W kolejnych wywiadach widzimy zapełnie nowego, spokojnego Jarosława Kaczyńskiego. W tym sensie na razie można powiedzieć: ta przemiana prezesa PiS jest trwała. Ale czy naprawdę wiarygodna? Moim zdaniem nie. Kaczyński nie zmienia się jako człowiek, on zmienia tylko swoje zachowanie, bo uważa taki ruch w akurat tym momencie za słuszny. Jestem przekonany, że zmienia się tylko na pewien czas. Wcześniej czy później nie wytrzyma i znów coś palnie. To kwestia temperamentu prezesa PiS. Wilka zawsze ciągnie do lasu. Nie przeceniałbym wagi kolejnych udanych wystąpień Kaczyńskiego. To człowiek inteligenty i jak się zaweźmie, to wytrzyma. Jednak już w ostatnim wywiadzie z Moniką Olejnik biła sztuczność Kaczyńskiego. Czuć było, jak dużo wysiłku prezes PiS wkłada, by zachować ten nowy spokojny wizerunek. Dobra wola była zbyt wyrazista, by uznać ją za wiarygodną.

Ze zmianami wizerunku już tak jest, że są one przejściowe. To takie naciąganie na twarz maski. Można sobie, jak wiele pań to czyni, wstrzyknąć botoks. Tyle, że za trzy miesiące prawdziwe oblicze znów wychodzi i trzeba zabieg powtarzać od nowa. Jak długo zatem Jarosław Kaczyński wytrzyma w postaci gołębia? Trochę zależy od tego, na ile ta zmiana zachowania i języka Kaczyńskiego wpłynie na sondaże PiS. Jeśli za kilka tygodni okaże się, że notowania tej partii wzrosły wyraźnie, przynajmniej o 5 punktów procentowych, to zmiana Kaczyńskiego może okazać się trwalsza. Osobiście sądzę jednak, że PiS nie zyska przyjaciół na tej zmianie wizerunku prezesa.

Ci bowiem, którzy popierali PiS, popierali też jednocześnie, a może nawet przede wszystkim, ten ton agresji, ostrości i wyrazistości. Część ludzi po prostu właśnie to lubi w polityce. I Kaczyński też zrozumie, że zmiana wizerunku mu niewiele daje, że ludzie wolę PiS jako partię agresywną a nie słodką. Natura u Kaczyńskiego szybko wygra. Przy pierwszej nadarzającej się okazji nastąpi z jego strony zaostrzenie języka. Czasowa zmiana wizerunku prezesa była jednak potrzebna. Gdyby nie ona, to sytuacja partii Kaczyńskiego mogłaby się pogorszyć. Pójście na udry w tej chwili zaszkodziłoby PiS.