Dominika Ćosić: Tytuł Pana filmu "Matka chrzestna" kojarzy się z książką niemieckiej polityk Gertrudy Höhler o tym samym tytule. Autorka pojawia się zresztą w filmie.

Stelios Kouloglou: Ta książka mnie zainteresowała od razu, jak się ukazała na rynku. Autorka jest także politykiem CDU, czyli koleżanką partyjną Angeli Merkel, była doradcą kanclerza Kohla i zna panią Merkel o wiele lepiej niż ktokolwiek z nas. Tytuł książki pasował mi do mojego filmu, bo dobrze charakteryzuje panią kanclerz.

Skojarzeń z "Ojcem chrzestnym" trudno uniknąć…

Owszem, ale popatrzmy co robi pani kanclerz? Składa: politykom, instytucjom, państwom propozycje nie do odrzucenia. Tak było choćby w przypadku propozycji, a właściwie ultimatum dla Tsiprasa, ale i poprzednich premierów Grecji. Ale podam także może mniej znany przykład. Niemcy uwarunkowały udzielenie Grecji pożyczki zakupem przez nas dwóch łodzi podwodnych. Wyjątkowo drogich, wartych w sumie kilka miliardów (!) euro. Był to zakup horrendalnie kosztowny i niepotrzebny. Grecja nie korzysta z nich w ogóle, gdzieś powoli niszczeją… O ile w przypadku Grecji można jeszcze jakoś wytłumaczyć powód zakupu tych łodzi (bo ciągły strach przed Turcją, bo nacjonaliści), o tyle kompletnie nie potrafię już zrozumieć, po co Portugalii taki sprzęt? A Portugalia także musiała kupić jedną taką łódź. To machiaweliczna metoda: dajemy ci pożyczkę, ale za to musisz kupić od nas coś tak kosztownego, że ty jeszcze bardziej się zadłużysz, a my na tym zarobimy. To jak ekonomiczni zabójcy.

Trailer filmu "Matka chrzestna"

Grecja narzeka na propozycję niemiecką, ale było jakieś inne rozwiązanie, inne wyjście z kryzysu niż metoda oszczędności?

Było. Tu przykładem może być Ameryka. Przecież tam się zaczął w 2008 roku kryzys. I jak na niego zareagował rząd? Nie drakońskimi oszczędnościami, ale postawieniem na ożywienie wzrostu gospodarczego poprzez inwestycje. W efekcie bezrobocie było mniejsze. Europa oczywiście nie jest Ameryką, nie ma jednego rządu, trudno więc zharmonizować działania. Ale i tak wybrano najgorszą metodę. To, co najbardziej mnie zaniepokoiło (poza drastycznymi cięciami) w reakcji Merkel na kryzys w strefie euro było włączenie do reakcji elementu nacjonalistycznego. Ona wyraźnie, wiele razy przeciwstawiała „ciężko pracujących Niemców” i „leniwych Greków czy Hiszpanów”. I powiedzmy to otwarcie, Niemcy wygrały, skorzystały finansowo na kryzysie.

W filmie pojawia się teza, że Niemcy chcą doprowadzić do ograniczenia suwerenności południowych krajów unijnych: Grecji, Portugalii, Hiszpanii. Nie za mocna to teza?

Nie. Mechanizm już pokazałem. Mało tego, Niemcy chcą, żebyśmy się stali tacy jak oni, bo tylko wtedy będziemy wartościowymi ludźmi. W filmie pojawiają się fragmenty występów niemieckiego komika parodiującego kanclerz. Mówi on (jako Merkel): „Grecy mają być jak Niemcy, tak samo ciężko pracować, muszą się stać Niemcami”. To oczywiście satyra, ale w istocie przesłanie polityków niemieckich w niczym się od tego nie różni. To jednocześnie szerzenie propagandowego przekazu, że narody południa są leniwe, ospałe, oszukują. To przecież zakrawa na rasizm: ta nacja jest lepsza, ta gorsza.

A nie jest tak, że Niemcy faktycznie są bardziej pracowici?

Nie. Według statystyk unijnych Niemcy rocznie przepracowują 1400 godzin, a Grecy 2100. Oczywiście Niemcy są bardziej produktywni, są lepiej zorganizowani niż Grecy, ale 700 godzin różnicy w skali rocznej to jednak – mimo tego – bardzo dużo. Poza tym przecież zarobki w Grecji są o wiele niższe niż w Niemczech i na ten sam samochód Grecy muszą dłużej pracować niż Niemcy.

Pokaz filmu "Matka chrzestna" w Parlamencie Europejskim 

To może trzeba zmienić mentalność i inaczej organizować pracę? Niemieccy politycy powtarzają, że Grecy muszą zmienić sposób myślenia, pracy i mentalność. Może mają rację?

Ale co to znaczy zmienić mentalność? Grecy lubią wieczorem wyjść na miasto, cieszą się życiem. Zresztą piękna na ogół u nas pogoda też nastraja nas bardziej do spędzania czasu poza domem. Mentalności nie zmienia się w ciągu kilku miesięcy na czyjeś życzenie. Czy Polacy przestali by być religijni, bo jakiś polityk europejski tak by im rozkazał? Dlaczego za błędy rządów ludzie mieliby płacić taką cenę, jaką jest zmiana sposób życia?

A nie sądzi Pan, że może inny niemiecki polityk na miejscu Angeli Merkel zachowywałby się tak samo? Może to nie jej osobista odpowiedzialność?

Cóż, to odwieczne pytanie o rolę osobowości w historii politycznej. Znajomi pani kanclerz mówią, że jej idolką jest caryca Katarzyna II, jej portret jest w gabinecie Merkel. Gertrude Hochler mówi, że celem pani kanclerz jest po prostu nieograniczona władza. Na podstawie moich rozmów, także z Niemcami, m.in. cenionym (nieżyjącym już niestety) socjologiem, prof. Ulrichem Beckiem mogę powiedzieć zdecydowanie, że polityk z zachodniej części Niemiec zachowałby się inaczej niż Merkel. Bo w zachodnich Niemczech ludzie są od małego uczeni poczucia odpowiedzialności za Europę i przynależności do niej, mają głęboko zakodowane poczucie winy za II wojnę światową i nazizm i wierzą (jeszcze) w słowa, że trzeba zrobić wszystko, by to się nie powtórzyło. I wiedzą, że pozwolenie Niemcom na podbój Europy zawsze kończy się katastrofą. Merkel tego nie była uczona ani w domu, ani w szkole. Ona tego tak nie postrzega.

Słynne słowa Adenauera "Lepiej żeby Niemcy były europejskie niż Europa niemiecka"…

Jako pierwszy te słowa wypowiedział tuż po wojnie Thomas Mann. Adenauer uczynił z nich swoje polityczne credo i przyświecało ono kolejnym niemieckim kanclerzom, łącznie z Helmutem Kohlem. Angela Merkel całkowicie odwróciła tę zasadę i odchodzi od idei europeizacji Niemiec na rzecz germanizacji Europy. I to jest najbardziej niepokojące.