Tekst Andrzeja Szcześniaka jak żywo przypomina artykuły „ekspertów” sprzed 8 lat dowodzących, że import gazu norweskiego do Polski jest kosztownym dla polskiej gospodarki pomysłem. Andrzej Szcześniak, krytykując bowiem zawarcie długoterminowego kontraktu przez PGNiG z QatarGas na dostawy gazu skroplonego, posiłkuje się jedynie swoimi opiniami, a nie faktami. Autor twierdzi m.in., że gaz katarski jest o 20 – 30 proc. droższy od gazu rosyjskiego i że przez 20 lat jego trwania kontrakt kosztować będzie „2 miliardy USD więcej od alternatywnych dostaw”. Przy braku znajomości przez autora formuł cenowych kontraktów jamalskiego i katarskiego, które są tajne, żonglowaniem niepotwierdzanymi liczbami wprowadza niepotrzebny zamęt do debaty publicznej. Za „alternatywnymi dostawami” kryją się natomiast projekty importu rosyjskiego surowca z gazociągu jamalskiego lub budowa połączenia międzysystemowego na linii Polska – Niemcy, z którego popłynie... gaz rosyjski, także ten z gazociągu Nord Stream. Na marginesie, projekty budowy łączników z obszarami postsowieckimi określane są przez przedstawicieli PGNiG jako projekty „połączeń polskiego systemu przesyłowego z europejskim systemem przesyłowym”, co jest oczywistą nieprawdą. Innymi słowy Andrzej Szcześniak proponuje zastąpić zły „monopol PGNiG” lepszym monopolem Gazpromu. Autor, krytykując projekt budowy terminalu do odbioru gazu skroplonego (LNG), twierdzi, że na świecie pływa tylko 130 gazowców zdolnych dostarczać surowiec do Polski. W rzeczywistości pływa już 317 gazowców, a ponad 100 kolejnych jest w budowie. Najbardziej absurdalnym argumentem przeciwko budowie gazoportu i podpisanemu kontraktowi jest jednak stwierdzenie, że wdrożenie tych projektów utrwali monopol PGNiG. Spółka podpisała kontrakt na dostawy 1,38 mld m sześc. katarskiego gazu, co przy początkowej zdolności odbioru gazoportu wynoszącej 5 mld m sześc. oznacza, że budowa terminala otworzy możliwość sprowadzenia nawet 3,6 mld m sześc. gazu ziemnego przez inne spółki gazowe! Warto więc, by merytoryczna dyskusja nad katarskim kontraktem stała się okazją do uporządkowania wiedzy na temat zasadności importu gazu skroplonego do Polski.

Monopol słono kosztuje

Budowa terminalu LNG w Świnoujściu jest najważniejszym projektem dywersyfikacyjnym umożliwiającym realną zmianę struktury dostawców i źródeł pochodzenia gazu dla polskiej gospodarki. Nie polityka, lecz ekonomia i zabezpieczenie przed szantażem energetycznym monopolisty wymuszają zmianę struktury importu gazu ziemnego do Polski. Gaz ze Wschodu stanowi bowiem dziś 92 proc. naszego importu, a dla przykładu w Niemczech, we Francji czy Włoszech dostawy z jednego kierunku nie przekraczają 40 proc. Budowa terminalu LNG, dzięki któremu możliwy będzie docelowo odbiór 7,5 mld m sześc. gazu, pozwoli osiągnąć ten cel. Podobne inwestycje realizowane są w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, we Włoszech, w Belgii i Holandii. Niemcy również bardzo chcą wybudować terminal, ale w przeciwieństwie do Polski nie udało im się do tej pory podpisać długoterminowego kontraktu na dostawy LNG. Tym większy jest sukces pozytywnie zakończonych w tym roku negocjacji, które rozpoczęły się jeszcze za poprzedniego rządu.

