Dziennik.plOpinie

Wtorek, 22 maja 2012

Imieniny: Heleny, Wiesławy, Romy

"Parytety to fikcja równouprawnienia"

2010-01-06 | Ostatnia aktualizacja: 21:13 | Komentarze: 1 | skomentuj

"Mieliśmy w minionym systemie parytetowy Sejm tworzony wedle proporcjonalnej reprezentacji kobiet i mężczyzn, górników i hutników, włókniarek i rolników. To się da zrobić, ale pod warunkiem rezygnacji z demokracji" - uważa socjolog Barbara Fedyszak-Radziejowska.

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Marceli Sommer: List otwarty przeciwko parytetom dla kobiet, którego jest pani współautorką, doczekał się odpowiedzi ze strony propagatorów projektu ustawy parytetowej. Wśród zarzutów pojawiło się, że krytykujecie pomysły, których w projekcie nie ma. Takie jak parytet w parlamencie czy radach naukowych.

Barbara Fedyszak-Radziejowska*: To jest nieporozumienie. List został opublikowany w lipcu ubiegłego roku w Rzeczpospolitej oraz w Gazecie Wyborczej i odnosił się do postulatów sformułowanych na Kongresie Kobiet. Propozycja parytetów dla kobiet została od tamtego czasu zredukowana. Może jako reakcja na sprzeciw wielu środowisk, w tym także kobiecych, a może jako wyraz politycznej kalkulacji. Dzisiaj projekt ustawy proponuje parytety tylko na listach wyborczych. Ale to w żaden sposób nie zmienia merytorycznych powodów naszego sprzeciwu. Cała filozofia politycznej reprezentacji budowanej na parytetowych zasadach to powtórka z PRL, to pogwałcenie demokratycznych i merytorycznych reguł wyboru ludzi na publiczne stanowiska. Mieliśmy w tzw. minionym systemie parytetowy sejm tworzony wedle proporcjonalnej reprezentacji kobiet i mężczyzn, górników i hutników, włókniarek i rolników. To się da zrobić, ale pod warunkiem rezygnacji z demokracji.

W liście stwierdzacie panie, że „kobiety w Polsce nie są dyskryminowane”. Czy to główna kość niezgody między wami a zwolennikami parytetowego wyrównywania szans?
Nie mówimy, że nie istnieje problem obecności kobiet w życiu publicznym. Jesteśmy jednak przekonane, że parytety nie rozwiążą tego problemu i nie zredukują jego przyczyn. W miejsce realnej poprawy sytuacji wprowadzają parytetową fikcję.

Zwolennicy parytetów mówią, że wzmocnienie reprezentacji politycznej kobiet musi nastąpić w pierwszej kolejności, żeby pozostałe problemy kobiece mogły zostać potraktowane serio. Co pani na to?
Parytety nie wzmocnią „politycznej reprezentacji” kobiet, bo kobiety nie są elektoratem Jednej Partii Kobiet i nie mają identycznych, politycznych poglądów. Mają przecież prawo wyboru, także do pozostania w domu. Ale są dwie ważne, realne przyczyny ich nieobecności w życiu publicznym. Pierwsza wiąże się z pozamerytorycznymi kryteriami awansowania, czy układania list wyborczych. Ustawowy przymus narzucający partiom politycznym parytety, do „zwykłych” pozamerytorycznych kryteriów, takich jak koneksje, uroda, wzrost, czy pieniądze dodaje kolejny – płeć. Lekceważenie kompetencji zawsze jest szkodliwe, zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn. Proszę spojrzeć na nominacje pana Rompuy’a i pani Ashton na najistotniejsze urzędy w Unii Europejskiej. Oto wynik działania parytetów w praktyce: miejsce dla lewicy i dla prawicy, dla małych i dla dużych państw, dla mężczyzny i dla kobiety. A jakie są rzeczywiste dokonania i kompetencje tych osób? Czy je poznaliśmy, czy brano je pod uwagę? Nic podobnego.

Czytaj dalej >>>

Rozmawiał: Marceli Sommer
Źródło: dziennik.pl
12następna »
Wypowiedzi: 1
  • ~Autorka2010-11-27 23:02

    Pani Fedyszak-Radziejowska dla pana Sommera to najwyrazniej wyrocznia, sadzac po pytaniach...

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

«