Michał Potocki: W dyskusji o rosyjskim prezydencie zderzają się dwa poglądy. Pierwszy – że prowadzona przez Władimira Putina agresywna polityka wobec sąsiadów jest nieracjonalna i jako taka nie poddaje się analizie. Drugi przeciwny – działania Putina nie bazują co prawda na wartościach, zgodnie z którymi funkcjonuje świat Zachodu, ale nie pozbawia go to oznak racjonalizmu.

Richard Pipes*: Putin jest racjonalny w kontekście rosyjskiej historii. Rosjanie lubią silnych przywódców, czy to carów, czy to dyktatorów. On tę rolę wypełnia. Jego działania nam się nie podobają, ale na pewno nie są one nieracjonalne.

Czy ta rosyjska tęsknota za silnymi władzami jest wywołana latami 90., czasami demokracji utożsamianej z chaosem? Czy też jej korzenie sięgają głębiej?

Rosjanie nie wierzą w demokrację. Sądzą, że tylko mocny człowiek, jak Iwan Groźny, Piotr Wielki czy Józef Stalin, może ich ochronić przez anarchią. W ich rozumieniu słaby przywódca w rodzaju Aleksandra Kierienskiego (w 1917 r. premier rosyjskiego rządu tymczasowego, obalony przez bolszewików – red.) nieuchronnie oznacza pogrążenie się kraju w chaosie. Poza tym Rosjanie żyją życiem prywatnym, a nie publicznym, nie interesują się polityką. Polityką ma się zajmować ktoś inny – silny lider. Stąd ogromna popularność Putina w społeczeństwie.

Raptowny skok popularności Putina z 60 proc. do 85 proc. po aneksji Krymu wskazuje, że w ten sposób prezydent spełnił oczekiwania rodaków.

Tak, państwo musi być imperium, „wieliką dierżawą”, musi się sprzeciwiać Ameryce. Poziom antyamerykanizmu w rosyjskich mediach jest niesamowity. W ich optyce tylko Rosja sprzeciwiająca się Stanom Zjednoczonym pozostaje wielkim mocarstwem. Rosjanie mogą być głodni, ale dopóki mają poczucie mocarstwowości, wszystko jest w porządku.

W tym miejscu pojawia się pytanie, jak dużo Rosjanie są w stanie poświęcić dla osiągnięcia celów geopolitycznych.

Bardzo dużo.

Ale co innego bezkrwawa aneksja Krymu, a co innego wplątanie Rosji w wojnę w Zagłębiu Donieckim. Czy te zalążki klasy średniej, które w poprzedniej dekadzie się pojawiły, też są gotowe poświęcić swój dobrobyt dla odbudowy imperium?

Mam wrażenie, że 85 proc. jest gotowych zapłacić wysoką cenę. Aneksja Krymu przywróciła im poczucie bycia wielkim mocarstwem.

Rosja wciąż pozostaje państwem o niezmodernizowanej gospodarce, uzależnionej od eksportu surowców. Czy może sobie ona pozwolić na nową zimną wojnę z Zachodem?

Nie powinna, ale wszystko zmierza w tę stronę. Rosja przeżywa ogromny kryzys gospodarczy. Rubel stracił połowę swojej wartości. Cena ropy poszła w dół. Mimo to ludzie popierają Putina.