Warto przypomnieć, jak słono kosztuje polską gospodarkę brak alternatywy – możliwości importu innego niż rosyjski surowiec. W 2006 r. Polska została zmuszona przez Rosjan do niekorzystnej renegocjacji tzw. kontraktu jamalskiego z 1993 r. Warunkiem podpisania krótkoterminowego kontraktu na dostawy 2,3 mld m sześćc. surowca od RosUkrEnergo była zgoda na podwyżkę cen w długoterminowym kontrakcie jamalskim z Gazpromem. Gdyby w 2006 r. istniał niewybudowany do dziś 200-kilometrowy gazociąg Baltic Pipe na dnie Morza Bałtyckiego łączący polski i duński system przesyłowy gazu, PGNiG mógłby kupić np. od Norwegów gaz w ramach dostaw krótkoterminowych typu spot za 170 USD (źródło: serwis Argus), czyli o ponad 100 USD taniej od ceny rosyjskiego surowca w tamtym okresie.

W 2009 r. Polska znajduje się w analogicznej sytuacji jak 3 lata temu. Warunkiem wznowienia dostaw ponad 2 mld m sześc. gazu ze Wschodu jest kolejna renegocjacja międzyrządowej umowy z 1993 r. zawartej w oparciu o tzw. model sowiecki, w którym to państwa, a nie spółki energetyczne, występują jako strony porozumienia na dostawy gazu. Innymi słowy – to urzędnicy Ministerstwa Gospodarki współdecydują o tym, ile gazu i za jaką cenę spółka giełdowa PGNiG kupi od Gazpromu. W Europie takie porozumienia zawierane są w cywilizowany sposób przez spółki energetyczne. Łatwo przewidzieć, że Rosjanie będą przeciągali negocjacje do zimy, kiedy to ceny surowca są wyższe aniżeli w lecie, z nadzieją, że strona polska będzie negocjowała pod wzrastającą presją zbliżającego się końca roku i konieczności zapewnienia dostaw za niemal każdą cenę.

O tym, ile kosztuje Polskę brak infrastruktury przesyłowej i terminalu LNG, świadczą liczby. Ceny gazu skroplonego w dostawach krótkoterminowych typu spot w kontraktach na październik br. oscylują wokół 180 USD (Japan/Korean Marker), 145 USD (NYMEX Henry Hub/USA) i 186 USD (National Balancing Point/UK) za 1000 m sześc. Za takie kwoty PGNiG mógłby tego lata zapełnić swoje magazyny gazu, gdyby na polskim wybrzeżu był wybudowany terminal LNG, a niestety rząd zmuszony jest do prowadzenia negocjacji na warunkach rosyjskiego monopolisty. Słuszna jest więc strategia PGNiG, który dostawami spot – zapewne w okresie letnim, kiedy surowiec jest tańszy – zamierza niwelować koszty kontraktu długoterminowego. W tym miejscu warto podać przykład hiszpański. Hiszpanie, mniej więcej w tym samym czasie co Polska z Rosją, podpisywali długoterminowe kontrakty na dostawy gazu ziemnego z Algierią. Dziś na nieśmiałe propozycje strony algierskiej renegocjacji porozumień Hiszpanie, posiadający 6 terminali LNG, w ogóle nie odpowiadają.

Nowa Gdynia

Wynik toczących się negocjacji polsko-rosyjskich ma kluczowe znaczenia dla projektu budowy terminalu LNG w Świnoujściu. Jeżeli bowiem rząd zgodzi się na zwiększenie od 2014 r. dostaw rosyjskiego gazu w ramach długoterminowego kontraktu np. o wolumen odpowiadający nierealizowanemu kontraktowi z RosUkrEnergo, oznaczać to będzie, że oddany do użytku w czerwcu 2014 r. terminal będzie niewykorzystany. Pozwolenie na budowę zakłada bowiem możliwość odbioru 5 mld m sześc. gazu skroplonego za 4 lata. Później możliwa jest rozbudowa terminalu, tak aby odbierać 7,5 mld m sześc. surowca. Zakontraktowanie kolejnych miliardów m sześc. rosyjskiego gazu w kontrakcie jamalskim uniemożliwi realną dywersyfikację i zapoczątkowanie konkurencji cenowej na krajowym rynku gazowym. Strategicznym celem negocjacyjnym Rosjan jest zmiana formuły zarządzania właścicielem i operatorem gazociągu jamalskiego, czyli spółką EuroPolGaz, w taki sposób, aby faktycznie przejąć nad spółką kontrolę właścicielską. W konsekwencji doprowadzić to może do wypchnięcia PGNiG z EuroPolGazu. Pod żadnym pozorem nie można się na to zgodzić. Warto zauważyć, że obowiązujące umowy z Rosjanami powodują, że dzisiaj Polska, pomimo niedoboru gazu ziemnego, nie może skorzystać z faktu, że przez jej terytorium przesyłane jest blisko 30 mld m sześc. gazu do Niemiec. To jest najlepszy argument przeciwko nierozsądnym pomysłom budowy tzw. II nitki Systemu Gazociągów Tranzytowych „Jamał”, która byłaby źródłem nowych kłopotów, a nie lukratywnym biznesem, jak się niektórym wydaje.

