Dziennik.plPolityka

Niedziela, 27 maja 2012

Imieniny: Jana, Juliusza, Radowita

Zobacz, jak politycy zmieniają zdanie

2009-07-28 | Ostatnia aktualizacja: 02:51 | Komentarze: 0 | skomentuj
Zobacz, jak politycy zmieniają zdanie

Zobacz, jak politycy zmieniają zdanie Fot. Marcin Lobaczewski / Inne

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Stare powiedzenie idealnie pasuje do naszych polityków, którzy często zmieniają zdanie. Najczęściej po wyborach, po których stają się obozem rządzącym lub przechodzą do opozycji. "Fakt" zebrał wypowiedzi PiS, PO i SLD z ostatnich lat.

Pogoda

POLSKA

Niedziela 2012-05-27

temp. min 1°C max. 26°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

PiS i pielęgniarki

"Nie może być zasady, że z jednymi przestępcami premier rozmawia, a innych poprzez odpowiednie służby wsadza do więzienia" - tak w czerwcu 2007 roku Jarosław Kaczyński odmawiał rozmów z pielęgniarkami oblegającymi jego kancelarię. "Rząd nie będzie prowadził negocjacji pod pistoletem" - grzmiał Przemysław Gosiewski.

>>> Sejm szasta pieniędzmi... na kwiaty

Teraz okazuje się, że rozpędzenie pielęgniarek było w porządku, ale decyzja Hanny Gronkiewicz-Waltz o zajęciu hali KDT to bezprawie. "Akcja policji podważa zaufanie do polskiego państwa i praworządności. Oprócz litery prawa jest też duch. Duchem jest bronienie ludzi"- mówił poseł PiS Adam Hofman.

PO i kupcy

Metamorfozę przeszli też politycy Platformy Obywatelskiej. Kiedy byli w opozycji, to pielgrzymowali do białego miasteczka pielęgniarek blokujących siedzibę szefa rządu PiS, a Hanna Gronkiewicz-Waltz posyłała siostrom kanapki - zauważa "Fakt".

"Pielęgniarki powinny zrobić strajk generalny, sparaliżować cały kraj" - nawoływał ówczesny senator PO Stefan Niesiołowski. A po rozbiciu białego miasteczka przez policję grzmiał z oburzenia: "Akcja policji przypominała mi działania ZOMO". A dziś? "Ci przestępcy, których uparcie nazywa się kupcami, powinni być ukarani" - uważa wicemarszałek Sejmu.

Nieśmiertelna prywatyzacja

"Wpływy z prywatyzacji w przyszłym roku mogą wynieść około 2,5 mld złotych brutto, a gdyby udało się sprywatyzować Polską Grupę Energetyczną mogłyby sięgnąć nawet 5 mld złotych" - takie były plany ministra skarbu w rządzie PiS Wojciecha Jasińskiego.

Teraz jednak, gdy za prywatyzację zamierza wziąć się Donald Tusk, sprawa wygląda inaczej. "To pozbywanie się spółek ważnych ze względu na bezpieczeństwo energetyczne państwa. Tego nie robi nikt w Europie" - uważa poseł PiS Dawid Jackiewicz, dawny zastępca Jasińskiego w resorcie skarbu.

>>> Poseł PO: Nie wiedziałem, że robię źle

Nad planowaną przez PO prywatyzacją boleje też lewica. "Sprzedajemy nasze srebra rodowe w najgorszym okresie. Premier nie ma pieniędzy, więc biegnie do lombardu i za grosze wyprzedaje majątek narodowy"- krytykował premiera lider SLD Grzegorz Napieralski

"Czyżby lewica rzeczywiście brzydziła się prywatyzacją?" - pyta "Fakt". Niezupełnie. "W tym roku rząd zamierza sprzedać kluczowe firmy z sektora elektroenergetycznego, aby udowodnić, że nie opóźnia celowo procesów prywatyzacyjnych" - tak w 2002 roku przechwalał się minister finansów w rządzie SLD Marek Belka.

PC
Źródło: dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Wiadomości Polityczne

    «