Na zlecenie Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) firma Maison&Partners przeprowadziła badania ilościowe, mające na celu poznanie opinii Polaków na temat przyjęcia imigrantów różnych narodowości oraz postrzeganie przez nich wybranych narodowości. Spośród 14 narodów, które pojawiły się w badaniu, Polacy są najbardziej otwarci na przyjmowanie jako imigrantów naszych najbliższych sąsiadów: Ukraińców, Czechów, Słowaków i Litwinów, z czego zdecydowanie największa otwartość jest wobec Ukraińców (26% to popiera– 2017 r.).

Anna Sobańda: Prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców powiedział, że Polska znajduje się w katastrofalnej sytuacji demograficznej i już za trzy lata zabraknie nam miliona rąk do pracy, dlatego nie uciekniemy od imigracji. Czy Polacy mają świadomość tego, jak bardzo potrzebujemy imigrantów?

Dr hab. Dominika Maison: Większość Polaków nie ma świadomości tego, jak ważni są imigranci dla naszego kraju przy tak niskim wzroście demograficznym, jaki mamy. I to jest obszar do działań kampanii społecznych, bowiem kiedy ludzie zrozumieją rolę, jaką pełnią dla Polski osoby z innych krajów, być może zmieni się również nastawienie wobec nich na bardziej pozytywne.

Pani konkluzją po przestawieniu wyników badań nastawienia Polaków wobec imigrantów było, iż nie jest z nami tak źle.

Ponieważ dużo się mówi o tym, jak to jesteśmy ksenofobicznym społeczeństwem, uważam, że ważne jest, by pokazać drugą stronę medalu. Oczywiście, niektórzy są ksenofobami, ale inni nie. W mediach traktuje się Polaków jako jednorodne społeczeństwo. To błąd, bo takim nie jesteśmy. Jest całkiem spora grupa rodaków otwartych na inne narodowości.

Są też duże różnice w akceptacji imigrantów powiązane z cechami demograficznymi. Myślę, że potwierdzeniem ogólnych przekonań jest to, że za przyjmowaniem przez Polskę emigrantów są bardziej mieszkańcy największych miast (43%), niż wsi (25%). Jednak już zależność od płci i wieku może być zaskoczeniem. Takie podejście popiera więcej mężczyzn (36%) niż kobiet (25%) oraz więcej osób starszych – powyżej 55 r.ż. (43%) niż najmłodszych – poniżej 24 lat (25%).

Wciąż jednak, w przybliżeniu połowa polskiego społeczeństwa jest niechętna imigrantom. Dlaczego?

Brak otwartości może wynikać z różnych rzeczy. Po pierwsze jakiś naród może nam się wydawać bardzo odległy kulturowo, a jego religia niezrozumiała i zagrażająca. Mamy z tym do czynienia w przypadku islamu. Pokutuje stereotyp, że islam równa się terroryzm. Ja bardzo dużo czasu spędzam w Azji, w tamtejszych krajach islamskich i to jest zupełnie inny islam, który nie przypomina tego, co sobie wyobrażają Polacy. Jest to więc lęk przed nieznanym. W ciekawy sposób obrazują to dwa wyniki naszego badania. Jeden z nich dotyczy pozytywnego nastawienia Polaków do Wietnamczyków, których po prostu oswoiliśmy. Wietnamczyk jest inną kategorią wśród tych "innych", bliską nam, zaczyna się nam wydawać nawet osobowościowo podobny do nas. Dużo bardziej niż na przykład Syryjczycy, którzy bywają chrześcijanami. A przecież chrześcijańscy Syryjczycy mogą być nam bliżsi kulturowo, niż Azjaci.

Kolejna sprawa to kwestia samego kontaktu. W przypadku tak bliskiej narodowości, jak Ukraińcy, wystarczy znać jakiegokolwiek Ukraińca i przestaje on być postrzegany przez pryzmat stereotypu, a zaczynamy patrzeć na niego z perspektywy konkretnego człowieka. Wówczas lęki są mniejsze, przyzwolenie na kontakt wzrasta, podobnie jak akceptacja przydzielenia im stałego pobytu.

Czy ta część społeczeństwa, która w badaniu zadeklarowała niechęć wobec ukraińskich imigrantów, obawia się o własną pracę?

Nie wydaje mi się, aby chodziło o odbieranie pracy. Zauważmy, że w tej chwili, prace wykonywane przez Ukraińców to są te prace, których nie chcą wykonywać Polacy. To jest dokładnie powtórzenie sytuacji, z którą mieliśmy do czynienia na zachodzie Europy czy w Stanach Zjednoczonych w odniesieniu do polskich imigrantów. Oczywiście w polityce można takie hasła wykorzystywać, rzeczywistość pokazuje jednak, że imigranci zajmują się pracami, których nasz kraj potrzebuje, a których Polacy nie chcą podejmować.

