MARIUSZ NOWIK: Panie Doktorze, czy chce Pan pisać podręczniki historii od nowa? Odkrycie na Górze Zyndrama w Maszkowicach budowli tak starej jak słynny pałac w greckich Mykenach brzmi niczym sensacja archeologiczna.

DR HAB. MARCIN PRZYBYŁA: Dla ścisłości, mniej więcej 300 lat starszej niż greckie Mykeny, ale z pewnością nie tak efektownej. Odsłoniliśmy starożytne fortyfikacje, kamienny mur z prowadzącą do wnętrza osady bramą. Jest to o tyle interesujące, że budowle równie wiekowe i jednocześnie stawiane z takim rozmachem nie są znane w naszej części Europy. Czy jest to sensacja? No cóż... W czasach Hammurabiego, kiedy rozkwita Babilon, czyli około roku 1750-1700 przed naszą erą, na ziemiach polskich powstaje budowla kamienna o zaawansowanej, jak na tamte osiągnięcia, architekturze. Trudno się nie zgodzić, że jest to ważne odkrycie.

Na czym polega jej wyjątkowość?

Cała Europa, poza oczywiście obszarem śródziemnomorskim, do czasów średniowiecza stawia budowle drewniano-ziemne. Kamienia w charakterze budulca w zasadzie nie stosowano. Trudno powiedzieć, dlaczego. Może po prostu z wygody, bo drewniane ściany i palisady wznosi się szybciej, a kamień należy odpowiednio obrobić. Znamy kilka miejsc, w których pozostawiono podobne konstrukcje jak w Maszkowicach – między innymi w Alpach na pograniczu Włoch i Szwajcarii oraz w Chorwacji, na terenie Istrii. Małopolskie fortyfikacje są najdalej na północ wysuniętym takim stanowiskiem.

Czy one rzeczywiście wyglądają jak fortyfikacje? Ludzie epoki brązu wznoszący kamienne umocnienia na ziemiach polskich – to brzmi dość niewiarygodnie...

Dokładnie rzecz ujmując, jest to rodzaj muru obronnego, długiego na 120-150 metrów, otaczającego osadę, zbudowanego z grubych bloków o wymiarach mniej więcej metr na pół metra. Ale ta konstrukcja pełni nie tylko funkcję muru obronnego. Proszę sobie wyobrazić, że kilka tysięcy lat temu pewna grupa ludzi dociera do Kotliny Łąckiej i postanawia osiedlić się na jednym ze wzgórz. Zamiast wznieść jakieś prowizoryczne zabezpieczenia, zaczynają od razu od szeroko zakrojonych prac budowlanych. Ścinają cały wierzchołek wzgórza na płasko, a uzyskaną w ten sposób ziemię usypują na brzegach, dzięki czemu na szczycie powstaje coś w rodzaju tarasu, na którym rozpoczynają budowę domów. Jego brzegi z kolei umacniają kamiennym murem oporowym, który od spodu utrzymuje ziemię i nie pozwala jej się usypywać, a wyżej – jako fortyfikacja – uniemożliwia swobodny dostęp do osady.

Jakiej wysokości sięgał? Można to w ogóle ustalić?

Zewnętrzna ściana mogła mieć nawet trzy metry wysokości. Szacujemy to po ilości kamieni, jakie odnajdujemy leżące przed murem. Od strony wewnętrznej natomiast był niższy i sięgał około dwóch metrów.

Rozmawiamy o osiągnięciach pradawnych mieszkańców Góry Zyndrama. A co w ogóle wiadomo o nich samych?

To akurat zagadka. Trudno powiedzieć cokolwiek o ich przynależności etnicznej. Z pewnością byli indoeuropejczykami, najprawdopodobniej mówili językiem dawno już wymarłym, ponieważ w tym czasie dopiero zaczynały się różnicować główne rodziny językowe. Nie wiemy, jak sami siebie nazywali i prawdopodobnie nie dowiemy się tego nigdy. Możemy domyślać się jedynie, jakimi umiejętnościami dysponowali. Na Górze Zyndrama znajdujemy na przykład mnóstwo naczyń glinianych, których kształt i sposób dekorowania mogą wskazywać, iż mamy do czynienia z ludem przybyłym z południa, gdzieś z obszaru dzisiejszych Węgier, Rumunii, południowo-wschodniej Słowacji. Tam właśnie produkowano bardzo podobne naczynia. Ale nawet jeśli przyjmiemy, że przyszli zza Karpat, gdzieś z doliny Cisy, to niewykluczone, że był to jedynie przystanek na ich drodze.

Co to oznacza? Że mogli zawędrować do nas z jeszcze dalszego południa?

No właśnie, to może być interesujący trop, ponieważ ówcześni mieszkańcy doliny Cisy nie znali tego rodzaju architektury. Ceramika się zgadza, ale z kamienia tam nie budowano. Wypada więc szukać dalej. Najbliższym regionem, w którym wykorzystywano taki budulec mniej więcej w tym samym czasie co w Maszkowicach, jest wybrzeże Adriatyku. Dokładnie – obszar dzisiejszej Istrii. Warto jednak zwrócić uwagę na jeszcze jedną cechę, czyli zwyczaje rytualne. Tu mamy na razie tylko jeden zabytek, choć wiele mówiący. W 2011 roku w pozostałościach jednego z domów na terenie osady znaleźliśmy fragment glinianej stylizowanej figurki ludzkiej, bardzo uproszczonej, w typie – jak mówią archeolodzy – tak zwanego idola wiolinowego. I to jest interesująca wskazówka, ponieważ ten rodzaj figurek był masowo produkowany tylko w dwóch miejscach – na terenach północnobałkańskich oraz w Grecji mykeńskiej. Tysiące takich idoli znaleziono w samych Mykenach. Specjaliści od archeologii egejskiej epoki brązu uważają, że było to przedstawienie jakiejś bardzo ważnej bogini, może późniejszej Hery.

Może figurka została po prostu przywieziona do osady przez greckich kupców? Tamtędy chyba przebiegały szlaki handlowe...

Akurat nasza figurka została wykonana z miejscowej, małopolskiej gliny. Założyliśmy więc, że ówcześni mieszkańcy Maszkowic mieli w głowach jej wyobrażenie, co oznacza, że mogli należeć do jakiejś wspólnoty religijnej obejmującej zarówno północne Bałkany, jak i obszary Grecji. Te trzy elementy – architektura, ceramika i wierzenia – wskazują na lud z południa, być może nawet bardzo dalekiego południa.

Czy nie wskazują również na jakieś pokrewieństwo z budowniczymi Myken?

Rzeczywiście, ten styl budownictwa swój najwspanialszy wyraz przybrał właśnie w Mykenach, więc w jakimś sensie zapewne tak, ale proszę pamiętać, że tego rodzaju architektura kamienna pojawiła się na terenie Grecji na długo przed postawieniem pałacu mykeńskiego, około 4 tysiące lat temu. Potem przeniosła się na wybrzeże Adriatyku i stamtąd trafiła do nas, zachowując wiele elementów charakterystycznych. Mamy tu na przykład do czynienia z praktyką układania mniejszych kamieni w części wewnętrznej muru, podczas gdy z większych ustawia się lico. Drugą ważną wspólną cechą jest konstrukcja bram. Kojarzy Pan Lwią Bramę w Mykenach?

Oczywiście. Niezbyt szeroka i niezbyt wysoka jak na bramę do pałacowego kompleksu.

Dokładnie, w Maszkowicach mamy podobną sytuację. Wąskie korytarzowe przejście przez grube mury, obłożone kamiennymi płytami, prowadzące ścieżką wspinającą się do wnętrza osady. Dokładnie takie samo rozwiązanie, taki sam plan architektoniczny. Podobieństwo jest aż nazbyt wyraźne.

Czy wiadomo, czym zajmowali się mieszkańcy Góry Zyndrama? Byli znakomitymi budowlańcami, może jakoś wykorzystywali swój fach?

Nie mamy bezpośrednich dowodów na ich kontakty z miejscową ludnością, ponieważ w obrębie osady nie znaleźliśmy typowej dla ówczesnej Małopolski ceramiki zdobionej odciskami sznura. A wymiana przedmiotów codziennego użytku to najbardziej oczywisty sygnał potwierdzający przenikanie się kultur. Znaleźliśmy za to nieobrobioną bryłkę bursztynu, co sugeruje, że mieszkańcy Maszkowic epoki brązu w jakiś sposób zaangażowali się w funkcjonowanie transkarpackiego szlaku kupieckiego. Niewykluczone, że zbudowali osadę w dolinie właśnie po to, by świadczyć jakieś usługi transportowe. A trzeba pamiętać, że bałtycki bursztyn trafiał aż do Grecji.

To by wskazywało, że na Górze Zyndrama powstały nie tylko najstarsze fortyfikacje na ziemiach polskich, ale również najstarszy biznes. Jak zakończyła się historia osady?

Wiemy, że przetrwała kilka trudnych momentów. Trafiliśmy na przykład na ślady katastrofalnego w skutkach pożaru, jaki wybuchł mniej więcej dwa pokolenia po postawieniu muru. W miejscu, gdzie prowadziliśmy badania, znajdowały się resztki spalonych domów przykryte warstwami popiołu. Odkryliśmy również zawaloną piwniczkę, w której trzymano plony. Zauważyliśmy, że zdeponowane w niej zboże jest przynajmniej częściowo niedojrzałe i niewymłócone, jakby zebrane zostało w pośpiechu przed jakimś nadciągającym kataklizmem. Czy mogło chodzić o najazd czy inny równie dramatyczny powód – tego prawdopodobnie już się nie dowiemy. Osada spłonęła, ale się podniosła. Odbudowano ją na zgliszczach i jeszcze przez kilka pokoleń toczyło się w niej życie. Po roku 1500 przed naszą erą ślad się urywa, mieszkańcy znikają.

Kolejna zagadka?

Tak. Czy zabiła ich jakaś zaraza, czy uciekali jakimś wrogiem – to kolejna zagadka. Z pewnością łatwiej byłoby ją rozwiązać, gdybyśmy trafili na cmentarzysko i mam nadzieję, że wkrótce je znajdziemy. Na razie dzięki badaniom geofizycznym namierzyliśmy pod ziemią jakąś tajemniczą kamienną konstrukcję. Być może jest to bastion albo inna budowla włączona w mur. Chcemy to sprawdzić, a potem – jeśli fundusze nam na to pozwolą – zacząć odbudowywać, by starożytne fortyfikacje na Górze Zyndrama mogły stać się atrakcją turystyczną.

DR HAB. MARCIN S. PRZYBYŁA – archeolog, adiunkt w Zakładzie Epoki Brązu i Wczesnej Epoki Żelaza Instytutu Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, kierownik prac wykopaliskowych prowadzonych na Górze Zyndrama w Maszkowicach.