Dziennikarze "Gazety Wyborczej" zapytali premiera o to, czy postanowił przetestować Lecha Kaczyńskiego na unijnym szczycie w Brukseli. Prezydent leci tam dziś. Na spotkaniu dotyczącym kryzysu finansowego ma przedstawić stanowisko polskiego rządu - które nie jest zgodne z jego wizją Polski.

"Tak" - odpowiedział krótko Donald Tusk i dodał. "Bo nie mamy wątpliwości, że sytuacja kryzysu finansów publicznych pokazuje, że z punktu widzenia takich państw jak Polska hasło "więcej Europy" naprawdę ma swoje uzasadnienie. Lepiej byłoby, gdyby Europa była wyposażona w instrumenty sprawniejszego działania, żeby nie była tak rozgadana, tylko bardziej decyzyjna. I taki jest też sens Traktatu Lizbońskiego. Dlatego szybka ratyfikacja traktatu leży w interesie Polski, co do tego nie mam żadnej wątpliwości.

"I chce pan sprawdzić, czy takie właśnie stanowisko zaprezentuje Lech Kaczyński w Brukseli, choć od miesięcy nie podpisuje traktatu lizbońskiego? A jak prezydent nie przekaże stanowiska rządu?" pytają dziennikarze.

"To nic. To jest test na dobrą wolę prezydenta" - odpowiada premier.

"Jeśli jej nie będzie, to jakie wnioski pan wyciągnie na przyszłość?" - pada kolejne pytanie.

"Mogę wyciągnąć tylko jeden praktyczny wniosek: być czujnym i robić swoje. Przez następne dwa lata prezydent Kaczyński będzie pełnił funkcję patrona i lidera opozycji. Ja na taką decyzję nie mam wpływu. Musimy uczyć się z tym żyć. Pytanie tylko, czy na takim zachowaniu prezydenta nie ucierpi Polska" - kończy premier.

Tymczasem szef Kancelarii Prezydenta, Piotr Kownacki, zapytany o to, czy Lech Kaczyński rzeczywiście powtórzy w Brukseli oświadczenie rządu, że w obliczu kryzysu finansowego ważne jest szybkie przyjęcie Traktatu Lizbońskiego, odpowiedział. "Nie potrafię antycypować, co powie prezydent".