Za uchwaleniem zakazu było 404 posłów, przeciwnych - 5, a 2 wstrzymało się od głosowania. Tak więc prawie wszyscy obecni na sali poparli nowe ograniczenia. Ale ich decyzja stoi w sprzeczności z unijnym prawem i może zostać w przyszłości unieważniona.

Początkowo posłowie chcieli zakazać - zgodnie z wytycznymi Unii - handlu tylko "dopalaczami" zawierającymi benzylopiperazynę (działa podobnie jak amfetamina, ale dziesięć razy słabiej). Podczas prac sejmowej komisji zdrowia posłowie zgłosili jednak poprawkę, która zakazuje rozprowadzania także 17 innych substancji pochodzących z roślin występujących w Ameryce Południowej i Środkowej oraz w Azji.

Maciej Orzechowski (PO) podkreślał, że publikacje naukowe potwierdzają szkodliwość tych substancji dla zdrowia, a czasami i życia ludzią. Wiceprzewodnicząca klubu PO Elżbieta Łukacijewska mówiła, iż sklepy z "dopalaczami" "stanowią nową modę na polskim rynku" a używanie "dopalaczy" niesie duże ryzyko przejścia na twarde narkotyki. "Komisja zdrowia ponad wszystkimi podziałami zgodziła się jednogłośnie przyjąć projekt ustawy" - dodała Łukacijewska.

Z kolei przewodniczący komisji zdrowia Bolesław Piecha (PiS) zwrócił uwagę, że Urząd Komitetu Integracji Europejskiej wydał na razie negatywną opinię o projekcie nowelizacji. "Mam nadzieję i tego bym sobie życzył, aby rząd nasze stanowisko w tej sprawie obronił" - powiedział Piecha.

Natomiast Aleksander Sopliński (PSL) podkreślił, że zwiększająca się liczba sklepów z "dopalaczami" niepokoi rodziców, szkoły i samorządy, które mają trudności z ich zamykaniem.

Urząd Komitetu Integracji Europejskiej wydał negatywną opinię do projektu ustawy. Jak mówi rzeczniczka UKIE Monika Janus-Klewiado, do projektu nie dołączono badań i ekspertyz potwierdzających szkodliwość dla zdrowia niektórych substancji. "Jeżeli zostaną one załączone, to nowy projekt ustawy trafi do zaopiniowania przez naszych prawników" - dodała rzeczniczka UKIE.

Wiceminister zdrowia Jakub Szulc poinformował, że rząd będzie występował do Komisji Europejskiej, by uznała zakaz za zasadny.

W Polsce działa kilkadziesiąt sklepów z "dopalaczami", które mogą być niebezpieczne dla życia lub zdrowia. Pod koniec sierpnia pierwszy sklep otwarto w Łodzi, wcześniej te same substancje od dwóch lat były oferowane za pośrednictwem internetu. Przedstawiciele importera używek przekonują, że "dopalacze" są "legalną alternatywną dla niebezpiecznych substancji narkotycznych".

Lubelska prokuratura sprawdza, czy doszło do przestępstwa narażenia życia lub zdrowia mieszkanki Lublina, która kupiła "dopalacze" i po ich spożyciu poczuła się źle. Zlecono kolejną opinię biegłych w tej sprawie. Postępowania prowadzą także prokuratury w Poznaniu i Łodzi. Śledczy badają m.in. czy oferowane substancje nie stanowią zagrożenia dla zdrowia.

Teraz właściciele sklepów z dopalaczami na pewno odwołają się od decyzji posłów. Jeśli polskie instytucje nie przyznają im racji, zwrócą się do europejskiego wymiaru sprawiedliwości. Być może uda im się wywalczyć duże odszkodowania za poniesione straty.