Komentując ostatnie zamachy w Europie prof. Zybertowicz powiedział PAP, że zdaniem niektórych analityków "mamy do czynienia z przemyślanym planem tzw. państwa islamskiego i środowisk wspierających agresywny islam, który polega na tym, żeby poprzez serię zamachów wzbudzić w etnicznych mieszkańcach Europy poczucie bezradności państwa i doprowadzić do tzw. syndromu Barucha Goldsteina".

Baruch Goldstein był żydowskim osadnikiem, który w 1994 r. otworzył ogień do Palestyńczyków modlących się w meczecie Ibrahima w Hebronie, zginęło wówczas niewinnych 29 osób. Goldstein stał się bohaterem ultranacjonalistycznego ruchu osadników, natomiast skrajne ugrupowanie palestyńskie Hamas głosiło, że po tej masakrze postanowiło dokonywać samobójczych zamachów na terytorium Izraela i zabijać izraelskich cywilów.

- Ten schemat zdaje się wyjaśniać, na czym polega pewna perwersyjna, zabójcza, mordercza racjonalność ostatniej fali terroryzmu islamskiego – chodzi o doprowadzenie obywateli państw Europy do poczucia desperacji, że jeśli nie wezmą sprawiedliwości we własne ręce i nie rozpoczną ataków na swoich sąsiadów z krajów islamskich, to ich państwo nic nie zrobi – powiedział prof. Zybertowicz.

Doradca prezydenta ocenił, że dzięki polityce obecnego rządu realizacja takiego scenariusza w Polsce nie jest możliwa. Zaznaczył, że w kraju tak jednolitym etnicznie, kulturowo i religijnie nie ma zaplecza, żeby państwo islamskie mogło aktami terroru realizować taki scenariusz.

- Nie jesteśmy wolni od zagrożenia terroryzmem, bo jakiś szaleniec pod wpływem propagandy śmierci może się targnąć na swoje życie, zabijając niewinne osoby, ale dżihadyzm nie ma żadnego realnego scenariusza do realizacji w Polsce, ponieważ nie ma tu napięć kulturowych, które mogłyby zaowocować tego rodzaju syndromem Barucha Goldsteina – ocenił.

Zaznaczył, że nieduża liczebność środowisk mogących stanowić kulturowe i logistyczne zaplecze dla ruchów terrorystycznych ułatwia tajnym służbom monitorowanie zagrożeń. - Terroryście, który zostałby przysłany do Polski z zagranicy, o wiele trudniej będzie przemieszczać się w naszym kraju, bo nie ma enklaw, stref poza kontrolą policji i prawa, gdzie mógłby się ukryć, zamieszkać, dostać wsparcie komunikacyjne, osłonę przed elektroniczną inwigilacją itd. – ocenił.

- Oznacza to, że polityka, która mówi, że musimy chronić się przed imigracją ekonomiczną z kultur, które są podatne na propagandę terrorystyczną, jest rozsądną polityką – podkreślił. Zwrócił uwagę, że inaczej jest w przypadku emigrantów z Ukrainy, których Polska wręcz zachęca do przyjazdu, z uwagi na bliskość kulturową i akceptację zachodnich wzorców rozwoju polityczno-ekonomicznego.

Zdaniem prof. Zybertowicza na ostatnie zamachy w Wielkiej Brytanii nie należy patrzeć jedynie pod kątem ograniczonej sprawności tajnych służb, ale także w kontekście nieudanej próby budowania pomostów integrujących środowiska wywodzące się z cywilizacji chrześcijańskiej ze środowiskami cywilizacji islamskiej.

- Tych pomostów się nie udało stworzyć między innymi z tego powodu, że demokracja liberalna nie spełniła swojej obietnicy równych szans. Imigranci drugiego czy trzeciego pokolenia nie daliby się uwieść propagandzie skrajnych odłamów islamu, gdyby nie istnienie wielu tzw. szklanych sufitów na Zachodzie  – powiedział prof. Zybertowicz. Ocenił, że przybysze z kultur pozaeuropejskich bez kłopotu mogą otrzymać zatrudnienie na niższych stanowiskach, ale napotykają wiele utrudnień, gdy chcą awansować.

- Demokracja liberalna w istocie ma oligarchiczne podłoże i nie daje równych szans wszystkim, co przez ambitnych, utalentowanych przedstawicieli kultur pozaeuropejskich jest o wiele bardziej drastycznie odczuwane niż przez rdzennych Europejczyków – powiedział. Zdaniem profesora należy np. w ramach interdyscyplinarnych, nieulegających poprawności politycznej projektów badawczych, ustalić rzeczywisty poziom (dez)integracji wielokulturowej.

Wskazał też na szereg innych działań, jakie Europa powinna podjąć wobec zagrożenia terroryzmem: - Należy bardziej zdecydowanie reagować wobec tych państw arabskich, które wspierają te formy nauczania islamu, które kładą nacisk na potrzebę zwalczania niewiernych; kraje +starej+ Unii powinny niezwłocznie przestać wywierać presję na kraje Grupy Wyszehradzkiej i obszaru Międzymorza na przyjmowanie imigrantów; przestać oszukiwać się co do tego, jaką naprawdę część wśród imigrantów stanowią uchodźcy; przestać oszukiwać się co do możliwości weryfikacji tożsamości wielu uchodźców; pomagać ofiarom wojen i prześladowań poza Europą; przemyśleć politykę fundamentalizmu demokratycznego, która zaowocowała nieprzemyślanym wsparciem dla tzw. arabskiej wiosny, która wcale nie poprawiła położenia milionów ludzi w krajach Afryki Północnej.

- O ile występuje pewna racjonalność w poprawności politycznej na poziomie relacjonowania zamachów przez media zachodnie, by nie wzbudzać nastrojów histerii i anarchicznego odwetu, to błędem jest poprawność polityczna w obszarze analiz eksperckich, badań naukowych i na poziomie śmiałego przedyskutowania głębokiego zwrotu strategicznego zgodnego z tym, co od dawna mówi obóz rządzący w Polsce: pomagajmy tym, którzy naprawdę zasługują na pomoc na miejscu, ale odrzucajmy utopijną wizję zbudowania w przyspieszonym czasie Europy wielokulturowej. Europa jest już wielokulturowym organizmem, ale pewne procesy muszą być spowolnione, aby w swoim naturalnym trybie ludzie uczyli się życia obok siebie – podkreślił prof. Zybertowicz.