Magdalena Rigamonti: Był Lech Wałęsa.
Jan Rulewski*: Wódz warunkowy. W demokracji związkowej było coś cudownego. Jeśli nie było porozumienia, nie było działania. I to było wspaniałe. I bardzo trudne, bo przecież byliśmy, bez obrazy, zbieraniną z różnych miejsc, o różnych życiorysach i o różnym poziomie intelektualnym. Obok Modzelewskiego i Wiesława Chrzanowskiego był Rozpłochowski, mechanik. Dużo inżynierów było. Inżynier Andrzej Gwiazda, inżynier Rulewski.

W ostatnim czasie mówi pan, że Lech Wałęsa powinien przeprosić za krzywdy, jakich się dopuścił.
Bo piłka jest po jego stronie i jeśli jest uczciwy, to powinien poddać się testom na uczciwość.

Jak?
Po pierwsze, trzeba było to zrobić, kiedy padały pierwsze zarzuty o współpracę i żyli ludzie, którzy pamiętali tamte chwile. Po drugie, jeśli już współpracował, to powinien tych, którzy padli ofiarą jego współpracy nie tylko przeprosić, ale też im to wynagrodzić. Jeśli nie miał wystarczających sił materialnych, powinien się zwrócić do związku, do Solidarności. Na pewno byśmy pomogli. Wiem oczywiście, że Wałęsa za nic nie zamierza przepraszać. Sądzę, że została przez niego przekroczona granica godności, bo sprzedawanie swoich kolegów za pieniądze, by zapewnić bezpieczeństwo sobie i rodzinie jeszcze da się jakoś wytłumaczyć i rozgrzeszać. Natomiast nie da się rozgrzeszać sprzedawania kolegów po to, by kupować sobie wygodne i dobre życie.

W Platformie nikt tak jak pan nie mówi o Lechu Wałęsie.
Nie wiem dlaczego nastąpiło takie zaczadzenie. To jest politycznie poprawne, bo postać Wałęsy jest dobrą bronią ofensywną i defensywną. Ofensywną, bo z braku innych takich postaci, można mówić: on jest z nami, światowa postać, mędrzec europejski, noblista, triumfator, żywa legenda. A defensywną, bo można mówić, że my z Wałęsów, grzeszyliśmy, błądziliśmy, ale jednak wygraliśmy. Podajemy sobie dłoń, on dowcipkuje, ja udaję, że wszystko w porządku, choć ostatnio nie ma między nami chemii. Nie do przyjęcia jest dla mnie to, niegodne po prostu, kiedy ktoś okrada innych z praw autorskich. A Wałęsa okrada członków Solidarności.

Czyli pana też.
Też, choć w mniejszym stopniu, bo historia mnie gdzieś tam zapisała i trudno mnie okraść. Mówię o okradaniu tych zwykłych ludzi, opozycjonistów, których głosów nie słychać. On ich okrada z walki, męczeństwa i rozsądku. Oni zaczynali bojaźliwie od strajku, a kończyli na zawieszaniu Białego Orła w zakładach pracy, na uczelniach, w różnych instytucjach.

*Jan Rulewski, opozycjonista, działacz Solidarności, poseł i senator.

Cały wywiad w piątkowym Magazynie "Dziennika Gazety Prawnej"