Artur Bartłomiej Chmielewski pracował także przy misjach sond kosmicznych Galileo, Ulysses i Cassini-Huygens. Syn rysownika Henryka Chmielewskiego, czyli „Papcia Chmiela”, autora serii komiksów „Tytus, Romek i A’Tomek”.

Czy to prawda, że zajmuje się pan szukaniem życia w kosmosie?

Artur B. Chmielewski: Oczywiście. Pracujemy w NASA nad kilkoma projektami badającymi, gdzie poza Ziemią może istnieć życie. Kiedyś pierwszym kierunkiem był Mars, potencjalnie najbardziej zbliżony warunkami do naszej planety. Dziś raczej ustawiamy te poszukiwania pod kątem tego, co jest potrzebne, by życie zaistniało. W pierwszej kolejności to woda, energia i odpowiednia chemia, by związki węgla ułożyły się w coraz bardziej skomplikowane struktury, które mogą dać początek życiu. Przez lata wydawało nam się, że życie jest bardzo trudne do stworzenia i bardzo rzadkie.

A nie jest tak?

Okazuje się, że życie jest raczej trudne do zabicia.

Optymistyczna myśl, ale to wciąż teoria. Nie mamy chyba jeszcze dowodów na jakąkolwiek ożywioną formę poza naszą planetą.

To prawda. Ale w nauce zawsze najpierw ktoś coś zakłada. A ludzie mu nie wierzą, do czasu gdy udaje się zdobyć dowody. Tak samo jest z życiem pozaziemskim. Istnieją setki miliardów gwiazd, więc statystycznie jest mała szansa, że jesteśmy jedyni w kosmosie. Nasza pozycja – jesteśmy na tyle daleko od Słońca, by nie spłonąć, i na tyle blisko, by nie zamarznąć – nie musi wcale być wyjątkowa. Odkryliśmy już 6 tys. planet położonych w podobnej co Ziemia odległości od gwiazdy. Mamy naprawdę wiele miejsc z podobnymi szansami do powstania i utrzymania życia. Jednak naszą perspektywę najmocniej zmieniło odkrycie sprzed jakiejś dekady. Do tej pory myśleliśmy, że do życia niezbędne jest Słońce i jego energia, ale teraz wiemy, że na dnach naszych oceanów jest dużo świetnie radzących sobie organizmów. Bez światła i bez fotonów, za to korzystających z energii pochodzącej z pęknięć w skorupie ziemskiej. To zmieniło nasze podejście do szukania miejsc, w których może narodzić się życie. Ważniejsza od energii gwiezdnej jest woda. A przy okazji odkryliśmy, że nasze oceany i ich kształt są raczej rzadkością. Większość oceanów na innych planetach i księżycach jest ukryta pod powierzchnią, pod skorupą, pod lodem. Teraz pracujemy nad misjami poszukującymi tych oceanicznych światów, by pobrać próbki wody i szukać w nich śladów życia.

Myślicie o konkretnych kierunkach?

Pracujemy przede wszystkim nad misją na Europę, księżyc Jowisza. To bardzo skomplikowana, szacowana na ponad 2 mld dol. misja. Dla porównania: sonda wysłana na Księżyc i badająca grawitację kosztowała ok. 200 mln dol. Ale ja i mój zespół dostaliśmy zadanie, by przyglądać się także innym światom z oceanami. Najciekawszy pod tym względem jest Tytan, księżyc Saturna. Ma dwa oceany: jeden na powierzchni, drugi pod nią. Ma również atmosferę i związki chemiczne niezbędne do powstania życia. To spory potencjał. Właśnie skończyliśmy planowanie tej misji i złożyliśmy wniosek do NASA o jej zaakceptowanie i sfinansowanie. Decyzja powinna zapaść za kilka tygodni. Równolegle szykowaliśmy misję na inny z księżyców Saturna – Enceladus. Również ma ocean pod skorupą, spod której – poprzez pęknięcia w lodzie – woda jest wystrzeliwana na powierzchnię. Można przelecieć dookoła i zebrać próbki bez lądowania, które jest najdroższym elementem każdej misji. NASA zapewne zdecyduje się na jeden z tych dwóch projektów, bo na oba raczej nie będzie funduszy.