W budowie systemu podatkowego, który był podatny na wyłudzenia brali bowiem udział również politycy Prawa i Sprawiedliwości - o czym „DGP” wielokrotnie wspominał, a co oni sami dzisiaj przyznają niechętnie.

Prawo podatkowe to sztuka szukania złotego środka - powinno zniechęcać do działalności przestępczej, ale nie w taki sposób, żeby zniechęcać do działalności gospodarczej w ogóle. Przykładem końcówka poprzednich rządów Prawa i Sprawiedliwości, czyli rok 2006. Toczyła się wówczas debata na temat tego, że prawo podatkowe jest zbyt restrykcyjne wobec przedsiębiorców. Panowało ponadpartyjne porozumienie, że biznesowi trzeba ulżyć.

Jednym z zapisów, które wzięto pod lupę, była tzw. 30-procentowa sankcja w VAT, czyli kara naliczana od nieuiszczonego, a należnego podatku. Problem z nią polegał na tym, że nasze przepisy o VAT są strasznie skomplikowane, więc wymierzano ją również tym, którzy w obliczaniu należnego podatku po prostu się walnęli (oprócz tego budziła też wątpliwości prawne na arenie unijnej).

W związku z tym resort finansów jeszcze za kadencji Zyty Gilowskiej przygotował odpowiednie przepisy znoszące sankcję. Sejm V kadencji nie zdążył już się nimi zająć, bo nadeszły przyspieszone wybory. Rozwiązane ostatecznie uchwalił następny Sejm, głosami zarówno obecnej opozycji, jak i dzisiejszej opcji rządzącej.

Co więcej, przedstawiciele dzisiejszej opcji rządzącej wypowiadali się przeciw rozwiązaniom, które miały doprowadzić do uszczelnienia systemu podatkowego. Przykładem tzw. odwrócony VAT, czyli mechanizm, w którym podatku nie odprowadza sprzedawca, ale nabywca. Wprowadzono go celem walki z nadużyciami w branży metalowej w 2011 r., co dało doskonałe wyniki. Rządząca wówczas Platforma Obywatelska postanowiła go więc rozszerzyć o inne, wrażliwe kategorie produktów. Niespodziewane sprzeciwiło się temu Prawo i Sprawiedliwość, które ustami Pawła Szałamachy powoływało się na opinię prof. Witolda Modzelewskiego, zgodnie z którą rozwiązanie to miało być szkodliwe dla biznesu.

Szałamacha, później już jako szef resortu finansów, mechanizm odwróconego VAT rozszerzał, co było jednym z elementów zakończonej sukcesem kampanii uszczelniania poboru tej daniny już za rządów Prawa i Sprawiedliwości.

Te dwa przykłady pokazują, że budowa państwa to proces, który trwa latami - a przez wzgląd na stopień komplikacji procesów, jakimi zarządza władza centralna, trudno często jednoznacznie wskazać winę. Czy Jacek Rostowski jest winien uszczupleniu wpływów z VAT, skoro likwidację sankcji (faktycznie doprowadziła ona do masowego wzrostu liczy tzw. pustych faktur, narażając skarb państwa na straty) przygotowała Zyta Gilowska, a głosowali za nim posłowie PiS?

Intencje stojące za powołaniem komisji śledczej ds. wyłudzeń VAT od zawsze wydawały się mętne. Skoro jacyś „oni” nakradli tyle miliardów, to czemu nie powołano jej wcześniej? Przecież od wyborów minęło już 2,5 roku. Co więcej, posługując się tzw. chłopskim rozumem: jakim cudem zagadkę znikającego VAT ma rozwikłać kilku posłów, skoro dotychczas nie udało się to ani ponad trzem tysiącom pracowników ministerstwa finansów, ani kilkudziesięciu tysiącom urzędników aparatu skarbowego?
Jeśli faktycznie wyłudzenia to taki problem, to lepiej byłoby powołać niezależną komisję składającą się z niebudzących wątpliwości ekspertów (nie jak w innych, powoływanych za tej kadencji komisjach), która po zakończeniu prac przedstawiłaby listę rekomendacji dla systemu podatkowego. Ale takie rozwiązanie nie pozwoli w świetle kamer urządzać aż do wyborów samorządowych ścieżki zdrowia dzisiejszej opozycji.

W polityce nic nie dzieje się przypadkowo. Należy o tym pamiętać tym bardziej w przypadku działań, które sprzedaje się pod hasłem ulepszania państwa.