Poszedłem nie tyle jako KOD-owiec, Nowoczesny czy "platfus". Po prostu jako dziennikarz.

Nie mam zamiaru negować wyniku wyborów sprzed ponad roku. Nie domagam się rozpisania nowych. Nie chcę i nie zgadzam się na bycie szufladkowanym. Chcę tylko mieć poczucie, że wszystkie strony, zwłaszcza ta, która dzierży w rękach aparat opresji (do czego, podkreślmy, ma prawo), szanują reguły gry.

Gdzieś miarka się przebrała. Nie ma mojej zgody na to, by ja czy moje koleżanki i koledzy po fachu, nie mogli nawet śledzić posiedzeń komisji sejmowych. By nie móc pokazywać Państwu - naszym czytelnikom - tego, jak wykuwa się prawo. By w porę reagować, wskazywać parlamentarzystom, że niektóre ich pomysły - z lewa czy prawa - mogą być groźne. By był czas na uniknięcie błędów, zanim prezydent bezrefleksyjnie złoży podpis.

Przykro mi również, że dziennikarzami nazywa się (lub raczej sami tak się tytułują) osoby, które popierają ograniczenia dla mediów, jakie szykuje marszałek Sejmu. To nie jest w niczyim interesie - ani naszym, ani obywateli, którzy nie mogą inaczej niż za naszym pośrednictwem patrzeć politykom na ręce. No chyba że jest się działaczem, udającym dziennikarza - wówczas podoba się wszystko, co zaproponuje chlebodawca.

Powiedzmy sobie wprost - dziennikarz nie może angażować się politycznie. Ale ma prawo krytykować. Czuję, że dziś idąc po raz pierwszy na marsz, pewną granicę przekroczyłem. Ale na pewno nie granicę dobrego smaku czy obiektywizmu. Wciąż jestem do niego zdolny i wciąż dostrzegam błędy wszystkich stron konfliktu. Idę w marszu, by móc wykonywać dalej swoją misję i by żaden polityk mi w tym nie przeszkadzał.

Na koniec zapytam jednak jako obywatel, nie dziennikarz: gdzie jest pani premier i prezydent RP? Dziś, jak nigdy do tej pory, oboje mają nam coś do udowodnienia.

Co się stało w Sejmie wczoraj i w nocy? >>>

Co się dzieje w Sejmie teraz >>>

Opozycja czy marszałek Kuchciński - kto miał rację? >>>

Czy budżet można było głosować w Sali Kolumnowej? Sprawdzamy w regulaminie Sejmu >>>