Już po exposé pani premier mogłam się spodziewać, że teraz czeka nas kraina szczęśliwości. Nas, czyli każdą Polkę i Polaka (notabene bawi mnie ta poprawność nadużywana w wypowiedziach polityków, chociaż sama poprawność nie jest dziś za bardzo w modzie). Nowa Rada Ministrów zobowiązała się podzielić profity z rozwoju Polski między wszystkich obywateli. Słuchać ich i, co najważniejsze, słyszeć.

Rodzicom dać 500 z ł na dziecko (od drugiego), pracującym podwyżkę pensji, emerytom większe świadczenia. Frankowiczom ulżyć w kredytach. Młodzieży zapewnić pracę i mieszkania. Rolnikom dać ochronę ziemi. Przedsiębiorcom ułatwić (odbiurokratyzować) prowadzenie firm. Górnikom zapewnić zatrudnienie. Podatnikom zagwarantować wyższą kwotę wolną od podatku, a każdemu obywatelowi – możliwość wcześniejszego przechodzenia na zasłużony odpoczynek od aktywności zawodowej (czytaj emerytura w obniżonym wieku).

Nie wymieniłam wszystkiego, ale wniosek mam jeden - rząd kreuje się na dobrą ciocię. I jak potwierdza ostatnie półrocze, faktycznie tą ciocią chce być. Nie żeby już wszystkie obietnice spełnił, ale ta najważniejsza - o 500 zł - już jest realizowana, co zdumiewa, bo do tej pory projekty o takim formacie wymagały miesięcy, jeśli nie lat, by ruszyć, o ile w ogóle się udawały. Polityka dobroci zadziwia mnie, bo zarówno w życiu zwykłego człowieka, jak i ciała kolegialnego, jakim jest rząd, po prostu się nie sprawdza. Zwłaszcza gdy spełnienie obietnic wiąże się z pieniędzmi, a ciocia nie jest żoną Billa Gatesa. Ktoś wreszcie rachunki będzie musiał zapłacić.

Skoro rząd jest dobrą ciocią i słucha wszystkich, liczę, że mnie też wysłucha. A ja nie chcę mówić o pieniądzach, przywilejach czy jakiejś reformie (tych mamy w dyskusji aż nadto). Chcę, by w krainie szczęśliwości nie było dwóch porządków prawnych, bo choć wszyscy jesteśmy wobec prawa równi, to w takim stanie rzeczy, jaki mamy dziś z Trybunałem Konstytucyjnym, nie wiadomo wobec jakiego prawa. I marzy mi się, by dotychczasowe reguły funkcjonowania w państwie nie były wywracane do góry nogami tylko dlatego, że były wprowadzane przez kogoś innego. Czy pani premier mnie usłyszy?