Wydrę, której marzy się Hollywood, przyłapał na gorącym uczynku fotograf Enrique Aguirre. Podczas wycieczkowego rejsu po Zatoce Monterey Aguirre nagle zauważył pływającą na plecach wydrę. Na prośbę fotografa kapitan podpłynął bliżej unoszącego się na falach zwierzęcia, tak by można mu było zrobić wdzięczne zdjęcie. I wtedy Aguirre dostrzegł coś dziwnego - wypatrzone zwierzę miało wycelowaną w niego... kamerę wideo. "Pomyślałem - czy ja faktycznie widzę wydrę z kamerą, czy mam jakieś silne halucynacje" - wspomina Aguirre w wywiadzie dla gazety "Santa Cruz Sentinel".

Jednak obraz wyświetlony na ekranie aparatu fotografa potwierdził, że mężczyzna się nie przywidział. Na zdjęciu było widać spokojną wydrę trzymającą w łapkach urządzenie wymierzone wprost w podekscytowanych turystów obserwujących zwierzę z łodzi. Mimo że Aguirre nie był na pokładzie sam, tylko jednemu udało się zrobić fotkę, nim zwierzę zanurkowało pod wodę. Aguirre, który od kilkunastu lat podróżuje po świecie fotografując zwierzęta, przyznaje, że w życiu nie widział czegoś tak szalonego.

Sądząc po rdzy oraz wdzięcznych ozdobnikach w postaci wodorostów wydra może nie być równie zachwycona z nakręconego filmu.