Wyszukanie wspomnianego wystąpienia jest banalnie proste. Ot wpisujemy 28 posiedzenie Sejmu z dnia 05.11.2008 i już je mamy w całości. Podobnie rzecz będzie wyglądała z romansem miesiąca, jaki nagłośnił tabloid „Fakt”. Stał się on wyjątkowo smakowitym tematem nie tylko dla brukowców i wrogów obozu władzy.

W końcu poseł Pięta przez całą swoją karierę kreował się na ultrakonserwatywnego polityka, dla którego katolicyzm, rodzina i ojczyzna są najważniejsze. Jednocześnie sprawiał wrażenie zaciekłego wroga: wszelkiej maści lewactwa, euroentuzjastów, islamu, hedonistów i homoseksualistów.

"Niby dzicy ludzie, a wiedzą, że nie należy obrażać praw natury. Byle tylko skazanych nie trzymali w celach wieloosobowych:)" – napisał na Twitterze przed Bożym Narodzeniem 2013 r., gdy w Ugandzie wprowadzono dożywotnie więzienie dla osób przyłapanych na kontaktach homoseksualnych.

W powodzi nieszczęść, jakie spadły w minionym tygodniu na Stanisława Piętę przynajmniej jego heteroseksualności Internet nie zaprzecza. Natomiast kwestia konsekwentnego trzymania się przez niego konserwatywnych wartości (zwłaszcza nocą) prezentuje się dużo gorzej. Gdyby burzliwy romans z Izabelą P. miał jakiś polityczny libertyn w stylu Janusza Palikota lub werbalny macho a’la Leszek Miler, większość publiki zbyłaby temat wzruszeniem ramion. Ot jego prywatna sprawa. Niech się oszukiwanej małżonce tłumaczy.

Ale gdy na cudzołóstwo pozwoli sobie ultrakonserwatywny katolik, któremu wartości rodzinne nie schodzą z ust, no chyba żeby na moment ustąpić miejsca wartościom patriotycznym, publika wprost szaleje z radości. Odkrycie niepodważalnych dowodów na hipokryzję u kogoś, kto aspiruje do bycia doskonałym wzorcem, po prostu cieszy. Od razu wszyscy inni czują się nie gorsi od samozwańczego autorytetu, który z hukiem upadł.

Rzadko bywają wydarzenia, zdolne wywołać tyle autentycznego uśmiechu. W przypadku posła Pięty więcej szczerej uciechy mógłby dać tylko moment, gdyby przygarnięta z dobrego serca do sejmowego hotelu "czarna pantera" okazała się faktycznie czarna. Wówczas cywilizacja białego człowieka musiałaby przyjąć do wiadomości, że jej ostatnie godziny są już policzone. Na szczęście, robiące w Internecie furorę nagie zdjęcia Izabeli P., jednoznacznie dowodzą, iż jej skóra jest biała. Choć tego jednego los oszczędził pechowemu posłowi.

Niewielka to pociecha. Jeśli kiedykolwiek znów powie cokolwiek na temat zdrowej, chrześcijańskiej rodziny, natychmiast za tą wypowiedzią podążą w mediach społecznościowych zdjęcia, golutkiej "czarnej pantery". Podobnie będzie w przypadku wszystkich innych publicznych wystąpień Pięty, niezależnie czy dotyczyć będą funduszy unijnych, czy Żołnierzy Wyklętych. Co czyni z niego kamień wiszący u szyi Prawa i Sprawiedliwości. A takie kamienie się odcina, bo skoro Internet nie zapomina, to i jego użytkownicy już tego nie potrafią.

W sumie jest to przekleństwo naszych czasów, bo zdolność zapominania to niezwykle cenna cecha ludzkiej osobowości. Przynosi z biegiem czasu ulgę oraz pozwala wybaczyć nawet bardzo bolesne sprawy. Tymczasem sieć ją redukuje do minimum, bo zawsze znajdzie się ktoś życzliwy i wywlecze stare grzechy z przeszłości.

Niezależnie z jak wielkim poświęceniem Magdalena Ogórek będzie w mediach walczyć za „dobrą zmianę” i tak co rusz Internet przypomina, że Leszek Miler desygnował ją do roli kandydatki na prezydenta Polski z ramienia SLD. Co ciekawe często wypominają to uroczej komentatorce koledzy i koleżanki z tych samych mediów.

Za Leszkiem Milerem podąża w Internecie ukręcenie łba projektowi budowy gazociąg z Norwegii, który mógł uniezależnić Polskę od dostaw rosyjskiego gazu.

Donalda Tuska ściga rozmowa w cztery oczy z Władimirem Putinem na sopockim molo.

Od całej rzeszy polityków z Platformy Obywatelskiej nie odkleją się już biesiadne rozmowy, toczone przy stole u „Sowy i Przyjaciół”.

W dzisiejszych czasach jeden głupi wyskok może przekreślić karierę polityka definitywnie. Zresztą już nie tylko polityka. Przekonali się o tym na własnej skórze producenci filmowi i aktorzy, gdy na światło dzienne wypłynęły ich nadużycia seksualne, za sprawą akcji „Me Too”. Doświadczają tego samego, anonimowi na co dzień zjadacze chleba. Zwłaszcza ci młodzi i niedoświadczeni. Jedno kompromitujące zdjęcie, wrzucone do sieci może zniszczyć życie człowiekowi w sposób nieodwracalny.

Rzeczywistość nowoczesnego świat zaczyna paradoksalnie przypominać codzienność zapadłej, XIX-wiecznej wsi. Takich Lipiec z "Chłopów" Władysława Reymonta. Gdzie mieszkańcy wszystko wiedzieli o sobie nawzajem, a każde nietypowe zachowanie było natychmiast odnotowywane. Gdy zaś jakaś osoba naruszyła obowiązujące reguły, spotykała ją fala nienawiści, a następnie wykluczenie ze społeczności. Obrazowo mówiąc, lądowała jak Jagna, na kupie gnoju. Po czym demonstracyjnie się ją obwoziło wraz z fekaliami po całej wsi, nim z niej została ostatecznie eksmitowana.

Wspomniane zdarzenia w małych wsiach pamiętano potem przez pokolenia. We współczesnej internetowej wsi, jeśli wirtualna "kupa gnoju" oblepiająca jakąś postać, jest wystarczająco efektowna może liczyć na miliony odsłon, a pamięć o niej ma szanse trwać równie długo. W tym powrocie do przeszłości poseł Pięta - jeśli jest szczerym konserwatystą – może z czasem odnaleźć pewną satysfakcję.

Wszystkie społeczność funkcjonujące wedle reguł zapadłej wsi zawsze były skrajnie konserwatywne. Skoro jeden nieopatrzny krok może przynieść życiową klęskę, wszyscy muszą mocno się pilnować. Przenosząc swą zachowawczość także na najbliższe osoby, a zwłaszcza potomstwo. Strach przed hejtem ze strony zbiorowości jest najlepszym narzędziem dyscyplinującym jednostki. A nic nie chroni przed nim lepiej od trzymania się zasad, jakie się oficjalnie głosi. Ale zasady te nie mogą zbytnio odbiegać od tego, co jest akceptowalne dla zbiorowości.

Takim sposobem, krok po kroczku czasy nieskrępowanej wolności jednostek stają się przeszłością. Na osłodę pozostają już tylko te momenty radości, gdy jakiś polityk widowiskowo się poślizgnie na własnej hipokryzji.