Magdalena Rigamonti: Szkodnik – to o panu prof. Balcerowicz.

Ryszard Petru: Na opozycji trzeba szukać rozwiązań, a nie krytykować.

Balcerowicz to nie opozycja, to pana mentor, nauczyciel.

Powtórzę, trzeba szukać rozwiązań, które wzmocnią szeroko rozumiany front demokratyczny.

Ja pana pytam o pana ojca chrzestnego, a pan mi o froncie demokratycznym.

Ojciec chrzestny – to się źle kojarzy. Ze znanym filmem. A co do Leszka Balcerowicza, to jestem pewien, że podziela moje poglądy i to, co będzie prezentować nowe ugrupowanie.

Partia szkodnika.

Nie wytrąci mnie pani z równowagi. Jednak po trzech latach w polityce mam naprawdę grubą skórę. Atak na nasz nowy projekt polityczny to dopiero pieszczoty. A co do Leszka Balcerowicza – byłbym zaskoczony. gdyby nie zgadzał się z głoszonymi przeze mnie postulatami.

Uzależniony pan jest.

Do polityki nie idzie się po to, aby być w opozycji.

Leszek Miller mówi, że to narkotyk.

Leszek Miller to doświadczony polityk, choć nie zawsze miewa rację.

A, to o rację chodzi?

Chodzi o wpływ przede wszystkim. O to, żeby decydować, jak Polska ma wyglądać. Leszek Miller kilka razy był na szczycie i na samym dnie. Już za komuny kontrolował całą Polskę. Ale jak upadł komunizm, to zapewne obawiał się, że sprawy mogą się potoczyć tak jak w Rumunii. Potem wygrywał wybory, był premierem. I znów zaliczył dno, startując z Samoobrony. To była dopiero wpadka. I się podniósł. Twardy gość.

Jak pan.

Najtrudniej było, kiedy przegrałem wybory we własnej partii.

Dziewięcioma głosami.

To pięć netto.

Czyli prawie nic.

Prawie robi dużą różnicę. Potem jako były już szef partii byłem blokowany, zarządy odbywały się poza mną, blokowane były moje wystąpienia w Sejmie. Klub zachowywał się chaotycznie. Szefostwo klubu zamiast zajmować się polityką i głosowaniami, zajmowało się personalnymi rozgrywkami m.in. przeciwko Joannie Scheuring -Wielgus i mnie. Dlatego odszedłem. To była właściwa decyzja, to już nie moja partia, nie poznaję wielu ludzi stamtąd. Teraz, jak pani widzi, mam się dobrze...