"Parytety to fikcja równouprawnienia"
"Mieliśmy w minionym systemie parytetowy Sejm tworzony wedle proporcjonalnej reprezentacji kobiet i mężczyzn, górników i hutników, włókniarek i rolników. To się da zrobić, ale pod warunkiem rezygnacji z demokracji" - uważa socjolog Barbara Fedyszak-Radziejowska.
- Szczuka: Boli mnie kobieca nielojalność
- Sejm bierze na tapet parytety
- "Kobiety idą na barykady"
- "Kobiety są inteligentne jak mężczyźni"
- Platforma przygotuje własne parytety
- Czy parytety są potrzebne?
- Unia: Niemcy dyskryminują Polaków
- Feministki proszą Buzka o pomoc
- Kobiety Platformy nie chcą parytetów
- Kobiety: Parytety nas upokarzają
- "Kobiety chcą być głównie żonami i matkami"
- Zobacz, która partia forsuje kobiety
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Marceli Sommer: List otwarty przeciwko parytetom dla kobiet, którego jest pani współautorką, doczekał się odpowiedzi ze strony propagatorów projektu ustawy parytetowej. Wśród zarzutów pojawiło się, że krytykujecie pomysły, których w projekcie nie ma. Takie jak parytet w parlamencie czy radach naukowych.
Barbara Fedyszak-Radziejowska*: To jest nieporozumienie. List został opublikowany w lipcu ubiegłego roku w Rzeczpospolitej oraz w Gazecie Wyborczej i odnosił się do postulatów sformułowanych na Kongresie Kobiet. Propozycja parytetów dla kobiet została od tamtego czasu zredukowana. Może jako reakcja na sprzeciw wielu środowisk, w tym także kobiecych, a może jako wyraz politycznej kalkulacji. Dzisiaj projekt ustawy proponuje parytety tylko na listach wyborczych. Ale to w żaden sposób nie zmienia merytorycznych powodów naszego sprzeciwu. Cała filozofia politycznej reprezentacji budowanej na parytetowych zasadach to powtórka z PRL, to pogwałcenie demokratycznych i merytorycznych reguł wyboru ludzi na publiczne stanowiska. Mieliśmy w tzw. minionym systemie parytetowy sejm tworzony wedle proporcjonalnej reprezentacji kobiet i mężczyzn, górników i hutników, włókniarek i rolników. To się da zrobić, ale pod warunkiem rezygnacji z demokracji.
W liście stwierdzacie panie, że „kobiety w Polsce nie są dyskryminowane”. Czy to główna kość niezgody między wami a zwolennikami parytetowego wyrównywania
szans?
Nie mówimy, że nie istnieje problem obecności kobiet w życiu publicznym. Jesteśmy jednak przekonane, że parytety nie rozwiążą tego problemu i nie zredukują jego przyczyn. W miejsce realnej
poprawy sytuacji wprowadzają parytetową fikcję.
Zwolennicy parytetów mówią, że wzmocnienie reprezentacji politycznej kobiet musi nastąpić w pierwszej kolejności, żeby pozostałe problemy kobiece mogły zostać potraktowane serio. Co
pani na to?
Parytety nie wzmocnią „politycznej reprezentacji” kobiet, bo kobiety nie są elektoratem Jednej Partii Kobiet i nie mają identycznych, politycznych poglądów. Mają przecież
prawo wyboru, także do pozostania w domu. Ale są dwie ważne, realne przyczyny ich nieobecności w życiu publicznym. Pierwsza wiąże się z pozamerytorycznymi kryteriami awansowania, czy
układania list wyborczych. Ustawowy przymus narzucający partiom politycznym parytety, do „zwykłych” pozamerytorycznych kryteriów, takich jak koneksje, uroda, wzrost, czy
pieniądze dodaje kolejny – płeć. Lekceważenie kompetencji zawsze jest szkodliwe, zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn. Proszę spojrzeć na nominacje pana Rompuy’a i pani
Ashton na najistotniejsze urzędy w Unii Europejskiej. Oto wynik działania parytetów w praktyce: miejsce dla lewicy i dla prawicy, dla małych i dla dużych państw, dla mężczyzny i dla kobiety.
A jakie są rzeczywiste dokonania i kompetencje tych osób? Czy je poznaliśmy, czy brano je pod uwagę? Nic podobnego.
Czytaj dalej >>>


























~Autorka2010-11-27 23:02
Pani Fedyszak-Radziejowska dla pana Sommera to najwyrazniej wyrocznia, sadzac po pytaniach...
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!