Są dwie strategie podchodzenia do kryzysu: jedna, to mówić o nim dużo, cały czas przestrzegać przed tym, co może się zdarzyć, nakazywać ostrożność. Druga- to mówić tylko tyle, ile należy, bez nadmiernego ekscytowania się możliwymi czarnymi scenariuszami i bez nakręcania gospodarczej paniki tam, gdzie jej nie ma. Z jednej więc strony czołówki wszystkich gazet dzień po dniu donoszą o postępach gospodarczego spowolnienia, a z drugiej- Henryka Bochniarz narzeka, że zamiast o kryzysie rozmawiamy o Palikocie. Kto ma rację? Myślę, że jak zwykle leży ona po środku. Czyli: mówić o kryzysie, ale mówić poważnie i rzetelnie.

Jarosław Kaczyński przyznaje więc, że rząd nie jest kryzysowi winny, ale też zarzuca mu zbrodnię niedocenienia jego wagi. Ja natomiast uważam, że wina rządu tkwi gdzie indziej. W sytuacji spadku gospodarczego u naszych głównych odbiorców polscy producenci mają już dziś poważny problem ze sprzedażą towarów, muszą zwalniać ludzi, wstrzymywać produkcję. Oczekiwałbym od rządu desperackiej wręcz reakcji na pierwsze tego typu symptomy. Oczekiwałbym pełnej mobilizacji dla ułatwienia biznesowi życia. Tymczasem przed kilkunastu dniami zobaczyłem światowy ranking życzliwości państwa wobec przedsiębiorców: Polska znalazła się w ogonie pierwszej setki. Wyprzedziła nas nawet Botswana. Chciałbym zobaczyć w premierze Tusku determinację, by to zmienić. Temu miała podobno służyć komisja "Przyjazne państwo". Po roku można jednak powiedzieć, że ta "przyjazność" rozczarowała. W komisji było więcej gadania niż pracy nad realną likwidacją barier i hamulców.

Zdaje się więc, że mimo zmiany rządu wciąż przedsiębiorcy są przezeń traktowani jako "oni". Jako grupa cwaniaków, która chce na każdym kroku oszukać państwo. To przekonanie bardzo nabrało na sile w poprzednio rządzącej ekipie, która wszędzie dopatrywała się korupcji, nadużyć i niejasnych układów. Niestety, podobnie dzieje się i dziś. Rząd PO-PSL co prawda potrafi już zdefiniować problem - że jest za dużo wzajemnie sprzecznych przepisów, za dużo okienek, do których trzeba stanąć w kolejce, żeby móc prowadzić normalną działalność - ale nie robi nic w kierunku zmiany sytuacji. A przecież nie górnicy, hutnicy ani stoczniowcy, lecz drobni przedsiębiorcy są dziś siłą naszej gospodarki. To prywatny biznes powinien być hołubiony; bo od jego kondycji zależy ekonomiczna kondycja nas wszystkich.

Brak napięcia muskułów dla ulżenia przedsiębiorcom oznacza, że cały czas coś można zrobić szybciej, lepiej i mądrzej. Tej determinacji nie widzę ani w Sejmie, ani w rządzie, a to oznacza, że rządzący z kryzysem sobie nie radzą. Czy poradziłby sobie PiS? Wątpię. Podczas rządów Jarosława Kaczyńskiego nie zrobiono wiele dla polskiej gospodarki. I - szczerze mówiąc - przedsiębiorcy się cieszyli, że PiS się nią nie zajmuje, bo przynajmniej nic nie zepsuje. Oddać trzeba jednak sprawiedliwość, że to tamta ekipa obniżyła składkę rentową dla przedsiębiorców, a nam obniżyła podatki. Pytanie, czy te zaoszczędzone przez Polaków pieniądze trafią na rynek dziś, kiedy są potrzebne. Dotąd bowiem kołem zamachowym był eksport. W czasie kryzysu tę rolę powinna przejąć konsumpcja wewnętrzna. Rząd powinien więc zrobić wszystko, by ludziom chciało się i opłacało kupować. A nie robi.

PiS jako opozycja miał rację w jednym: w krytyce rządu, który przez długie tygodnie udawał, że kryzys nas nie dotyczy. Okazuje się, że już w październiku, kiedy giełdy zanurkowały, trzeba było ostro walczyć o to, by nie wchłonęły nas procesy światowego spowolnienia. Tej walki zabrakło. Jednak dziś, kiedy opozycja mówi, że zajmie się gospodarką i pokaże receptę na kryzys - ja w to nie wierzę. Nie widzę w PiS nikogo, kto na dobrą sprawę znałby się na gospodarce i miałby własne doświadczenia biznesowe. Pozostaje cieszyć się prognozami, które dają nam w tym roku 2 proc. wzrostu, kiedy Europa będzie na minusie. Wraz ze Słowacją mamy szansę stać się jaskółkami gospodarczego spokoju podczas kryzysowej burzy. Jeśli więc podejdziemy do sytuacji poważnie i rozważnie, mamy szansę przetrwać w niezłej kondycji. Każdemu przecież życzyłbym takich dwóch procent, jak nasze.