Dziennik Gazeta Prawana logo

Gen. Skrzypczak: Putinowi udaje się wzbudzić strach i chaos jednym małym dronem

28 sierpnia 2024, 08:41
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Waldemar Skrzypczak
Waldemar Skrzypczak/Agencja Wyborcza.pl
26 sierpnia o godz. 6.43, na wysokości ukraińskiego miasta Czerwonogród, wleciał na terytorium Polski niezidentyfikowany obiekt powietrzny − poinformował dowódca operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych generał Maciej Klisz. Wojsko zareagowało błyskawicznie

Wojsko Polskie zareagowało błyskawicznie. Poderwane zostały dyżurne pary myśliwskie oraz śmigłowce, a naziemne systemy obrony powietrznej i rozpoznania radiolokacyjnego osiągnęły stan najwyższej gotowości. Jak jednak poinformowała armia, ok. godz. 7.16 (czyli 33 min po wleceniu w polską przestrzeń powietrzną) statek zniknął z radarów - pisze w artykule "Czy pół godziny lotu Shaheda nad Polską powinno martwić?" w środowym wydaniu DGP Radosław Ditrich. 

Dlaczego nie strącono drona?

Armia śledziła drona przez kilkadziesiąt minut. Dlaczego go zgubiono i dlaczego nie podjęto decyzji o strąceniu? Według wojska, jeśli dron nie zagraża ludziom i ważnym obiektom to nie opłaca się go strącać, bo to koszt drogich pocisków przeciwlotniczych. Ditrich uważa jednak, że Shaheda da się zestrzelić ze śmigłowca czy z kołowych transporterów opancerzonych.  Drugim argumentem wojska jest zła pogoda, przez którą nie udało się zidentyfikować celu. W to jednak nie wierzą militarni eksperci. 

Odpada też argument, że nie mieliśmy czym go strącić, bo dopiero niewielka ilość nowoczesnego sprzętu trafiła do armii. Na Ukrainie jednak takie drony strąca się dużo mniej skomplikowanymi i nowoczesnymi systemami. 

Czy dron wleciał do Polski celowo?

Przy skali tamtego rosyjskiego ataku (200 rakietach i dronach) oraz zakłócaniu sygnału GPS przez Ukrainę wlot rosyjskiego drona do Polski mógł być sprawą przypadkową. Gen. Waldemar Skrzypczak uważa jednak inaczej. 

Jeszcze do niedawna uważałem, że takie sytuacje są dziełem przypadku. Jeśli jednak widzę zamieszanie, jakie powoduje jeden dron − podrywamy samoloty i śmigłowce i angażujemy tysiące żołnierzy − to zadaję sobie pytanie, co się stanie, gdy przyjdzie wojna? Wydaje mi się, że takie naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej mogą być celowym działaniem, które w ramach wojny psychologicznej ma wprowadzić w polskim społeczeństwie strach i chaos. Putinowi udaje się to przy pomocy jednego małego drona − podsumowuje emerytowany wojskowy. 

CZYTAJ WIĘCEJ W ŚRODOWYM E-WYDANIU DGP>>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj