Prezydent stwierdził w środę, że instrukcje rządu na piątkowy szczyt UE w Brukseli mają "umiarkowany związek z przedmiotem obrad". Dodał też, że "instrukcje rządowe to jest w stosunku do najwyższego przedstawiciela RP" coś, co by określił "jako kolejny przykład braku kindersztuby".

"Ale powtarzam - ja wiem, że nikt wyżej pasa nie podskoczy, nie mam o to pretensji" - dodał Lech Kaczyński. Dzisiaj do słów tych w radiu TOK FM odniósł się Bronisław Komorowski. Jego zdaniem w rządowej instrukcji nie ma "niczego niegrzecznego". "To jest pewna konieczność" - wyjaśnił.

Marszałek stwierdził, że to normalne, iż w sprawach polityki zagranicznej głowa państwa powinna wyrażać takie samo stanowisko, jak rząd. Jako przykład podał swoje spotkanie z następcą tronu hiszpańskiego, księciem Filipem.

"Książę, jako następca tronu, jest z zdecydowanie konserwatywny. Towarzyszył mu hiszpański minister spraw zagranicznych, rządu skrajnie lewicowego. Książę przy każdej wypowiedzi na temat polityki zagranicznej patrzył się na ministra i ani o krok nie wychodził poza instrukcję" - stwierdził Bronisław Komorowski.

Marszałek Sejmu bardzo krytycznie odnosi się do "kreatywnego" interpretowania konstytucji. A przejawem takiej działalności jest - jego zdaniem - kolejna już decyzja Lecha Kaczyńskiego o wylocie na szczyt Unii Europejskiej. W opinii marszałka Sejmu, prezydent nie ma wielkich uprawnień w zakresie polityki zagranicznej, bo jedynie "współdziała" z rządem, a nie ją tworzy.

"Prezydent może wydać polecenia ministrom Piotrowi Kownackiemu i Michałowi Kamińskiemu" - stwierdził Komorowski. Ale - zdaniem marszałka - prezydent nie ma żadnych możliwości, aby kreować politykę zagraniczną.