Wszyscy pytają, kto został nowym ministrem sprawiedliwości? I słusznie. Ale umyka zupełnie co powiedział wprowadzany przez premiera następca Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Zacytujmy: "Poczucie bezpieczeństwa obywateli to jedna z najgłówniejszych funkcji państwa. A państwa polskiego w szczególności. Trzeba stanowczo doprowadzić do wzmocnienia poczucia bezpieczeństwa. Oraz do tego, aby obywatele mieli państwo za swoje państwo".

Niby to samo, co mawiał jego poprzednik, ale zupełnie inaczej. Bo Zbigniew Ćwiąkalski nacisk kładł na standardy prawne, gdzieś w głębokim tle umiejscawiając to, o czym mówi Czuma - poczucie bezpieczeństwa obywateli.

Wniosek? Premier Tusk jest konsekwentny. Ćwiąkalski stracił stanowisko, bo o tym elemencie zapomniał. A nowym ministrem został człowiek, który ma nieporównanie mniejszy dorobek prawniczy, ale za to dużo większe wyczucie jakie są podstawowe obowiązki państwa w tym zakresie, który wie - tak trochę po amerykańsku - co musi mówić obywatelom ich szeryf. Ktoś, kto najogólniej rzecz biorąc ma być nową, lepszą, wersję Julii Pitery. Bo jej wizerunek szeryfa wyblakł dziś mocno. Po serii porażek schowała się (czy została schowana) w cień. Teraz zastępuje ją Czuma. Tak więc, proszę państwa - oto nowy szeryf PO. Tusk właśnie przypiął mu gwiazdę. Ma walczyć z przestępcami, ma interweniować, ma reagować na społeczne emocje. Ma nie dopuścić, by monopolistą w tym temacie znowu stał się PiS. Nie będzie miał łatwo.

Mało doświadczeni politycy, a przy całym szacunku dla życiowego dorobku Andrzeja Czumy, to jest ten przypadek, szybko odpadają z wysokich stanowisk. Ale nie jest powiedziane, że mu się nie uda. Jedno wiemy na pewno - nie będzie bał się używać swojego colta. Jeśli umrze politycznie, to raczej od postrzału niż z przez zaniechanie.