Poinformował o tym PAP we wtorek szef Prokuratury Rejonowej w Hajnówce Jan Andrejczuk. Ustała przesłanka do stosowania wobec podejrzanych tymczasowego aresztowania - podkreślił. Prokurator wyjaśnił, iż chodziło o obawę matactwa procesowego. Że podejrzani, przebywając na wolności, mogą wpływać na zeznania świadków, którzy do tej pory nie zostali przesłuchani - powiedział Andrejczuk.

Dodał, że w postanowieniu o zastosowaniu dwumiesięcznego aresztu (stosowany był od 1 sierpnia - PAP) sąd wskazał świadków, których należy przesłuchać; łącznie było to szesnaście osób. Prowadzącym śledztwo udało się to już zrobić, w związku z tym podjęta została decyzja o zmianie aresztu na tzw. wolnościowe środki zapobiegawcze: poręczenia majątkowe po 4 tys. zł, dozór policji oraz zakaz opuszczania kraju, połączony z zatrzymaniem paszportu.

Do zdarzenia, którego śledztwo dotyczy, doszło półtora tygodnia temu, kiedy ekipa telewizji Polsat News realizowała materiał w Puszczy Białowieskiej. Według informacji medialnych, do operatora kamery podjechał samochód, z którego wysiadło dwóch mężczyzn. Jeden miał uderzyć operatora w głowę i powalić go na ziemię, drugi zabrać kamerę, z której zginęły karty pamięci.

Policja zatrzymała mężczyzn jeszcze tego samego dnia, mają 22 i 47 lat (według mediów, to syn i ojciec), są pracownikami jednej z firm zajmujących się wycinką drzew w Puszczy Białowieskiej. Prokuratura w Hajnówce postawiła im zarzuty rozboju, połączonego z uszkodzeniem ciała. Grozi za to od 2 do 12 lat więzienia.

Śledztwo jeszcze trwa, prokuratura czeka m.in. na informacje o przebiegu leczeniu poszkodowanego i dane o wartości uszkodzonego sprzętu