziemy musieli zamykać niektóre gałęzie gospodarki - powiedział szef KPRM.

Na uwagę, czy w związku z tym, że można było przewidzieć najazd turystów na Zakopane, nie można było tam ściągnąć więcej sił policyjnych, polityk podkreślił, że policja interweniowała i kilkaset mandatów, upomnień i interwencji miało miejsce na Krupówkach czy w Zakopanem. Z mojego punktu widzenia to było pewne zaskoczenie, bo do tej pory Polacy dosyć poważnie traktowali sytuację pandemiczną - mówił Dworczyk.

Kraska: To było przerażające

Wiceminister zdrowia wskazywał, że takie zachowanie jest nieodpowiedzialne. W środku lutego robimy sobie Sylwestra. Nikt tam nie zachowywał dystansu. To może spowodować niekontrolowany wzrost zachorowań - ostrzegł. Powiedział też, że w naszym szeroko pojętym interesie jest przestrzeganie zasad bezpieczeństwa sanitarnego. Równocześnie Kraska podkreślił, że jeśli liczba zakażeń wzrośnie i więcej osób z tego powodu będzie hospitalizowanych, to będziemy musieli zrobić krok do tyłu. Dla nas warunki gospodarcze są bardzo ważne, ale na drugiej szali musimy położyć stan zdrowia i życia Polaków. Jeżeli będzie zdecydowanie więcej nowych zakażeń, więcej osób będzie trafiało do polskich szpitali, będzie więcej zajętych respiratorów (...), wtedy będziemy musieli zrobić krok do tyłu - stwierdził.

Wiceminister uściślił, że jeżeli po 10-14 dniach - bo zazwyczaj po takim czasie pojawiają się objawy po zakażeniu - dojdzie do zwiększonej liczby infekcji, to możliwe jest, że wtedy trzeba będzie wrócić do wcześniejszych restrykcji. Odwołując się do sytuacji epidemicznej powiedział, że w Polsce mamy "twardą stabilizację", ale potwierdzono 8 przypadków odmiany brytyjskiej koronawirusa, a to może wpłynąć na szybsze szczerzenie się epidemii. W Polsce mamy potwierdzonych 8 przypadków odmiany brytyjskiej wirusa. Jest bardziej zakaźna, łatwiej się przenosi, to może powodować, że chorych z dnia na dzień będzie więcej - powiedział.

Wiceminister w kontekście powrotu dzieci do szkół, powiedział, że jeżeli, nauczyciele zostaną zaszczepieni, to szkoły będzie można otwierać. To jedyny warunek, by polskie dzieci wróciły do szkół"- powiedział.