Robert Mazurek: Co dla tego wizerunku było gorsze: małżeństwo z kobietą o 20 lat młodszą czy medialny show?

Kazimierz Marcinkiewicz: I jedno, i drugie, nie chcę teraz zastanawiać się, co bardziej. Popełniłem błędy i za nie przeprosiłem. Nie chcę do tego wracać, wystarczy, że musiałem przepraszać nie tylko tych, których osobiście skrzywdziłem, ale i opinię publiczną.

Tam było coś więcej niż rozwód, to była, niech się pan nie gniewa, medialna szopka.

To prawda, byłem w każdej lodówce. Marcinkiewicz z żoną w gazecie, w telewizji, w internecie – wszędzie.

To nie odebrało panu powagi?

Odebrało, mam tego świadomość. I jeszcze ta seria kłamstw, bzdur, nonsensów…

To dlaczego pan z tym nie walczy?

Mój błąd polegał także na tym, że miałem bloga, w którym to wszystko komentowałem. Tego było stanowczo za dużo, więc w końcu to zamknąłem i przeprosiłem wszystkich. Przestałem wypowiadać się na temat mojego życia osobistego. Koniec, kropka.

Ale serial trwał w najlepsze.
I trwa do dziś, ale mnie to gówno obchodzi! Do cholery, to było osiem lat temu, ile można do tego wracać?!

Nie próbował pan namówić pani Izabeli, by rozstać się w sposób dyskretny, kulturalny?

Ludzie powinni rozstawać się w sposób cywilizowany.

To dlaczego pan wybrał inny model?

To nie moja wina! Ja nie piszę książek, wspomnień, nie opowiadam w telewizji o kulisach małżeństwa, nie wzywam na pomoc brukowców. Niczego nikomu nie sprzedaję. Jestem normalnym człowiekiem, któremu życie się pokomplikowało i który chciałby to wyprostować, a nie robić z tego spektakl.

Ejże, nigdy nie robił pan ustawek z życia prywatnego?

Nigdy.

A sesje zdjęciowe na gondolach w Wenecji same się zrobiły?

(cisza)

Cisza nie jest odpowiedzią.

To były dwa wywiady w życiu - jeden dla "Sukcesu", gdy byłem jeszcze premierem, drugi dla "Vivy". Niech pan to porówna z innymi politykami.

Pan już nie był politykiem. Po co to panu było?

To był błąd.

To wciąż trwa, mimo rozwodu.

Małżeństwo trwało de facto trzy lata, całe zamieszanie już dłużej. Trudno, jestem złym przykładem.

Powinni wam dać jakiś medal, przecież bez was te wszystkie pudelki by wyginęły.

I może ktoś te medale zbiera?

>>>CAŁY WYWIAD PRZECZYTASZ W PIĄTKOWYM WYDANIU "MAGAZYNU" DGP>>>