Ostre starcie na antenie TVN24.

Joachim Brudziński bronił byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego twierdząc, że jest to "krystalicznie uczciwy" człowiek. Olejnik poprosiła wtedy o puszczenie materiału z wypowiedzią Bogusława Seredyńskiego, byłego prezesa Wydawnictw Naukowo-Technicznych, który po akcji CBA dostał odszkodowanie w wysokości blisko pół miliona złotych. Sąd uznał, że stopień pokrzywdzenia Seredyńskiego przez CBA jest "drastyczny".

I w studio TVN24 zrobiło się nerwowo. Od słowa do słowa rozmowa przeszła na tematy osobiste. Zaczęło się od tego, że Joachim Brudziński zakpił z reporterskiego doświadczenia Moniki Olejnik.

Wielki szacun - mówił poseł PiS.

Wtedy ripostowała Olejnik: Lepiej robić reportaże w skupie butelek niż robić nawet za młodych czasów rzeczy, których powinno się potem wstydzić. 

Ale jakich, konkretnie - dopytywał Brudziński.

Niech pan sobie przypomni - odpowiedziała Olejnik.

Brudziński stwierdził, że nie może sobie przypomnieć, za co powinien się wstydzić. Zaraz potem wytknął Olejnik sytuację z lat 90, którą uwieczniła kamera. Nagrano wtedy, jak dziennikarka wsiada do samochodu Jerzego Urbana, który ją podwoził. Zdaniem posła PiS, Urban jest "przyjacielem" Olejnik.

Wie pan, kończymy dzisiaj rozmowę. Dziękuję panu bardzo. Jest pan bardzo niegrzeczny - powiedziała dziennikarka

Pani również - zrewanżował się Brudziński.

Jest pan bardzo nieelegancki - stwierdziła Olejnik.

Pani również - odpowiedział poseł PiS.

Jerzy Urban nie jest moim przyjacielem... - wyjaśniła Olejnik.

A nie podwoził panią? - dopytywał Brudziński.

Podwożenie nie oznacza przyjaźni proszę pana. Ja wiem, że pana zdenerwowało, to co puściłam o Seredyńskim - powiedziała Olejnik i zakończyła program.

Więcej na stronie tvn24.pl>>>