Magdalena Rigamonti: Wracał pan z Kalisza pociągiem. Kto kupił bilet?

Mateusz Kijowski: Sam kupiłem. Podobno ktoś ma mi zwrócić pieniądze.

Kto?

Organizator spotkania, Kaliski Klub Obywatelski.

Zarabia pan?

Zarabiam. Prowadzę firmę informatyczną. Jakoś daję radę.

W KOD-zie pan zarabia?

Tu nie.

A są pieniądze w KOD-zie?

Są.

Skąd?

Ze zbiórki. Ludzie się zrzucają. Jest konto bankowe. Zbieramy do puszek. Wszystko jest legalne, zarejestrowane, rozliczane.

Czyli ktoś to musi liczyć, księgować, administrować. Za tę pracę trzeba ludziom płacić.

Taka administracja była już 12 grudnia, kiedy zawiązał się Społeczny Komitet KOD. Teraz zbieramy na konto Stowarzyszenia KOD.

Już jesteście bogaci?

Nigdy nie będziemy bogaci, bo jak już coś mamy, to od razu wydajemy.

Na przykład na biało-czerwone rękawiczki, specjalnie zamawiane na marsze.

Nic nie wiem o zamawianiu. Wiem, że pani w Łodzi je szyła, przywoziła po trochu i mieliśmy je na marszach. Miałem dwie, bo jedna się podarła. Tę drugą, dobrą, noszę w kieszeni motorowej kurtki.

Ludzie są hojni?

Na marszu 27 lutego zebraliśmy około 160 tys. zł do puszek.

Teraz 7 maja...

Teraz też będziemy zbierać.

Na co dają i dlaczego? Na pana, bo pan jest przywódcą?

Nie sądzę. Raczej dlatego, że mają przekonanie, że to, co robi KOD, jest ważne i warto to wspierać.

To jedyne pieniądze KOD-u?

Jedyne. Chociaż rozmawiamy z różnymi organizacjami ze świata.

Z bogatymi biznesmenami, którzy chcą dawać na KOD?

Nie, to nie są żadni bogaci panowie, tylko organizacje zajmujące się demokracją i społeczeństwem obywatelskim. Na razie to jest w sferze przygotowań. Szef warszawskich struktur KOD-u był ze trzy miesiące temu w Brukseli, tam po jego wystąpieniu podbiegli ludzie z wizytówkami, mówili, że chcieliby dać np. 20 tys. euro albo 50 tys. euro. Nic nie przyjmował, z nikim się nie umawiał, bo nie mieliśmy do tego procedur. Ale niedługo będziemy gotowi, żeby przyjmować pieniądze ze świata. Jeśli jedno państwo chce się wyłamywać, to nic dziwnego, że inni członkowie wspólnoty chcą wspierać powrót na ścieżkę, która jest uznawana za właściwą. Rozumiem, że nie ma obowiązku być w UE, ale jak już się w niej jest i chce się czerpać z tego korzyści, to wypadałoby przestrzegać, zasad, porozumień.

Zastanawiam się, kto chce panu dać pieniądze.

Jest zarząd, jest struktura, są ludzie i to oni zdecydują, od kogo wziąć pieniądze.

Ale pan jest królem.

Raczej twarzą KOD-u, nie królem.

A kto mózgiem? Petru i Schetyna?

To nie oni. Nie znałem prawie nikogo z KOD-u przed jego powstaniem. Oczywiście znałem swoją żonę, która też jest w KOD-zie, a jednego członka zarządu spotkałem w marcu zeszłego roku na Manifie, na mojej akcji "Razem przeciw kulturze gwałtu".

CAŁĄ ROZMOWĘ CZYTAJ W PIĄTKOWYM MAGAZYNIE DGP