Robert Mazurek: Porozmawiajmy o polityce…
Piotr Zaremba: Znowu?

Historycznej.
Uff…

Powstanie warszawskie?
Na szczęście tu już nie ma podziału na PiS czy Platformę, choć jeszcze 15 lat temu był to temat wyraźnie pisowski.

Bo Lech Kaczyński i muzeum?
Tak, teraz to temat wciąż żywy, ale już niepartyjny.

I nie ma z tym problemów?
Martwi mnie sytuacja, w której ostatni sędziwi powstańcy warszawscy reagują z niepokojem, że zostali przysłonięci przez żołnierzy wyklętych. Tu trzeba więcej delikatności.

Na razie zamiast delikatności mamy śmieszno-straszną reklamę PGE z powstańcem.
Zacznę od końca, czyli od uwagi, że generalnie mnie popularność koszulek czy gadżetów powstańczych nie przeszkadza. To czasami jest toporne, mało stylowe, kiczowate nawet, ale wypływa zwykle ze szczerego porywu serca.

Tu był raczej poryw portfela, nie serca.
Bo każde gadżeciarstwo ma swoje granice. Tu je wyraźnie przekroczono.

I w ten sposób powstańcy reklamują PGE?
To bardziej żałosny i małostkowy element dowartościowania samego siebie niż prowadzenia jakiejś polityki historycznej. Przecież wiadomo, po co to robią – menedżerowie państwowej firmy chcą się w ten sposób wykazać przed politykami.

PGE się broniło, że to nie powstaniec, a członek grupy rekonstrukcyjnej…
Ale członkowie grup rekonstrukcyjnych nie robią tego dla pieniędzy, działają w dobrej sprawie i w dobrej wierze, a tu jest komercja i gra zarządów o utrzymanie swojej pozycji. Ale powtórzę, że moda czy to na powstanie, czy na żołnierzy wyklętych nie jest niczym złym.

Na razie mamy łopatologiczną propagandę.
O tym nie można było dotychczas mówić, dlatego mamy teraz festiwal żołnierzy wyklętych. Czasami prowadzony w nie najlepszej formie, choć w tym wypadku nie mam poczucia czyjejś winy czy premedytacji.

Cała rozmowa w piątkowym Magazynie "Dziennika Gazety Prawnej"