31 grudnia ubiegłego roku w telewizji Republika wypowiadał się satyryk, Jan Pietrzak. Z jego ust padły następujące słowa.

Okrutny żart

Mam okrutny żart z tymi imigrantami, że oni liczą na to, że Polacy są przygotowani, bo mamy baraki. Mamy baraki dla imigrantów: w Auschwitz, w Majdanku, w Treblince, w Stutthofie. Mamy dużo baraków zbudowanych tu przez Niemców. I tam będziemy (...) tych imigrantów, wpychanych nam nielegalnie przez Niemców, ponieważ nielegalni nie są ci ludzie, którzy uciekają do lepszego świata - mówił satyryk.

Reklama

Oburzenie i wszczęcie śledztwa

Wypowiedź kabareciarza wywołał burzę. Zainteresował się nią sam minister sprawiedliwości, Adam Bodnar, który poprosił prokuratora krajowego o wszczęcie śledztwa.

Szef Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji uznał jednak, że nie doszło do złamania prawa. - Satyryk ma prawo powiedzieć, co mu się żywnie podoba, jest wolność słowa w tym kraju. To była satyra pokazująca dwulicowość rządu, który najpierw mówi jedno, potem robi drugie, jeszcze kontekst brukselski. Spokojnie, tutaj nie ma mowy o żadnym wykroczeniu - zapewnił.