Budowa gazoportu w Świnoujściu jest ogromnym projektem infrastrukturalnym, który łączyć należy z dwoma innymi inwestycjami. Pierwszą z nich jest budowa za ponad 1 mld PLN przez Urząd Morski w Szczecinie falochronu osłaniającego port w Świnoujściu, czyli w zasadzie nowego portu zewnętrznego, drugim rozbudowa przez spółkę Gaz-System za ponad 4 mld PLN systemu przesyłu gazu w Polsce Północno-Zachodniej. Realizacja tych trzech inwestycji sprawi, że Świnoujście być może będzie określane terminem „nowej Gdyni” jako przykład udanej realizacji kilku inwestycji mających wpływ na całą polską gospodarkę.

Interkonektor Baltic Pipe

Wzmocnienie bezpieczeństwa energetycznego Polski i zaznaczenie polskiej obecności na mapie gazowej Europy możliwe jest – nie jak rekomenduje Andrzej Szcześniak – poprzez umacnianie na wszelkie sposoby porozumień z rosyjskim monopolistą, lecz poprzez realizację ambitnych i realnych projektów infrastrukturalnych. Zgodnie ze znanym przysłowiem „umiesz liczyć – licz na siebie” Polska jako suwerenne państwo musi samodzielnie realizować inwestycje infrastrukturalne gwarantujące jej gospodarce bezpieczeństwo dostaw gazu ziemnego. Budowa gazoportu w Świnoujściu jest nie tylko szansą na dywersyfikację dostaw gazu ziemnego po blisko 20 latach starań, lecz jest ogromną szansą na odegranie przez Polskę znaczącej roli w zapewnieniu bezpieczeństwa energetycznego Europy Środkowo-Wschodniej, w tym obszaru postenerdowskiego. Stanie się tak dzięki budowie gazoportu oraz gazociągu Baltic Pipe, który już dziś należy traktować w pierwszej kolejności jako element infrastruktury terminalu LNG, a drugiej dopiero jako projekt połączony z zawieszonym projektem budowy gazociągu Skanled z Norwegii do Danii. Gazociąg Baltic Pipe ma szansę stać się drugim w Europie realnym interkonektorem (jak jedyny do tej pory prawdziwy w Europie Interconnector Bacton łączący Wielką Brytanię z kontynentem w Zeebruge), przez który gaz przesyłany byłby swobodnie w obie strony także w warstwie kontraktowej. Baltic Pipe jako część polskiego systemu przesyłowego nie tylko zagwarantuje Polsce bezpieczeństwo energetyczne w przypadku niedoborów gazu, ale umożliwi również sprzedaż do Europy Zachodniej surowca z polskiego terminalu.

Jak widać, korzyści z budowy gazoportu w Świnoujściu, gazociągu Baltic Pipe, a także innych elementów logistyki sektora gazowego, w tym magazynów na gaz ziemny, są ogromne. Wydarzenia ostatnich miesięcy ponownie dowodzą, że brak połączeń infrastrukturalnych na linii północ – południe, a tym samym uzależnienie od drogiego rosyjskiego gazu przesyłanego albo ze Wschodu, albo z Zachodu, bardzo drogo kosztuje Polaków. Najwyższy czas to zmienić.

Janusz Kowalski, członek zespołu ds. bezpieczeństwa energetycznego w Kancelarii Prezydenta RP