W Sejmie są lekarze.

Wiem. Zastanawiam się tylko, czy niektórzy z nich zachowują się etycznie.

Pan wykłada etykę na poznańskim Uniwersytecie Medycznym.

Również etykę. I gdybym był rzecznikiem odpowiedzialności zawodowej, to bym postawił przed sądem lekarza, a jednocześnie posła, który publicznie podważa zasadność szczepień dzieci.

Poseł PiS, doktor Krzysztof Ostrowski podważa.

Opowiada głupoty. Istnieje niebezpieczeństwo, że zostanie świętym antyszczepionkowców, który przeciwstawił się tej strasznej zgrai lekarzy, tej bandzie morderców. Mówię tak, bo tak antyszczepionkowcy nazywają lekarzy. Krzysztof Ostrowski jest internistą i rozumiem, że wybory idą, a STOP NOP to jest potężny ruch, a więc potencjalny elektorat. Na szczęście nie jestem rzecznikiem odpowiedzialności.

Był pan.

Przez osiem lat. Teraz mam głos w dyskusji. Uważam, że pewnych rzeczy lekarz nie powinien mówić. A może doktor Ostrowski chciałby, żeby zdarzały się u nas przypadki choroby Heinego-Medina? Żeby prawdziwa ospa wróciła? I odra? Uważam, że w tej sprawie lekarze powinni być w jednej bandzie. Żadnych wyłomów. Jako Wielkopolska Izba Lekarska dofinansowujemy dzieciom z lekarskich rodzin nieobowiązkowe szczepionki, bo chcemy, żeby doktory dawały przykład. Inaczej dojdzie do tego, że trzeba będzie zmienić wystrój gabinetów lekarskich: na ścianach zawiesić wypchane sowy, na biurkach postawić duże kryształowe kule. Lekarze zamienią białe giezło na czarną aksamitną, powłóczystą szatę, na której będą namalowane znaki zodiaku. Nie powinno się też zapominać o oriencie – z pewnością przyda się kadzidełko. Nie wiem, czemu studenci się śmieją, kiedy im o tym opowiadam... Jeśli przyjmiemy, że nasz los jest zapisany w gwiazdach, nikt nie będzie mógł oskarżyć lekarza o popełnienie błędu.

Panie doktorze...

Właśnie siedzę i czytam akta. Sprawa położnicza. Chyba trzydziesta w tym roku. Dokładnie nie liczę.

Dziecko umarło?

Nie, żyje. Dopiero co wziąłem do ręki dokumenty. Tych akurat jest stosunkowo niewiele. Szpital rejonowy. Z zeznań pani ordynator wynika, że pacjentka nie współpracowała, miała przeć, a nie parła.