Piotr Duda jeszcze pod koniec ubiegłego tygodnia ogłosił, że nie pojawi się na organizowanej przez PiS debacie na temat rynku pracy. Wymawiał się zaplanowanym od dawna spotkaniami ze związkowcami.

Nieoficjalnie jednak jego współpracownicy mówią o innym powodzie nieobecności szefa "S". O tym, że będzie debata, wiadomo już od dwóch tygodni, a Duda dostał zaproszenie dopiero w ostatni piątek, i to w dodatku e-mailem. Szef uznał, że w ostatniej chwili nie będzie zmieniał całego kalendarza prezesowi przyszło do głowy, że na debacie przydałby się związkowiec - mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą" jeden ze współpracowników szefa Solidarności. 

Według związkowców, stosunki na linii Duda - Kaczyński pogorszyły się po zorganizowanym przez PiS marszu "Obudź się, Polsko". W kilkudziesięciotysięcznej manifestacji wzięło udział około 20 tysięcy członków "S". To właśnie jej szef miał postawić prezesowi PiS ultimatum - jeśli w czasie marszu, zgodnie z zapowiedziami, ogłosi kandydata partii na premiera, Solidarność oficjalnie przeciwko niemu zaprotestuje. W finale Jarosław Kaczyński przesunął podanie nazwiska Piotra Glińskiego o dwa dni.

Naszemu przewodniczącemu nie podobało się, że Kaczyński chce wykorzystać naszą obecność do budowania swojej pozycji. My przyjechaliśmy na masz nie z powodów politycznych, ale pragmatycznych - nie podoba nam się to, co dzieje się w Polsce, i chcieliśmy temu dać wyraz - mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą" jeden ze związkowców. 

PiS jednak bagatelizuje sytuację i nieobecność Dudy na debacie. Oczywiście lepiej by było dla samej debaty, gdyby szef Solidarności był na niej obecny, ale rozumiemy, że zatrzymują go inne obowiązki - deklaruje poseł PiS Stanisław Szwed. Dodaje, że jeszcze w weekend rozmawiał z Piotrem Dudą i usłyszał od niego zapewnienie, że bardzo chciał on być na debacie i prosi o przesłanie materiałów.

Organizowana przez PiS debata na temat rynku pracy to trzecie takie spotkanie eksperckie. Poprzednie dwa dotyczyły gospodarki i służby zdrowia.