"Lotnisko, z którego wystartowała cessna jest trudne. Przed laty włodarze miasta wpadli na genialny pomysł usypania nasypu na jednej trzeciej pasa i postawienia na nasypie linii wysokiego napięcia. Na pozostałej części lotniska jest parking i jest ona zastawiona" - tak Krzysztof Krawcewicz opisuje w rozmowie z TVP Info dawne lotnisko Rakowice-Czyżyny, z którego do tragicznego lotu wystartowała w niedzielę cessna 172.
Awionetka lądowała awaryjnie w Parku 1000-lecia na osiedlu Oświecenia w Krakowie, ale zahaczyła o drzewa. Trzecia jest przytomna, jej stan lekarze określają jako dobry.
>>>Samolot spadł w Krakowie. Zginął pilot
"Najbardziej krytycznym momentem w czasie całego lotu jest start. Jeśli silnik traci moc, trzeba wykonać bardzo wiele czynności w bardzo krótkim czasie, w bardzo niesprzyjających warunkach otoczenia lotniska. – tłumaczył Krawcewicz. "Ze względu na linię wysokiego napięcia nie można było przerwać manewru startu - dodał i wyjaśnił, że jeżeli nawet tuż po starcie pilot ustabilizował lot, nie mógł lądować, bo pas był zastawiony, a w okolicach lotniska były bardzo nie sprzyjające warunki do awaryjnego lądowania".
W sytuacji kiedy lot był ustabilizowany , pilot zaczął wybierać miejsce do awaryjnego lądowania. To był lot kontrolowany. Nie można mówić, że samolot spadł. To, że w tym terenie pilot uratował ludzi i nikogo nie skrzywdził z przechodniów, Pilot opanował trudną sytuację. Świadczy o tym fakt, że trzech pasażerów mogło opuścić samolot. Pilot zrobił wszystko, co do niego należało" - powiedział w TVP Info Krzysztof Krawcewicz.