Zamieszanie w Platformie Obywatelskiej po tym jak Donald Tusk iespodziewanie przyjął wczoraj dymisję ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Dla wielu polityków PO ta decyzja premiera była kompletnie niezrozumiała.

"Jak za pół roku jakiś policjant zastrzeli kogoś przez przypadek, to Schetynę też będziemy odwoływać?" - pyta zdziwiony jeden z członków zarządu PO.

Nie tylko on w partii ma takie zdanie. Jednak jak mówią rozmówcy DZIENNIKA, w sprawie dymisji Ćwiąkalskiego i jego najważniejszych urzędników Tusk był głuchy na argumenty. "Decyzje w tej sprawie podejmował osobiście, w porozumieniu tylko ze swoimi najbliższymi współpracownikami" - tłumaczy osoba z władz partii Tuska.

Politycy PO mają żal do premiera przede wszystkim o to, że pozwolił, by przez cały poniedziałek bronili Ćwiąkalskiego. A teraz, po decyzjach Tuska, wychodzą na ludzi niepoważnych. "Podnieśliśmy gardę wysoko i zbudowaliśmy mur, zza którego się ostrzeliwaliśmy, a okazuje się, że mur rozbił nasz własny premier. Przecież to idiotyzm" - nie kryje rozgoryczenia jeden z naszych rozmówców.

>>> Dowiedz się, kto może zastąpić Zbigniewa Ćwiąkalskiego

Tusk przez cały poniedziałek rzeczywiście milczał. Sytuacja zmieniła się późnym wieczorem. "Siedziałem już w domu, jadłem kanapkę i oglądałem telewizję. Nagle widzę Sławka Nowaka, który mówi o konieczności wyciągnięcia poważnych konsekwencji w tej sprawie. Byłem tak zaskoczony, że się tą kanapką zadławiłem i to dość poważnie" - relacjonuje jeden z prominentnych polityków Platformy.

Skąd tak nagla zmiana stanowiska? Według informacji DZIENNIKA w poniedziałek wieczorem Tusk spotkal się właśnie z Nowakiem, a także Rafalem Grupińskim i Igorem Ostachowiczem, czyli grupą która pracuje nad jego wizerunkiem. To właśnie w czasie tego spotkania postanowiono, by w sprawie Olewnika podjąć bardziej zdecydowane działania, ale dymisja Ćwiąkalskiego nie była jeszcze poważnie brana pod uwagę.

Zaczęła, kiedy Tusk obejrzał "Kropkę nad I". "Premier oczekiwał, że Ćwiąkalski przynajmniej poinformuje o dymisji szefa więziennictwa. Zirytowało go, że minister lekceważy sprawę" - mówi osoba z otoczenia szefa rządu.

Wtedy właśnie poważnie zaczęto myśleć o odwołaniu minsitra sprawiedliwości. Tusk rozmawiał o tym z Grzegorzem Schetyną. Ostatecznej decyzji wciąż nie było. Premier wezwał jednak Ćwiąkalskiego na dywanik.

Według rozmówców DZIENNIKA minister mógł jeszcze uratować głowę. Stało się inaczej. Rano Ćwiąkalski pojawia się w radiu TOK FM. W rozmowie z Janiną Paradowską ponownie mówi, że nie ma sobie nic do zarzucenia.

"Wtedy Tusk się wściekł, to było już kompletne lekceważenie" - twierdzi jeden z naszych rozmówców. Ćwiąkalski jednak o tym nie wie, wchodząc do premiera jest przekonany, że Tusk jego dymisji nie przyjmie. "Wierzył, że złoży ją tylko tak pro forma" - mówi nam jeden ze współpracowników Ćwiąkalskiego.

Premier ją jednak przyjmuje. "Tusk nie powinien mieć pretensji do Ćwiąkalskiego skoro nikt mu wcześniej nie powiedział, jakie są oczekiwania szefa rządu" - mówi polityk PO.

>>> Tusk przyjął dymisję Ćwiąkalskiego

Pierwszy raz Ćwiąkalski usłyszał je dopiero w trakcie spotkania z premierem. Tusk chciał głów osób odpowiedzialnych za zaniedbania. "Zażądał dymisji tych, których potem sam zwolnił. Ćwiąkalski odmówił i sam za to zapłacił" - mówi rozmówca DZIENNIKA z rządu.

"To dymisja wizerunkowa" - oficjalnie skomentował po spotkaniu z Tuskiem minister sprawiedliwości.

Sam premier zabrał głos dopiero po kilku godzinach. "Nie mogę zaakceptować: zaniechań, niechlujstwa i słabości służb, które odpowiadają za to samobójstwo. Odpowiedzialność ponosi za to minister sprawiedliwości, dlatego przyjąłem jego dymisję" - oświadczył.

Wieczorem w TVN24 Ćwiąkalski odpowiadał: "Nie wykryto na razie żadnych zaniedbań w sprawie samobójstwa Roberta Pazika".

Nieoficjalnie politycy PO przyznają, że Ćwiąkalski nie był ulubieńcem premiera i o jego odejściu mówiono od dawna. Ale uważają, że wybrano na nią bardzo zły moment. Ich zdaniem trzeba było to zrobić albo w poniedziałek rano, albo poczekać kilka tygodni.

"PiS powinien teraz Donaldowi wysłać kosz kwiatów z podziękowaniami, bo lepszego prezentu dwa tygodnie przed ich kongresem nie mógł im sprawić?" - ironizuje ważny polityk PO. Inny podsumowuje: "Jazda po bandzie i mega ryzykowny krok. Dla mnie niezrozumiały".

Politycy PO przyznawali, że Platforma nie ma oczywistych następców Ćwiąkalskiego. Jeden z rozmówców DZIENNIKA z rządu przyznawał: "Co do następcy nie było we wtorek rano decyzji. Jednak wczesnym popołudniem Tusk na konferencji mówił, że ma dwóch kandydatów, a na przyszłotygodniowym posiedzeniu rządu będzie już nowy minister sprawiedliwości.