Niechęć wobec przyjmowania obcokrajowców ma dużo bardziej złożone przyczyny, niż tylko obawa o pracę. Potwierdza to wynik pokazujący, że ta otwartość (czy też opór) wobec innych zależy od tego kim są ci inni. Np. za przyjęciem Ukraińców jest 38% osób w wieku powyżej 55 lat, ale tylko 17% poniżej 24 lat. Natomiast w przypadku uchodźców z Afryki proporcja się odwraca: tylko 5% w najstarszej grupie jest za tym, a aż 18% w najmłodszej.

Wraz z napływem kolejnych imigrantów z Ukrainy, stosunek Polaków będzie coraz bardziej otwarty?

Dane pokazują, że jeśli znamy kogoś osobiście, to jesteśmy do niego lepiej nastawieni. Ukraińców będzie coraz więcej, coraz więcej Polaków będzie miała z nimi bezpośredni kontakt, więc sądzę, że będziemy do nich coraz bardziej przekonani.

Z psychologicznego punktu widzenia, bardzo ważna jest zmiana w głowie z "oni", na "my". Zrozumienie, że to jesteśmy "my" wszyscy, obywatele, czy mieszkańcy Polski. To bardzo wiele zmienia w postrzeganiu.

Czy w takiej zmianie mentalnej nie przeszkadza retoryka polityków, którzy coraz bardziej zamykają nas na imigrantów?

Owszem, ale to nie tylko wina polityków. Podkreślanie wszystkich opowieści o zamachach również temu sprzyja. Fakt, iż stoją za nimi muzułmanie, ale w mediach nie ma w ogóle pozytywnych przykładów ludzi wyznania islamskiego. Niewiele mówi się na przykład o protestach muzułmanów przeciwko atakom terrorystycznym. Powiedziałabym więc, że zarówno politycy, jaki i media oraz to, co nagłaśniają jako sensacyjne, odpowiadają za taki stan rzeczy.

Badanie pokazało także, że poza Ukraińcami, do których mamy dość dobre nastawienie, chętnie widzielibyśmy w Polsce imigrantów z Czech i Słowacji. Pomijając fakt, iż te narodowości niespecjalnie chcą osiedlać się w Polsce, skąd bierze się ta sympatia wobec południowych sąsiadów?

Czesi i Słowacy to ciekawa grupa. Wydaje mi się, że wypadają tak wysoko, ponieważ są nam bliscy, a do tego są zaradni, dobrze im się dzieje, są w Unii Europejskiej, mają euro. Nie stanowią więc zagrożenia, że jak przyjadą to będą to osoby, które nie radzą sobie w życiu, będą łamały prawo. Jest to więc taka fajna mieszanka bliskości kulturowej i wysokiego standardu pracy i życia.

W badaniu zapytaliście państwo Polaków, jaka ich zdaniem jest liczebność przedstawicieli innych narodów w naszym kraju. W odpowiedzi największą liczbę stanowili Ukraińcy, ale na czwartym miejscu znaleźli się Syryjczycy, których w Polsce nie ma prawie w ogóle. Skąd takie złudzenie?

To faktycznie ciekawe i myślę, że wynika z faktu, iż w ostatnim czasie wiele się o przyjmowaniu Syryjczyków mówiło. Część Polaków walczyła o to, by pozwolono uchodźcom z Syrii osiedlać się w naszym kraju, inni stanowczo się temu sprzeciwiali. Dyskusja sprawiła jednak, że niektórzy ulegli złudzeniu, iż Syryjczyków już jest w Polsce całkiem sporo.

Czy Polska powinna przyjmować narodowości, co do których Polacy nie są pozytywnie nastawieni?

Ja mam co do tego poważne wątpliwości, ponieważ nie chciałabym, aby tym ludziom działa się krzywda. Jeśli więc mielibyśmy przyjmować takie osoby, to najpierw powinniśmy przygotować do tego całe społeczeństwo, trzeba by popracować nad tym, żeby złagodzić negatywne nastawienie, złagodzić lęki i przekonanie, że każdy Syryjczyk to będzie terrorysta i morderca, który tylko czeka, żeby zrobić nam coś złego.

W swojej pracy w przeszłości dużo zajmowałam się badaniem stereotypów i uprzedzeń i wiem, że nie walczy się z nimi łatwo. Samo wprowadzenie tych ludzi do naszego społeczeństwa nie wystarczy, abyśmy się na nich otworzyli. To jest trudna droga, a w jej przebyciu z pewnością nie pomagają zamachy w Europie Zachodniej.

Dominika Maison - profesor UW, dziekan Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, właścicielka firmy badań marketingowych i społecznych Maison&Partners. Zajmuje się psychologią konsumenta, psychologią finansową, nieświadomymi procesami w zachowaniach konsumenckich oraz stereotypami i uprzedzeniami.