– Dobrze, że są skrajności. One nas budzą, one nas denerwują, a to powoduje włączenie się do dyskusji. Nie ma tego złego, z czego nie wyszłoby coś dobrego – przekonywał w ostatnim odcinku "Tomasz Lis na żywo" były prezydent Lech Wałęsa. Ale zastrzegał przy tym: – Nie żartujmy z demokracji. Są takie momenty w dziejach ludzkości, które wymagają większego udziału, większej dyskusji.

Życzył też, żeby wszyscy Polacy się porozumieli – "żebyśmy nie niszczyli tego, co z trudem udało nam się zdobyć". I apelował o zachowanie "trójpodziału władzy", dopytywany z kolei o reformę TK. 

– Odnoszę wrażenie, że rządzący robią dobrą minę do złej gry – także były prezydent Bronisław Komorowski oceniał obecną sytuację w podobnym tonie. Wskazywał przy tym na naruszania konstytucji (wyliczył m.in. ułaskawienie ministra Kamińskiego czy nieprzestrzeganie wyroków Trybunału Konstytucyjnego) i niedawne: demonstracje obywatelskie i protesty, których "skala zaskoczyła wszystkich, również rządzących". 

– Oni nie liczyli się z tak szybkim rozwojem, tak głębokiej, obywatelskiej formy protestu – ocenił. Przestrzegł jednak przed kwestionowaniem wyników wyborów, bo – jak mówił – "to jest specjalność PiS. Dziś nie należy się rewanżować". – Szkoda Polski dla eksperymentów ustrojowych, ale to minie. My możemy to przyspieszyć i możemy z tego kryzysu wyjść mądrzejsi – apelował.

Wtórował mu Włodzimierz Cimoszewicz, były marszałek Sejmu: - Fakt, że prezydent naszego państwa, człowiek konstytucyjnie odpowiedzialny za obronę konstytucji, sam pozwala sobie na łamanie konstytucji i to wielokrotnie, to jest to dla mnie wielkim zaskoczeniem.

Podkreślił też przy tym, że w świecie coraz gorzej pisze się o naszym kraju – "Polska ma w tej chwili fatalną prasę na świecie, zaczyna budzić wątpliwości. Polska staje się krajem potencjalnie mniej stabilnym, mniej przewidywalnym partnerem w różnych obszarach stosunków międzynarodowych".

Niektóre z propozycji PiS za zasadne uznał z kolei Marek Belka. Były premier, teraz prezes NBP mówił: – Ja mam do tych różnych obietnic stosunek zindywidualizowany, niektóre propozycje uważam za rozsądne, np. kwotę wolną od podatku. Jestem zaś przeciwny obniżaniu wieku emerytalnego. To jest skazywanie grupy ludzi młodszych na ubóstwo.

Lis: Ja nie znikam

Na zakończenie ostatniego programu "Tomasz na żywo" dziennikarz pożegnał się z widzami. - Człowiek się strasznie szybko przyzwyczaja do tego, co dobre i piękne – mówił. Dodawał przy tym, że demokracja "nie jest dana raz na zawsze", a najbliższe lata pewnie "będą ciężkie".

- Ale los Polski i Polaków nie zależy od polityków i partii. Będziemy mieli tyle wolności, na ile zapracujemy. Wszystko jest w naszych rękach, w naszych głowach, w naszych sercach – podkreślił. Umowa, po ośmiu latach wygasa Tomasowi Lisowi z telewizją publiczną z końcem stycznia.

"Proszę nowe, oczywiście całkowicie apolityczne kierownictwo TVP, by na miejsce mojego programu umieściło program jakiegoś niepokornego, najlepiej Pana Ziemkiewicza", napisał też publicysta na swoim blogu. Przypomniał przy tym, że Rafał Ziemkiewicz "uporczywie powtarzał tezę" o tym, że wysoka oglądalność "Tomasz Lis na żywo" była efektem tego, że program emitowany był tuż po serialu "M jak Miłość".

"Ziemkiewicz za poprzednich rządów PiS prowadził program >>Ring<<. Polegał on na tym, że co Ziemkiewicz pojawiał się w ringu, widzowie natychmiast wyłączali telewizory. Chciałbym więc, by Ziemkiewicz mógł zabłysnąć po >>M jak Miłość<<. Dowie się, że niektórym nawet to nie pomoże", dodał. Jednocześnie zadeklarował, że nie zniknie. "Za chwilę, o tej samej godzinie, także w poniedziałek, pojawię się gdzie indziej. Zdążę Państwa poinformować gdzie", skwitował.